Leclerc: Posunąłem się za daleko
Monakijczyk przyznał, że ponosi winę za incydent z Hamiltonem z początku GP Włoch.
12.09.2610:15
16wyświetlenia
Embed from Getty Images
Charles Leclerc przyznał, że to on przekroczył granicę podczas walki z Lewisem Hamiltonem na początku Grand Prix Włoch. Kierowcy Ferrari omówili wydarzenia z Monzy i - jak zapewnia Monakijczyk - incydent nie wpłynął na ich wzajemne relacje. Do starcia doszło w pierwszej szykanie. Leclerc i Hamilton jechali obok siebie, a Monakijczyk na wyjściu z drugiego zakrętu próbował powrócić na standardową linię wyścigową. W efekcie Brytyjczyk został wypchnięty poza tor i wjechał na żwir.
Tuż po swoim późniejszym wypadku na Parabolice Leclerc stwierdził, że obaj kierowcy posunęli się w tej walce zbyt daleko. Hamilton nie zgodził się z taką oceną, podkreślając, że odpowiedzialność nie leżała po obu stronach. Siedmiokrotny mistrz świata krytycznie odniósł się również do komunikacji i sposobu prowadzenia wyścigów przez Ferrari. Po analizie nagrań oraz rozmowach z Hamiltonem i Fredem Vasseurem Leclerc wziął jednak odpowiedzialność za wydarzenia z pierwszego okrążenia.
Monakijczyk zdaje sobie jednocześnie sprawę, że incydent nabrał dodatkowego znaczenia ze względu na miejsce, w którym do niego doszło.
Zdaniem Leclerca najważniejsze było spokojne omówienie sytuacji już po opadnięciu emocji związanych z wyścigiem. Wówczas okazało się, że stanowiska obu kierowców były znacznie bardziej zbliżone.
Zapytany, czy jego zdaniem incydent został nadmiernie rozdmuchany, Leclerc przyznał, że wydarzenia w Ferrari zawsze wywołują większe zainteresowanie niż podobne sytuacje w innych zespołach.
Charles Leclerc przyznał, że to on przekroczył granicę podczas walki z Lewisem Hamiltonem na początku Grand Prix Włoch. Kierowcy Ferrari omówili wydarzenia z Monzy i - jak zapewnia Monakijczyk - incydent nie wpłynął na ich wzajemne relacje. Do starcia doszło w pierwszej szykanie. Leclerc i Hamilton jechali obok siebie, a Monakijczyk na wyjściu z drugiego zakrętu próbował powrócić na standardową linię wyścigową. W efekcie Brytyjczyk został wypchnięty poza tor i wjechał na żwir.
Tuż po swoim późniejszym wypadku na Parabolice Leclerc stwierdził, że obaj kierowcy posunęli się w tej walce zbyt daleko. Hamilton nie zgodził się z taką oceną, podkreślając, że odpowiedzialność nie leżała po obu stronach. Siedmiokrotny mistrz świata krytycznie odniósł się również do komunikacji i sposobu prowadzenia wyścigów przez Ferrari. Po analizie nagrań oraz rozmowach z Hamiltonem i Fredem Vasseurem Leclerc wziął jednak odpowiedzialność za wydarzenia z pierwszego okrążenia.
Jeśli chodzi o zasady naszej walki, myślę, że jedna rzecz jest oczywista - nigdy nie chcemy widzieć samochodu naszego zespołu na trawie czy poza torem. Po obejrzeniu wszystkiego porozmawialiśmy z Lewisem. Oczywiście wiem, że w drugim zakręcie posunąłem się za daleko i powiedziałem mu to. Myślę, że bardzo dobrze wiemy, co powinniśmy robić, a czego unikać w przyszłości- przyznał Leclerc.
Nie będę wchodził w szczegóły tego, co sobie powiedzieliśmy. Mogę jedynie zapewnić, że nie wpłynęło to na nasze dobre relacje i nie wpłynie na nic w przyszłości. Dla mnie właśnie to jest najważniejsze- zaznaczył.
Monakijczyk zdaje sobie jednocześnie sprawę, że incydent nabrał dodatkowego znaczenia ze względu na miejsce, w którym do niego doszło.
Wiemy, że jeździmy dla Ferrari i jeśli jest jeden wyścig, podczas którego szczególnie nie chcesz, żeby wydarzyło się coś takiego, to jest nim Monza. Kiedy dochodzi do tego podczas naszego domowego Grand Prix, na zewnątrz robi się z tego ogromne zamieszanie- powiedział.
Patrząc na wyścig z boku, widzieliśmy również tarcia pomiędzy innymi zespołowymi partnerami, a ostatecznie rozmawiamy właściwie tylko o Lewisie i o mnie. Nie wydaje mi się to do końca właściwe.To nie oznacza, że zrobiliśmy wszystko idealnie. Ja nie zachowałem się właściwie w drugim zakręcie i po obejrzeniu nagrań od razu jasno powiedziałem o tym Lewisowi.
Zdaniem Leclerca najważniejsze było spokojne omówienie sytuacji już po opadnięciu emocji związanych z wyścigiem. Wówczas okazało się, że stanowiska obu kierowców były znacznie bardziej zbliżone.
Najważniejsze jest to, że wyjaśniliśmy sytuację. Porozmawialiśmy, powiedziałem Lewisowi, jak ja to widziałem, a on przedstawił mi swój punkt widzenia. Myślę, że z perspektywy czasu w pełni zgadzamy się ze sobą, kiedy rozmawiamy już bez wyścigowych emocji. Takie rzeczy się zdarzają. Jestem pewien, że nie był to ostatni raz, bo to część wyścigów - szczególnie kiedy tak często startujemy blisko siebie. Nie chcemy jednak ponownie znaleźć się w takiej sytuacji i zarówno dla Lewisa, jak i dla mnie jest to całkowicie jasne- dodał.
Zapytany, czy jego zdaniem incydent został nadmiernie rozdmuchany, Leclerc przyznał, że wydarzenia w Ferrari zawsze wywołują większe zainteresowanie niż podobne sytuacje w innych zespołach.
Muszę uważać, jak o tym mówię, ponieważ absolutnie nie chcę umniejszać temu, co się wydarzyło. Jak już powiedziałem, sytuacja, w której Lewis ląduje na żwirze, jest nie do zaakceptowania. Faktem jest jednak, że w naszym przypadku wszystko przybrało znacznie większe rozmiary niż w przypadku dwóch innych zespołów, których kierowcy również ze sobą walczyli. Nie śledziłem całego wyścigu, ale widziałem rywalizację dwóch innych ekip z czołówki i nie było wokół niej aż takiego zamieszania. Kiedy jeździsz dla Ferrari, wszystko nabiera znacznie większych rozmiarów, zwłaszcza jeśli dzieje się to na Monzy. Nie zmienia to jednak oceny samego zdarzenia. To nie powinno się wydarzyć ponownie- podsumował.