Leclerc: To mógł być albo strzał w dziesiątkę, albo kompletna pomyłka
Monakijczyk wyjaśnił decyzję o wyposażeniu się w miękkie ogumienie na sprint.
22.08.2615:44
41wyświetlenia
Embed from Getty Images
Charles Leclerc przyznaje, że na polach startowych miał pewne obawy co do decyzji o założeniu miękkich opon.
Choć sprint w Zandvoort dostarczył bardzo niewielu emocji, Charles Leclerc był odpowiedzialny za jeden z nielicznych manewrów wyprzedzania. Monakijczyk zdołał w końcowej fazie rywalizacji wyprzedzić Lando Norrisa i awansować na drugie miejsce, na którym ostatecznie ukończył wyścig.
Zdaniem Leclerca manewr ten był przede wszystkim efektem różnic w zarządzaniu energią. Uwagę przykuło jednak to, że kierowca Ferrari jako jedyny w czołówce korzystał z miękkich opon i nadal dysponował konkurencyjnym tempem.
Decyzja o skorzystaniu z softów oparta była na danych z treningu oraz fakcie, że Ferrari generalnie dobrze radzi sobie w ten weekend z degradacją ogumienia - przynajmniej po stronie Leclerca. Kierowca z Monte Carlo przyznał jednak, że na polach startowych miał pewne obawy, gdy zobaczył, że wszyscy kierowcy wokół niego ustawiają się na oponach pośrednich.
Decyzja została podjęta wspólnie z zespołem, choć Leclerc podkreśla, że nie była ona łatwa.
Poza kwestią opon sprint przede wszystkim potwierdził to, co Leclerc uważał już w piątek: tempo wyścigowe Ferrari jest dobre, ale kwalifikacje okazują się trudniejsze.
Leclerc uważa również, że wyprzedzanie w Zandvoort będzie praktycznie niemożliwe. To sprawia, że pozycja wywalczona w kwalifikacjach staje się kluczowa i rodzi pytanie, czy Ferrari mogłoby poświęcić część swojego tempa wyścigowego, aby poprawić osiągi podczas pojedynczego okrążenia.
Choć Leclerc określił kwalifikacje jako słabość Ferrari, i tak zdołał wywalczyć trzecie miejsce na starcie sprintu, tracąc zaledwie 0,055 sekundy do zdobywcy pole position, George'a Russella. Monakijczyk podkreśla jednak, że powtórzenie tego wyniku wcale nie jest gwarantowane, ponieważ jego okrążenie w SQ3 było wyjątkowo mocne.
Charles Leclerc przyznaje, że na polach startowych miał pewne obawy co do decyzji o założeniu miękkich opon.
Choć sprint w Zandvoort dostarczył bardzo niewielu emocji, Charles Leclerc był odpowiedzialny za jeden z nielicznych manewrów wyprzedzania. Monakijczyk zdołał w końcowej fazie rywalizacji wyprzedzić Lando Norrisa i awansować na drugie miejsce, na którym ostatecznie ukończył wyścig.
Zdaniem Leclerca manewr ten był przede wszystkim efektem różnic w zarządzaniu energią. Uwagę przykuło jednak to, że kierowca Ferrari jako jedyny w czołówce korzystał z miękkich opon i nadal dysponował konkurencyjnym tempem.
Decyzja o skorzystaniu z softów oparta była na danych z treningu oraz fakcie, że Ferrari generalnie dobrze radzi sobie w ten weekend z degradacją ogumienia - przynajmniej po stronie Leclerca. Kierowca z Monte Carlo przyznał jednak, że na polach startowych miał pewne obawy, gdy zobaczył, że wszyscy kierowcy wokół niego ustawiają się na oponach pośrednich.
Zawsze, kiedy jako jedyny robisz coś inaczej, albo okazuje się to strzałem w dziesiątkę, albo kompletną pomyłką- uśmiechnął się Leclerc.
Ostatecznie uważam, że był to dobry wybór, więc to pozytyw. Oznacza to, że dobrze odrobiliśmy pracę domową podczas treningu, ale oczywiście, kiedy stałem na polach startowych, miałem tylko nadzieję, że dokonaliśmy właściwego wyboru
Decyzja została podjęta wspólnie z zespołem, choć Leclerc podkreśla, że nie była ona łatwa.
Cóż, nie było to takie proste, ponieważ ja i Lewis mieliśmy dwie różne strategie. Z pewnością nie było to więc oczywiste.
Po treningu jednak uważałem, że to dobra opona, mimo że przejechałem na niej bardzo niewiele okrążeń i nie czułem się zbyt komfortowo na pośredniej. Tak więc byłem zadowolony z tego wyboru.
Poza kwestią opon sprint przede wszystkim potwierdził to, co Leclerc uważał już w piątek: tempo wyścigowe Ferrari jest dobre, ale kwalifikacje okazują się trudniejsze.
Wczoraj podczas treningu nasze tempo na długich przejazdach było całkiem mocne. Jeździliśmy wtedy na pośrednich oponach, więc wiedzieliśmy, że mamy dobry samochód na wyścig.
Jednakże w kwalifikacjach trochę nam brakuje. Spodziewałem się, że dzięki tym miękkim oponom będę zyskiwał pozycje na starcie, a nie pod koniec wyścigu, ale tak, to był całkiem dobry wyścig.
Leclerc uważa również, że wyprzedzanie w Zandvoort będzie praktycznie niemożliwe. To sprawia, że pozycja wywalczona w kwalifikacjach staje się kluczowa i rodzi pytanie, czy Ferrari mogłoby poświęcić część swojego tempa wyścigowego, aby poprawić osiągi podczas pojedynczego okrążenia.
Często rozmawiamy o tym, jak sprawić, żeby samochód był szybszy w wyścigu albo w kwalifikacjach, ale nie sądzę, żeby było to takie czarno-białe- powiedział Leclerc.
Zawsze starasz się sprawić, żeby samochód był tak szybki, jak to tylko możliwe, a jeśli ci się to uda, jest to pozytywne zarówno dla kwalifikacji, jak i dla wyścigu. Później można dokonać pewnych drobnych korekt, ale nie powiedziałbym, że są one przełomowe. To nie zawsze jest takie proste
Odpowiadając więc na twoje pytanie, nie sądzę, żebyśmy w tej chwili mogli coś zrobić, aby to naprawić i mieć lepszy samochód w kwalifikacjach. Wiemy, że to nasza słabość, ale jak dotąd po prostu nie znaleźliśmy rozwiązania.
Choć Leclerc określił kwalifikacje jako słabość Ferrari, i tak zdołał wywalczyć trzecie miejsce na starcie sprintu, tracąc zaledwie 0,055 sekundy do zdobywcy pole position, George'a Russella. Monakijczyk podkreśla jednak, że powtórzenie tego wyniku wcale nie jest gwarantowane, ponieważ jego okrążenie w SQ3 było wyjątkowo mocne.
Myślę, że wczoraj przejechałem naprawdę dobre okrążenie, a samochód również spisywał się naprawdę dobrze. Będę więc zaskoczony, jeśli jutro wystartujemy z pole position, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby tak się stało- zakończył 28-latek.
Maciej Wróbel