AMuS: GP Bahrajnu oraz Wietnamu są pod dużym znakiem zapytania

Epidemia koronawirusa może doprowadzić do odwołania kolejnych wyścigów.
26.02.2011:15
Mateusz Szymkiewicz
1960wyświetlenia
Embed from Getty Images

Auto Motor und Sport informuje, że pojawiły się bardzo duże znaki zapytania wokół tegorocznych edycji Grand Prix Bahrajnu oraz Wietnamu. Władze Formuły 1 miały już zwołać na czwartek spotkanie kryzysowe.

Przed rozpoczęciem zimowych testów potwierdzono, że kwietniowa runda w Chinach została odroczona ze względu na epidemię koronawirusa. Aktualnie trwają poszukiwania alternatywnego terminu pod koniec roku dla zmagań w Szanghaju, jednakże przez napięty terminarz może to okazać się niemożliwe w realizacji.

Kolejne wątpliwości pojawiły się wokół Grand Prix Bahrajnu zaplanowanego w dniach 20-22 marca, a także Grand Prix Wietnamu mającego odbyć się dwa tygodnie później. Bahrajn zgłosił już siedemnaście przypadków koronawirusa i odmawia wpuszczania do kraju osób, które podróżowały przez Dubaj lub Singapur. Ze względu na zaledwie tygodniową przerwę między zmaganiami w Melbourne i na torze Sakhir, podróż do Bahrajnu przez inne lokalizacje nie wchodzi w grę, co może uniemożliwić dostanie się do kraju.

Po pierwsze, nie można zmienić od tak rezerwacji dla setek osób. Po drugie, nikt nie ma pojęcia jak rozwinie się sytuacja. Dokonujesz dziś rezerwacji lotu przez Oman, a jutro Oman zamyka granice - powiedział Beat Zehnder, menedżer Alfy Romeo, zapytany o alternatywne trasy z Australii do Bahrajnu.

Z kolei Wietnam poinformował już o szesnastu ofiarach śmiertelnych koronawirusa, jednakże pojawiają się wątpliwości co do faktycznej sytuacji w kraju. Władze podjęły już decyzję o zamknięciu szkół czy całych dzielnic większych miast. Inną reakcją Wietnamu było zamknięcie granic dla obywateli Włoch, które są najmocniej dotknięte koronawirusem w Europie. W tej sytuacji na wyścig w Hanoi nie mógłby dostać się Antonio Giovinazzi z Alfy Romeo, zespoły Ferrari oraz Alpha Tauri, klienci stajni z Maranello pozostaliby bez silników, natomiast Pirelli nie mogłoby dostarczyć opon.

Mamy tutaj do czynienia z ruchomym celem. Plan, który dziś wydaje się być dobry, jutro może być odrzucony - powiedział rzecznik Formuły 1, zapytany o reakcję serii na kolejne przypadki koronawirusa w krajach organizujących Grand Prix.

Liberty Media zapowiedziało już dwa spotkania kryzysowe w czwartek, w których wezmą udział szef Formuły 1 - Chase Carey, a także Ross Brawn odpowiedzialny za kwestie sportowe. Swoje spotkania uzgodnili również menedżerowie zespołów, chcąc omówić wspólną logistykę na wypadek kolejnych odwołanych wyścigów.

Dużą niewiadomą pozostają zasady obowiązujące podczas Grand Prix, jeżeli przez restrykcje na granicy nie zostałaby wpuszczona część uczestników. Ich nieobecność na torze byłaby wymuszona przez czynniki zewnętrzne, co wymaga ustalenia, czy byłyby przyznawane punkty do klasyfikacji generalnych.

W kontekście Imoli oraz Mugello, które zaproponowały przejęcie terminu Grand Prix Chin, są niewielkie szanse na powodzenie rozmów. Głównym problemem jest mała ilość czasu na organizację oraz promocję wyścigu, co wymaga kilku tygodni przygotowań.