Analiza sytuacji na rynku kierowców - Część 1

Przyglądamy się potencjalnym zmianom w Mercedesie, Ferrari, Red Bullu oraz Toro Rosso.
09.08.1917:57
Mateusz Szymkiewicz
5104wyświetlenia
Letnia przerwa zapowiada się jako cisza przed burzą. Jeżeli wierzyć pogłoskom, Mercedes może odpalić prawdziwą bombę zatrudniając Estebana Ocona w miejsce Valtteriego Bottasa na sezon 2020. Nie będziemy ukrywać, potencjalna roszada w stajni z Brackley była inspiracją do analizy „co by było gdyby...”.

Na wstępie musimy podkreślić, niniejszy tekst jest oparty na spekulacjach poważnych międzynarodowych publikacji, a także pogłoskach zasłyszanych w padoku Formuły 1. Tworząc ten tekst poruszaliśmy się po konkretnej ścieżce, więc takie ruchy jak odejście Vettela z Formuły 1 czy Verstappena z Red Bulla mogą wywrócić wszystko do góry nogami. Najprostszy przykład? W ubiegłym roku na Hungaroringu dziennikarze w biurze prasowym narzekali, jak mało dzieje się w trakcie weekendu i mówili w żartach, że Red Bull mógłby odpuścić sobie zwłokę i wreszcie potwierdzić nową umowę z Ricciardo. Co wydarzyło się tydzień później wszyscy wiemy...

W pierwszej części koncentrujemy się na czołowej piątce tegorocznych mistrzostw. W najbliższych dniach przedstawimy nasze spojrzenie na układ rynku kierowców w środku stawki. Zapraszamy!

Mercedes
Embed from Getty Images

Decyzja podjęta przez Mercedesa będzie absolutnie kluczowa dla losów tegorocznego rynku kierowców. Zespół posiada ważny kontrakt na sezon 2020 z Lewisem Hamiltonem, natomiast kwestia drugiego kokpitu ma wyjaśnić się w trakcie letniej przerwy. Nie jest tajemnicą, że ekipa bierze pod uwagę tak naprawdę tylko dwie kandydatury: Valtteriego Bottasa oraz Estebana Ocona.

Za pozostawieniem Fina przemawiają trzyletni staż w Mercedesie, świetne relacje z członkami zespołu oraz Lewisem Hamiltonem, a także stosunkowo mocne osiągi. Kierowca ma za sobą świetny start sezonu, natomiast kwalifikacje są obszarem, w których dokonał największych postępów. W tym sezonie Bottas dopisał do statystyk cztery pole position, natomiast czasówkę na Hungaroringu przegrał z Verstappenem o zaledwie 0,018 sekundy.

Problemy zaczynają się kiedy analizujemy sytuację 29-latka w mistrzostwach. Od rozpoczęcia europejskiej części sezonu Bottas nie jest w stanie nawiązać pojedynku w wyścigach z partnerem oraz liderem klasyfikacji - Lewisem Hamiltonem. Fin posiada duże wahania formy, potrafiąc trzymać się na ogonie Brytyjczyka, by w następny weekend kompletnie się rozsypać i spaść za reprezentantów Ferrari oraz Red Bulla. Nie bez znaczenia są również błędy w dwóch ostatnich wyścigach, gdy w Niemczech walcząc o podium rozbił bolid, a na Węgrzech dopuścił się dwóch kontaktów na starcie, wymuszających wcześniejszy pit stop.

Alternatywą dla Bottasa ma być junior oraz trzeci kierowca Mercedesa - Esteban Ocon. Coraz więcej mocnych źródeł informuje, że to Francuz otrzyma angaż w zespole na sezon 2020. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, iż Bottas będąc przed rokiem w gorszej sytuacji oraz dyspozycji, do letniej przerwy szykował się z nowym kontraktem w dłoni. Co przemawia za Oconem? Mercedes może po prostu wychodzić z założenia, że Bottas dotarł na szczyt swoich możliwości, co w dłuższej perspektywie nie wystarczy dla zespołu o tak wielkich ambicjach. Stajnia z Brackley chce podjąć ryzyko związane z angażem jednego z najzdolniejszych zawodników młodego pokolenia. W ekipie musi panować przekonanie, że Ocon na pewno gorszy od Fina nie będzie, a w sytuacji gdy 22-latek „odpali”, przed Mercedesem otworzy się szansa na stworzenie kierowcy na lata. W końcu Lewis Hamilton nie staje się coraz młodszy... Poza tym przykłady Verstappena w Red Bullu i Leclerca w Ferrari pokazują, że ryzyko związane z postawieniem na „świeżą krew” może się opłacić. Warto również podkreślić, że potencjalny angaż Francuza może doprowadzić do bezprecedensowej sytuacji. Absolutnie czołowy zespół, aktualni mistrzowie świata, mogą sięgnąć po młodego zawodnika z roczną przerwą od startów w F1. Jeżeli Mercedes podejmie taki krok, duży podziw za odwagę.

Inne mniej prawdopodobne opcje? Na początku sezonu przewinęło się w mediach nazwisko Nico Hulkenberga, Mercedes rzekomo analizował sytuację George'a Russella, natomiast Max Verstappen miał być namawiany do odejścia z Red Bulla. Hulkenberga możemy wykluczyć na starcie, kierowca ze sporymi problemami w tym sezonie, w dodatku 31-letni bez żadnych sukcesów na koncie. Russell? Jest tegorocznym debiutantem i tak szybki awans do Mercedesa mógłby okazać się morderczy dla jego kariery. Poza tym zarówno niemiecki zespół jak i Williams szybko ucięli spekulacje. Z kolei Max Verstappen miał stracić szansę na bezkarne odejście z Red Bulla po Grand Prix Węgier. Klauzula umożliwiająca mu zerwanie umowy rzekomo mogła wejść w życie, gdyby po dwunastu wyścigach tego sezonu był poza pierwszą trójką.

Ferrari
Embed from Getty Images

W praktyce zarówno Sebastian Vettel jak i Charles Leclerc posiadają ważne umowy z Ferrari na sezon 2020. W teorii przyszłość Niemca w Formule 1 pozostaje wielką niewiadomą. Nie cichną spekulacje o jego odejściu ze sportu po zakończeniu tegorocznych zmagań, czy nawet powrocie do Red Bulla. Tą ostatnią opcję możemy jednak traktować z dużym dystansem, ponieważ trudno sobie wyobrazić, by Niemiec świadomie chciał wkraczać do zespołu absolutnie podporządkowanemu Maksowi Verstappenowi. Czterokrotny mistrz świata przegrał już zespołowy pojedynek z Danielem Ricciardo, natomiast Charles Leclerc w Ferrari nie ułatwia mu życia. Czy mogłoby być inaczej z Maksem Verstappenem? Mało prawdopodobne. Takie rozwiązanie wchodziłoby w grę tylko po przenosinach Holendra.

Na dzień dzisiejszy trudno brać pod uwagę odejście Sebastiana Vettela z Ferrari oraz Formuły 1. Gdyby jednak Niemiec podjął tak sensacyjną decyzję, ktoś będzie musiał zastąpić go w zespole. Media wymieniały w tym kontekście głównie dwa nazwiska - Fernando Alonso oraz Daniela Ricciardo. Sytuacja z Hiszpanem jest o tyle skomplikowana, ponieważ mówimy o zawodniku bardzo trudnym we współpracy. Poza tym jego odejście z Ferrari po sezonie 2014 trudno nazwać dżentelmeńskim. Z kolei Ricciardo może dysponować klauzulami w kontrakcie z Renault. Trudno uwierzyć, by Australijczyk odchodząc do ekipy środka stawki nie zabezpieczył się odpowiednimi zapisami.

Wśród kibiców bardzo często pojawia się również kandydatura Valtteriego Bottasa, ze względu na nieoficjalny podział w Ferrari na kierowcę numer jeden i dwa. Transfer Fina w roli „skrzydłowego” Leclerca mógłby wydawać się jednak mało prawdopodobny z kilku powodów. Jednym z nich jest delikatnie mówiąc specyficzny styl zarządzania ekipą z Maranello. Zatrudnienie kierowcy niechcianego w Mercedesie mogłoby zostać bardzo źle przyjęte przez opinię publiczną, a zwłaszcza we Włoszech, co nie jest bez znaczenia. Poniekąd potwierdzałoby to przewagę niemieckiej stajni nad Ferrari niemal na każdym poziomie. Poza tym podkreślam, roszady we włoskim zespole na 2020 rok to bardzo skrajny scenariusz.

Red Bull
Embed from Getty Images

Ostatnie miesiące musiały być bardzo nerwowe dla szefostwa Red Bulla. Helmut Marko potwierdził, że Max Verstappen posiada w swoim kontrakcie klauzulę umożliwiającą wcześniejsze odejście w razie niekonkurencyjnych osiągów bolidu. Holender mógłby z niej skorzystać, gdyby do letniej przerwy był poza pierwszą trójką w mistrzostwach. Aktualnie wszystkie warunki zostały spełnione, by utrzymać ważność umowy do końca 2020 roku. Verstappen pojechał na wakacje jako trzeci kierowca w tabeli z dorobkiem 181 punktów. Czy można tym samym wykluczyć odejście 21-latka z Red Bulla? Nie do końca, choć byłoby to dla niego karkołomne zadanie.

Niemal pewne jest, iż zmiany zajdą po drugiej stronie garażu. Sytuacja Pierre'a Gasly jest na tyle zła, że ze swoją posadą może pożegnać się jeszcze w trakcie tego sezonu. Oficjalnie zespół wyklucza wszelkie roszady i przyjmijmy, że słowa dotrzyma. Kto mógłby go zastąpić? Niekwestionowanym faworytem jest Daniił Kwiat z Toro Rosso. Rosjanin po przywróceniu do włoskiej ekipy stał się niemal innym kierowcą. Jest bardzo szybki, skuteczny i nie popełnia już głupich błędów. Czy to wystarczy, by doczekał się ponownej promocji do Red Bulla? Zdaniem Franza Tosta, w zupełności.

Innym kandydatem jest Alexander Albon, aczkolwiek trudno oczekiwać, by Tajlandczyk mógł powtórzyć scenariusz z Gasly'm i awansować do Red Bulla po zaledwie jednym pełnym sezonie w Toro Rosso. W obu ekipach ma panować zgodność, że kierowca potrzebuje co najmniej jeszcze jednego roku, by mógł włączyć się do walki o czołowy kokpit.

Z pozostałych opcji nie można wykluczyć drastycznej poprawy formy Gasly'ego po letniej przerwie. Mały przebłysk widzieliśmy na Silverstone, a poza tym Francuz wciąż cieszy się dużym poparciem zespołu. Z zewnątrz wygląda to trochę tak, jakby Red Bull rozumiał jego problemy i uważał, że ich rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki kierowcy. Kandydaci spoza programu? Plotki o transferze Hulkenberga z Renault ucichły równie szybko co się pojawiły, natomiast Fernando Alonso jest w Red Bullu persona non grata. Honda, która wreszcie wyszła na prostą, pewnych rzeczy po prostu nie wybaczy.

McLaren
Embed from Getty Images

W przypadku McLarena nie ma nad czym się zastanawiać. 9 lipca zespół podzielił się ze światem informacją o zatrzymaniu Carlosa Sainza oraz Lando Norrisa na sezon 2020. Stajnia z Woking jest na tyle usatysfakcjonowana z poczynań Hiszpana i Brytyjczyka, że postanowiła nie brać udziału w przetasowaniach na rynku kierowców.

Sytuacja ta jest na tyle interesująca, że powiązania z McLarenem utrzymał Fernando Alonso, którego łączono z powrotem w 2020 roku. Mimo to Hiszpan miał nie znaleźć uznania w oczach nowego szefa - Andreasa Seidla. Niemiec rzekomo dostrzegł jak duża nerwowość wkradła się do zespołu przy okazji obecności Alonso w Bahrajnie, gdzie sprawdzał model MCL34. Uważa się, iż porozumienie z Renault dotyczące zatrudnienia Siergieja Sirotkina w roli trzeciego kierowcy miało wysłać Alonso wiadomość: Nic już od ciebie nie chcemy.

Toro Rosso
Embed from Getty Images

Obsada kokpitów w stajni z Faenzy pozostaje największą zagadką. Kształt przyszłorocznego składu zdeterminuje wiele czynników, takich jak decyzja Red Bulla w sprawie Pierre'a Gasly czy wyniki juniorów w niższych seriach. Teoretycznie przy stabilnej sytuacji w seniorskim zespole aktualni zawodnicy Toro Rosso - Daniił Kwiat oraz Alexander Albon, mogą być pewni swoich miejsc na przyszły rok. Wiele jednak wskazuje na to, że ponownej promocji doczeka się Kwiat, zostawiając po sobie wolne miejsce.

Naturalny wydawałby się powrót Pierre'a Gasly, lecz Red Bull słynie z nieoczywistych decyzji. Nie można wykluczać nawet tak skrajnego scenariusza jak usunięcie Francuza z juniorskiego programu. Tutaj warto pochylić się nad kwestią szorstkich relacji między kierowcą a Helmutem Marko. Francuz w juniorskich seriach wielokrotnie był krytykowany przez doradcę Red Bulla za długie serie bez zwycięstwa czy dużą liczbę błędów popełnianych na torze. Między innymi to zadecydowało o postawieniu na Kwiata w Toro Rosso od początku sezonu 2017, zamiast na świeżo upieczonego mistrza serii GP2, którym był Gasly.

Na mocnego kandydata do posady może wyrosnąć Juri Vips. Estończyk konkuruje w tym roku w Formule 3, gdzie po pięciu rundach zajmuje pozycję wicelidera klasyfikacji. Spośród wszystkich juniorów Red Bulla to właśnie Vips ma najwięcej punktów do superlicencji. Kierowca posiada ich w tej chwili 27, więc już teraz może brać udział w oficjalnych sesjach testowych oraz treningach. Z kolei by aspirować do startów w F1 musi zająć co najmniej trzecie miejsce w klasyfikacji. Inna kwestia to czy Red Bull oraz Toro Rosso uznają Estończyka za gotowego na skok do tak głębokiej wody. Mówimy w końcu o zawodniku z rocznika 2000. Mimo to można dostrzec wiele podobieństw między Jurim Vipsem a Daniiłem Kwiatem, który doczekał się debiutu w F1 jako nowy mistrz GP3, rok wcześniej konkurując w Formule Renault 2.0.

Pozostali juniorzy? Lucas Auer gdyby nawet został mistrzem Super Formula, nie ma matematycznych szans na zdobycie w tym roku 40 punktów do superlicencji. Z kolei najnowszy nabytek - Patricio O'Ward, praktycznie nie ma doświadczenia z wyścigów na europejskim poziomie. Inna kwestia to bardzo mała ilość punktów za sukcesy w Stanach Zjednoczonych. Ciekawym przypadkiem jest Naoki Yamamoto powiązany z Hondą, który w tym roku ma wystartować w piątkowych treningach z Toro Rosso. Zeszłoroczny czempion Super Formula oraz Super GT kwalifikuje się do otrzymania superlicencji, choć główną przeszkodą do angażu w juniorskim zespole byłby wiek oraz fakt, że spędził całą karierę w Japonii. Ewentualne zatrudnienie 31-latka mogłoby zwiastować równie spektakularną karierę w F1 co u innego Yamamoto... W trakcie Grand Prix Węgier włoskie Sky Sports informowało również o zainteresowaniu Lucą Ghiotto ze strony Toro Rosso. 24-latek obecnie jest czwartym kierowcą w klasyfikacji Formuły 2. Szanse na miejsce w zespole? Na dzień dzisiejszy zerowe.