Russell: Pewnie was to już bawi

Awaria na 49. kółku pozbawiła kierowcę Mercedesa szans na pewne podium.
04.10.2614:37
Maciej Wróbel
125wyświetlenia
Embed from Getty Images

George Russell przyznał, że jego pech zaczyna być śmieszny po tym, jak na finiszu Grand Prix Bahrajnu odpadł z powodu awarii jednostki napędowej.

Brytyjczyk po mocno przeciętnych kwalifikacjach ruszał do niedzielnego wyścigu na torze Sepang dopiero z siódmego pola, jednak świetny start pozwolił mu przesunąć się do pierwszej trójki, której nie opuszczał przez znakomitą większość dystansu.

Wszystko wskazywało na to, że Russell zanotuje w Malezji kolejną wizytę na podium - do 49. kółka był bowiem trzeci, za Maksem Verstappenem i Kimim Antonellim. Pod koniec okresu neutralizacji spowodowanej odpadnięciem Alexandra Albona Brytyjczyk jednak zatrzymał swój samochód na dojeździe do pierwszego zakrętu z powodu awarii jednostki napędowej.

To dla Russella trzeci w tym roku nieukończony wyścig - wcześniej z powodu awarii stracił szansę na wygraną w Kanadzie, jak również odpadł na pierwszym okrążeniu wyścigu w Spa po kolizji z Lewisem Hamiltonem. Będący de facto najbliższym rywalem Kimiego Antonellego w walce o tytuł Brytyjczyk po dzisiejszym wyścigu traci do niego już 84 punkty w klasyfikacji.

Pewnie was to już bawi - powiedział Russell w rozmowie z mediami po wyścigu. To coś więcej, niż rozczarowanie. Po prostu zdarzyło się to już tyle razy w tym sezonie... Oczywiście to wielka szkoda. Pozostaje mi po prostu próbować dalej walczyć.

Podium rzecz jasna wyglądało na pewne. Wyścig był solidny. Nie był jakiś nadzwyczajny, ale był solidny. To jednak nie jest mój pierwszy raz. Powiedzmy więc, że trochę już przywykłem do tego typu pytań.

Russell w dalszej części wypowiedzi nie chciał jednoznacznie 'wypisywać' z walki o tytuł. Nie muszę mówić, że szanse przepadły, czy coś w tym stylu, ale oczywiście rzeczywistość jest taka, że szanse są wyjątkowo niewielkie.

Wiedziałem, że jeśli chcę powrócić do walki, to będę potrzebował szczęścia. Niestety, nie było ono po mojej stronie. Wiecie, potencjalna strata trzech punktów do Kimiego zmieniła się nagle w osiemnastopunktową. Oczywiście, gdyby było odwrotnie, to ja zyskałbym osiemnaście punktów.

Tak więc naprawdę szkoda, ale jest, jak jest - zakończył kierowca Mercedesa.