O krok od ponownych startów - historia niezrealizowanych powrotów do F1

Od Jackiego Stewarta po Jamesa Hunta, Nigela Mansella czy Rubensa Barrichello.
09.02.2009:33
Mateusz Szymkiewicz
2733wyświetlenia
Formuła 1 zna wiele fantastycznych historii, kiedy do stawki powracali kierowcy po przerwie spowodowanej wypadkiem, brakiem miejsca w zespole czy po odbudowaniu kariery w innej serii. Często wspominamy Nikiego Laudę, Michaela Schumachera, Kimiego Raikkonena czy niedawny przypadek Roberta Kubicy.

Rzadko jednak wspomina się kierowców, którzy coś znaczyli w Formule 1 i na pewnym etapie byli o krok od powrotu. Wielu tym historiom towarzyszyły absurdalne okoliczności, które powodowały, że finalnie sami zainteresowani mogli tylko się zastanawiać „Co by było gdyby?”. Niewiele osób też zdaje sobie sprawę, że takie wydarzenia w ogóle miały miejsce. W poniższym artykule postanowiliśmy je wam przybliżyć. Zapraszamy!

1979/1980 - Jackie Stewart oraz Brabham
Embed from Getty Images

Zestawienie niezrealizowanych powrotów zaczynamy bardziej od anegdoty aniżeli realnej szansy na powrót do stawki Formuły 1. Przed sezonem 1980 ówczesny właściciel Brabhama - Bernie Ecclestone, zmuszony był do gorączkowych poszukiwań nowego kierowcy. W trakcie Grand Prix Kanady 1979 swoje natychmiastowe odejście ze sportu zakomunikował szefowi Niki Lauda, pozbawiony jakiejkolwiek motywacji do dalszych startów w F1. Decyzja Austriaka tak zdenerwowała Ecclestone'a, że jedne z jego pierwszych słów do Nikiego brzmiały: Zostaw kask i kombinezony. Ten kogo zatrudnię na twoje miejsce nie będzie miał własnych. Mowa o Ricardo Zunino, mało zdolnym kierowcy z Formuły 2.

Argentyńczyk był traktowany jako opcja na tu i teraz, lecz finalnie otrzymał angaż w Brabhamie na sezon 1980. Początkowo jednak Ecclestone mierzył po zawodnika z zupełnie innej półki - trzykrotnego czempiona Jackiego Stewarta. Szkot będący wówczas na emeryturze był jednym z najlepszych kierowców w historii F1, dzierżąc m.in. rekord największej liczby zwycięstw, pobity dopiero przez Alaina Prosta w 1987 roku.

Lauda w momencie odejścia z Formuły 1 z końcem 1979 roku miał podpisany nowy kontrakt, który gwarantował mu rekordowe na tamte czasy zarobki w wysokości 2 milionów dolarów. Ecclestone chcąc zastąpić Austriaka Jackie Stewartem, który od sześciu lat był poza sportem, postanowił sięgnąć jeszcze głębiej do kieszeni. Szkot otrzymał ofertę o wysokości aż 2,5 miliona dolarów za starty w Brabhamie. Jak wyglądały szanse na powodzenie rozmów? Pół na pół. Ecclestone chciał Stewarta w zespole, natomiast Stewart nawet przez chwilę nie myślał o powrocie do Formuły 1.

Szkot po wycofaniu się z F1 po sezonie 1973 już nigdy nie przystąpił do jakiegokolwiek wyścigu. Wyjątkiem były pojedyncze testy samochodów Formuły 1, które najczęściej były związane z jego rolą eksperta dla nadawców telewizyjnych. Stewart m.in. sprawdzał sześciokołowego Tyrrella czy turbodoładowane bolidy Benettona oraz Lotusa pod koniec lat osiemdziesiątych.

1986 - Didier Pironi oraz Ligier
Embed from Getty Images

Historia Pironiego pod wieloma względami przypomina losy Roberta Kubicy. W obu przypadkach mówimy o jednych z najzdolniejszych kierowców swojej generacji, których świetnie zapowiadające się kariery zostały nagle przerwane dramatycznymi wypadkami.

Francuz, który zmierzał pewnym krokiem po mistrzostwo świata w sezonie 1982, miał potworny wypadek w deszczowym treningu do Grand Prix Niemiec. Pironi nie dostrzegł jadącego powoli Alaina Prosta, uderzając z pełną prędkością w tył jego Renault. Skutki tego incydentu były opłakane. Kierowca Ferrari doznał bardzo poważnych złamań nóg w kilku miejscach i nie było mowy o tym, by mógł powrócić do rywalizacji w Formule 1. Pironi w 1982 roku opuścił ostatnie pięć wyścigów i mimo to wciąż został wicemistrzem świata, ustępując jedynie Keke Rosbergowi.

Kolejne lata stały dla Pironiego pod znakiem powrotu do zdrowia. Francuz miał duże problemy z odzyskaniem poziomu sprawności sprzed wypadku na Hockenheim, przechodząc aż 34 operacje. Temat Formuły 1 pojawił się dopiero w 1986 roku, kiedy Francuz był w stanie samodzielnie chodzić oraz operować pedałami sprzęgła, gazu i hamulca. Pironi zasiadł za kierownicą samochodów AGS na Paul Ricard oraz Ligiera na torze Dijon. Jego rezultaty podczas drugiego testu były na konkurencyjnym poziomie. Uważa się, że Francuz odstawał tylko sekundę od etatowego zawodnika zespołu - Rene Arnouxa.

Co stało na przeszkodzie przed powrotem do rywalizacji? Z jednej strony uważa się, że Ligier oraz Pironi nie potrafili porozumieć się w kwestiach finansowych. Z drugiej na czynne starty w Formule 1 miało Francuzowi wciąż nie pozwalać zdrowie, a także kwestia odszkodowania wypłaconego po wypadku w Niemczech w 1982 roku. Ubezpieczyciel uznał, że obrażenia Pironiego są równoznaczne z końcem kariery w F1. Gdyby Francuz zdecydował się na powrót, wówczas musiałby zwrócić całą otrzymaną kwotę.

Historia Pironiego niestety jest bez happy endu. Pozbawiony szans na dalsze starty w Formule 1 zdecydował się przystąpić do wyścigów motorówek. Francuz zginął 23 sierpnia 1987 roku wraz z dwoma innymi osobami podczas Needles Trophy nieopodal wyspy Wight. Przyczyną było wywrócenie się łodzi po uderzeniu w falę wywołaną przez tankowiec.

1989 - James Hunt oraz Williams
Embed from Getty Images

Hunt nie byłby sobą, gdyby wrócił do startów w Formule 1 od tak. Mistrz świata wycofał się z rywalizacji w połowie frustrującego sezonu 1979 jako kierowca ekipy Waltera Wolfa. Brytyjczyk był o krok od powrotu do stawki w 1980 roku z McLarenem jako zastępstwo dla Alaina Prosta. Debiutujący wówczas Francuz skręcił nadgarstek w wypadku na torze Kyalami. Hunt miał wynegocjować za start w Long Beach aż milion funtów, a połowę tej kwoty zgodził się wypłacić sponsor zespołu - Marlboro. Do powrotu ostatecznie nie doszło. Brytyjczyk złamał nogę wykonując akrobację na nartach po zakrapianym lunchu...

Kolejna propozycja startów w Formule 1 padła w 1982 roku od Berniego Ecclestone'a kierującego zespołem Brabham. Późniejszy szef serii zaoferował Huntowi kwotę 2,5 miliona funtów za sezon startów. Brytyjczyk nie miał szczęścia do namawiania mistrzów świata na powrót ze sportowej emerytury, ponieważ tym razem usłyszał, że Hunt nie potrzebuje pieniędzy i jest zadowolony ze swojego życia.

Ostatnie związki z Formułą 1 czempiona z sezonu 1976 miały miejsce za sprawą Williamsa. W 1985 roku spekulowano, że 39-letni wówczas Hunt negocjuje możliwość ponownych startów z Frankiem Williamsem. Ostatecznie do niczego nie doszło i wszystko wskazywało na to, że szanse Hunta na powrót do F1 są definitywnie zamknięte. Mimo to w grudniu 1989 roku Brytyjczyk został zaproszony na Paul Ricard na testy Williamsa FW12C.

Hunt stawił się na miejsce w swoim kombinezonie z 1979 roku oraz z papierosem w ręku. Na testy zostali również zaproszeni przedstawiciele mediów. Ówczesny mechanik Williamsa - Simon Jackson, wspominając współpracę z mistrzem świata, powiedział: Hunt był nieco wybredny podczas przymiarki fotela. Nie lubił korzystać ze standardowych siedzeń należących do kierowców wyścigowych.

A jak wypadł sam test? Hunt był wolniejszy o pięć sekund od etatowych zawodników Williamsa. Mimo to Brytyjczyk powtarzał dziennikarzom, że czuje się odpowiednio przygotowany fizycznie, by sprostać wymaganiom Formuły 1. Do dnia dzisiejszego trwają spory, czy Hunt rzeczywiście brał pod uwagę powrót do rywalizacji. Krótko mówiąc kierowca był spłukany prowadzeniem ekstrawaganckiego trybu życia i ponowne starty w F1 miały mu pomóc stanąć na nogi. 43-letni Hunt miał nawet skontaktować się z Johnem Hoganem z Philip Morris, czy byłby gotowy sfinansować jego powrót. O tym, jak bardzo to był zły pomysł niech świadczy fakt, że nawet przyjaciel odmówił mu pomocy.

1994 - Alain Prost oraz McLaren
Embed from Getty Images

Prost definitywnie wycofał się z rywalizacji w Formule 1 po mistrzowskim sezonie 1993 z Williamsem, ustępując miejsca swojemu największemu rywalowi - Ayrtonowi Sennie. Brazylijczyk opuścił McLarena, który zdecydował się zatrudnić Alaina Prosta, jednakże w roli konsultanta. Czterokrotny czempion testował samochody stajni z Woking w latach 1994-1996. Ale czy kiedykolwiek został podjęty temat jego powrotu do startów?

Do zmiany decyzji o odejściu z serii Grand Prix namawiał Francuza... Ayrton Senna, chcąc być otoczony jak najlepszymi rywalami w drodze po czwarte mistrzostwo świata. Cień szansy na powrót Prosta pojawił się w 1994 roku, kiedy zasiadł on za kierownicą McLarena MP4/9 na portugalskim torze Estoril. Maszyna napędzana silnikiem Peugeota prezentowała jednak rozczarowujące osiągi i w oczach Alaina nie było sensu decydować się na dalsze starty w Formule 1. Poza tym kierowca dysponował porozumieniem z Frankiem Williamsem, który wypłacił mu pełny kontrakt za sezon 1994. W zamian Francuz obiecał zwolnić miejsce w jego zespole dla Ayrtona Senny, a także nie podejmować się startów dla konkurencyjnej stajni w nadchodzących mistrzostwach.

W 1997 roku Prost zdecydował się wrócić do Formuły 1, lecz w zupełnie innej roli. Francuz odkupił od Flavio Briatore ekipę Ligier, tworząc na jej bazie Prost Grand Prix. Czterokrotny czempion prowadził własną stajnię do 2001 roku, nie zbliżając się nawet do sukcesów z zawodniczej kariery. Jej koniec był charakterystyczny dla małych zespołów z tamtego okresu. Prost Grand Prix ogłosiło upadłość na początku 2002 roku z zadłużeniem na poziomie 30 milionów dolarów.

1996 - Nigel Mansell oraz Jordan
Embed from Getty Images

Mansell był urodzonym kierowcą wyścigowym, a w historii Formuły 1 zapisał się jako jedna z najbardziej charakternych postaci. Brytyjczyk chcąc sfinansować swoje początki w sportach motorowych zastawił w banku własny dom, przeżył złamanie kręgosłupa, a na torze wyścigowym jego szybkość przerażała nawet Nelsona Piqueta. Il Leone, jak był nazywany przez włoskich tifosi, bardziej ujarzmiał bolidy, aniżeli je prowadził. Na torze wyścigowym nic nie stało mu na przeszkodzie. Wszelkie niedoskonałości samochodu brał na klatę i maskował je swoim talentem. Tą cechą był z kolei zupełnym przeciwieństwem dla Alaina Prosta, zespołowego partnera z Ferrari.

Mistrz świata z 1992 roku po raz ostatni przystąpił do wyścigu Formuły 1 w sezonie 1995 jako reprezentant McLarena. Jego przygoda ze stajnią z Woking okazała się jednak pasmem niepowodzeń. Najpierw Brytyjczyk opuścił dwie pierwsze rundy czekając na „szerszą” wersję bolidu MP4/10, do której z początku nie mógł komfortowo się zmieścić. Nie jest tajemnicą, że Mansell ze sportowym trybem życia był na bakier... Kiedy wreszcie udało się przygotować bolid dla mistrza świata, jego przygoda z McLarenem w 1995 roku trwała zaledwie dwa wyścigi. Kierowca był rozczarowany prowadzeniem oraz osiągami samochodu i po Grand Prix Hiszpanii zdecydował się rozstać z zespołem, twierdząc, że sama obecność w Formule 1 go nie satysfakcjonuje.

Gdy wydawało się, że to już koniec Nigela Mansella w Formule 1, pod koniec 1996 roku kierowca pojawił się na testach z Jordan Grand Prix. 43-letni wówczas Brytyjczyk całkiem na poważnie brał pod uwagę ponowne starty w sezonie 1997. Na Circuit de Catalunya mistrz świata miał być wolniejszy o zaledwie 0,3 sekundy od debiutującego Ralfa Schumachera. Z kolei wymagania Mansella, jak gaża o wysokości 5 milionów funtów za rok startów, był gotowy zrealizować tytularny sponsor ekipy z Silverstone - Benson & Hedges.

Brytyjczyk wypowiadając się po zakończeniu sesji przyznał, że nie zamyka się na żadną ewentualność, choć jednocześnie studził oczekiwania. Finalnie do powrotu z Jordan Grand Prix nie doszło. Zabrakło porozumienia między Mansellem a Eddiem Jordanem, który w sezonie 1997 sięgnął po Giancarlo Fisichellę z Minardi.

2006 - Mika Hakkinen oraz McLaren
Embed from Getty Images

Wielu kibiców Formuły 1 było zdania, że Mika Hakkinen odchodząc po sezonie 2001 pozostawia za sobą niedokończone sprawy. Początkowo rozbrat Fina z McLarenem miał trwać rok, lecz w lipcu 2002 roku ogłosił, że definitywnie żegna się z Formułą 1. Jak jednak głosi polskie przysłowie: ciągnie wilka do lasu. Przed sezonem 2005 pojawiły się plotki, że zespół Williams namawia Hakkinena na powrót do F1 w miejsce Juana Pablo Montoyi. Zainteresowanie dwukrotnym mistrzem świata miała wyrażać również stajnia British American Racing, wówczas druga siła w stawce. Wszystkiemu zaprzeczał Ron Dennis z McLarena, pozostający w bliskich stosunkach z Hakkinenem. Z kolei sam zainteresowany mówił: Niemożliwe jest myśleć, że mógłbym ponownie ścigać się w Formule 1, ponieważ czas płynie, a moje reakcje stają się coraz wolniejsze i mój wzrok się pogarsza. Takie jest życie.

Mimo to Fin powrócił za kierownicę samochodu Formuły 1 podczas testów w Barcelonie w listopadzie 2006 roku, będąc zaproszonym przez McLarena do sprawdzenia modelu MP4-21. W tym celu Hakkinen odbył pełen cykl treningowy w McLaren Technology Centre, chcąc przygotować się do wymagań współczesnej Formuły 1. Dwukrotny czempion przez cały dzień testów pokonał 79 okrążeń i uzyskał najsłabszy rezultat, na co miały wpływ problemy z elektryką bolidu. Jak ujawnił Fin w 2017 roku, wówczas prowadził zaawansowane rozmowy z McLarenem na temat powrotu do rywalizacji w Formule 1. Do pozostania poza sportem skłoniła go refleksja związana problemami technicznymi w trakcie testów, że Formuła 1 to nie tylko szampan i trofea. Nie jest przecież tajemnicą, że do odejścia Hakkinena przyczyniła się m.in. frustracja spowodowana licznymi defektami McLarena...

2014 - Rubens Barrichello oraz Caterham
Embed from Getty Images

Barrichello pożegnał się z Formułą 1 po sezonie 2011, nie otrzymując nowej umowy od ekipy Williams. Stajnia z Grove mająca problemy finansowe zdecydowała się sięgnąć po jego rodaka - Brunona Sennę, który dysponował lukratywnym wsparciem sponsorów. Kierowca mimo 39 lat na karku miał ochotę kontynuować starty w F1 i po cichu weryfikował swoje opcje na powrót w kolejnych latach.

Jesienią 2013 roku pojawiły się informacje o negocjacjach Brazylijczyka ze ekipą Saubera. Jedenastokrotny tryumfator Grand Prix miał zebrać wsparcie finansowe o wysokości aż 15 milionów dolarów i włączyć się do walki o miejsce w stawce na sezon 2014. Wiele rzeczy zostało powiedzianych w tym tygodniu odnośnie mojego powrotu do Formuły 1. Prawdą jest, że jeżeli pojawi się taka możliwość, to skorzystam z niej - pisał wówczas Barrichello za pośrednictwem Twittera.

Finalnie rozmowy między Brazylijczykiem a stajnią z Hinwil zakończyły się niepowodzeniem, choć Rubens nie zamierzał składać broni. Pod koniec sezonu 2014 kierowca miał dysponować podpisanym kontraktem z zespołem Caterham na wyścigi w Stanach Zjednoczonych, Brazylii oraz Abu Zabi. Informację tę potwierdził ówczesny szef zespołu - Manfredi Ravetto. Do powrotu Barrichello jednak nie doszło przez powolny upadek ekipy z Leafield. Po wyścigu w Japonii jej fabryka została zajęta przez komornika, a po Grand Prix Rosji zespół wycofał się ze startów w Formule 1, będąc już kontrolowanym przez administratora. Caterham powrócił jeszcze na ostatni wyścig w Abu Zabi, chcąc zrobić wrażenie na potencjalnym inwestorze, lecz dla Barrichello start na Yas Marina nie miał już sensu. Jak później ujawnił, jego główną motywacją do powrotu do Formuły 1 była chęć właściwego pożegnania się z brazylijską publicznością na Interlagos.

2015 - Giedo van der Garde oraz Sauber
Embed from Getty Images

Obecność Holendra w gronie mistrzów świata oraz wielokrotnych tryumfatorów Grand Prix może zaskakiwać. Mówimy bowiem o zawodniku, który spędził w Formule 1 zaledwie jeden sezon w 2013 roku z zamykającym stawkę Caterhamem. Mimo to historia van der Garde oraz Saubera jest tak absurdalna, że grzechem byłoby nie wspomnieć o niej. Absurd sytuacji polega na tym, że ważne umowy na starty dla szwajcarskiej ekipy w sezonie 2015 mieli jej dotychczasowy tester van der Garde, kierowca z 2014 roku Adrian Sutil, a także nieoficjalnie Jules Bianchi, który miał porozumieć się z zespołem przed wypadkiem w Grand Prix Japonii 2014. Kto zatem został zgłoszony przez Saubera do Grand Prix Australii 2015? Felipe Nasr oraz Marcus Ericsson. Logiczne, prawda?

Van der Garde padł ofiarą chciwości oraz nieuczciwości ówczesnej szefowej - Monishy Kaltenborn. Austriaczka chcąc ratować budżet Saubera posunęła się do nieczystych zagrań, podpisując kontrakty z kierowcami bez zamiaru zrealizowania ich. Jej problem polegał na tym, że van der Garde nie zamierzał odpuszczać i sprawa została skierowana do Trybunału Arbitrażowego w Szwajcarii, a tuż przed Grand Prix Australii do sądu w Melbourne. Ten podczas rozprawy przyznał rację Holendrowi, nakazując Sauberowi przekazanie jednego z bolidów na sezon 2015.

Sytuacja stała się patowa, żadna ze stron nie chciała odpuścić. Sauber złożył apelację, która następnego dnia została odrzucona. Szwajcarska ekipa zrezygnowała także z udziału w pierwszym treningu w Melbourne, a kiedy van der Garde pojawił się w garażu, atmosfera miała być tak gęsta, że mechanicy wyszli z pomieszczenia. Do startu Holendra w Grand Prix Australii było bardzo blisko. Został on nawet sfotografowany w kombinezonie Saubera, poruszając się wokół bolidu należącego do Marcusa Ericssona. Finalnie jednak kierowca zawarł ugodę z zespołem, ustępując należne mu miejsce w sezonie 2015. Interwencji w tej sprawie miał podjąć się m.in. Bernie Ecclestone, ówczesny szef Formuły 1. Jaki był jednak warunek postawiony przez van der Garde? Sauber rzekomo zmuszony był wypłacić 15 milionów euro odszkodowania. Jako ciekawostkę warto dodać, że w podobnym okresie proces wytoczył ekipie Adrian Sutil. Niemiec miał wywalczyć 3,5 miliona dolarów za niedopełnienie przez Saubera warunków ważnego kontraktu na sezon 2015.