"Mam udaną karierę" - rozmawiamy z Giannim Morbidellim

Podczas wyjazdu na WTCC udało nam się zrobić mały wywiad z byłym kierowcą Ferrari
02.06.1421:35
Paweł Zając
2985wyświetlenia
Podczas naszego wyjazdu na Słowację, gdzie doglądaliśmy Mistrzostw Świata Samochodów Turystycznych oraz polskiej młodzieży wyścigowej w Kia Lotos Race, nie mogliśmy sobie odpuścić małego pobuszowania po padoku. Oczywiście o rozmowie z kierowcami Citroena można było zapomnieć, bo Francuzi, jak to ekipa producencka, zbierali rezerwacje wywiadów na tę rundę pewnie gdzieś koło 2008 roku ;).

Kilka garaży obok ulokowała się jednak ekipa, której barw w tym roku broni Gianni Morbidelli, były kierowca F1. Włoch podczas swojej sześcioletniej kariery zaliczył 67 startów w różnych ekipach, w tym jeden w Ferrari, kiedy zastępował Alaina Prosta. Poniżej znajdziecie naszą krótką pogawędkę z mistrzem Superstars Series.

Zacznijmy od początku. Jakie są różnice pomiędzy autem Superstars Series, a samochodem z którego korzystasz w WTCC? Twoje zeszłoroczne auto było bardziej samochodem GT, czy turystycznym?

To był samochód turystyczny, jednak zupełnie inny, gdyż auta z Superstars są cięższe, mają więcej mocy i napęd na cztery koła. Jest to więc zupełnie inna koncepcja auta. Ten samochód [WTCC] ma napęd na przód, więc styl jazdy jest zupełnie inny, inaczej się go ustawia, nie można porównywać tych dwóch kategorii. Oba to samochody turystyczne, jednak zupełnie różne - V8 z dużą mocą, jednak ciężkie, a te znacznie lżejsze z mniejszą mocą i napędem na przód. Pomysł na nie jest zupełnie inny.



Ciężko zatem było przyjść do WTCC i zmienić auto?

Tak, trudno jest zawsze, kiedy zmieniasz kategorię i masz nowe auto. Trzeba je zrozumieć, nauczyć się nim jeździć i je ustawiać. Trzeba umieć się dostosować, ponieważ czasem styl jazdy jest całkiem inny i musisz szybko dogadać się z autem przy niewielkiej ilości testów. Tak jak było z nami w tym roku, kiedy zaczęliśmy sezon zaledwie tydzień przed rundą w Marakeszu. W takich sytuacjach jest ciężko, gdyż nie ma czasu na naukę, ani zbieranie doświadczeń w nowym samochodzie.

Zatem jakie masz cele na ten rok i kolejne lata? Citroen wygląda na trudnego do pokonania, nawet jeśli będziemy pamiętać o Twoim zwycięstwie na Węgrzech.

Zdecydowanie nie będzie łatwo, jednak muszę przyznać, że jestem zadowolony, gdyż w Munnich Motorsport czuję się jak w domu, a chłopaki bardzo się starają i mamy pozytywne relacje. W pierwszej części sezonu ważnym jest, abyśmy się uczyli i tak jak mówiłem, musimy zrozumieć jak najlepiej korzystać z naszego auta. Oczywiście wynik z Budapesztu bardzo nam pomógł, gdyż nikt się tego nie spodziewał i możemy być dumni z tego, czego dokonaliśmy. To nie oznacza jednak, że będziemy tak jeździć do końca sezonu. Musimy starać się utrzymać dobre tempo i próbować się poprawić, aby osiągać kolejne dobre wyniki. Szczerze mówiąc ciężko jest robić jakieś przewidywania, nic nie wiadomo. Z tego powodu też ciężko mi mówić o kolejnych latach, póki co skupiam się na tym sezonie.

Jak wspominasz swoje starty w Formule 1?

Mam dobre wspomnienia z tego okresu, który był dość długą częścią mojej kariery. Oczywiście były złe i dobre doświadczenia, jednak chyba wszyscy sportowcy przechodzą przez coś takiego. Czasem jest bardzo miło i odczuwasz sporo satysfakcji, a czasem bardzo się cierpi, zwłaszcza w sportach motorowych, które nie zależą tylko od zawodnika jak np. tenis czy golf. Trzeba mieć dobre auto i dobry zespół, żeby osiągać wyniki, czasem to frustrujące, ale to część naszej roboty. Po prostu trzeba starać się znaleźć w dobrym zespole w odpowiednim momencie.



Zaliczyłeś jeden start w Ferrari, kiedy zastępowałeś Alaina Prosta podczas GP Australii w 1991 roku. Czy dla Ciebie, jako włoskiego kierowcy, był to tak magiczny moment jak mówią?

Tak, na pewno. Było niesamowicie. Doświadczenie było krótkie, nawet jeśli wcześniej przez cztery lata byłem kierowcą testowym Ferrari. Ciężko jednak opisać uczucia i emocje związane z tamtym momentem. To było wspaniałe doświadczenie, które zawsze będę miał w pamięci. Teraz mogę każdemu mówić, że byłem kierowcą Ferrari, chociaż przez jeden wyścig.

Był jakiś wyścig, który mógłbyś uznać za najlepszy w karierze?

Ciężko wskazać jeden szczególny. Zaliczyłem wiele satysfakcjonujących występów. Zdobycie mistrzostwa we włoskiej i europejskiej Formule 3, ten jeden wyścig z Ferrari, o którym wspominałeś, albo podium, które zdobyłem z Arrowsem w '95 roku. Prawdopodobnie to był najlepszy wynik w mojej karierze, gdyż podium z takim zespołem jak Arrows, gdzie nie mieliśmy budżetu i byliśmy w bardzo kiepskiej sytuacji finansowej, było czymś wyjątkowym - jak zdobycie tytułu. Mam też wiele miłych wspomnień z Superstars, gdzie wielokrotnie sięgałem po mistrzostwo, także moje zwycięstwo w WTCC było wspaniałe. Można brać je wszystkie pod uwagę, jednak ciężko powiedzieć, że jedno było lepsze niż drugie. To były miłe chwile w moim życiu, a ja miałem na tyle szczęścia, że było ich całkiem dużo.

Miałeś w trakcie swojej kariery jakiegoś największego rywala? Kogoś z kim szczególnie rywalizowałeś?

Nie, raczej nie. Zawsze skupiam się na wszystkich rywalach, których muszę pokonać. Nie było nikogo szczególnego.



Fot: Getty Images, FIA WTCC

KOMENTARZE

1
Kazik
02.06.2014 10:06
Fajna sprawa, że udało się porozmawiać z Giannim. Gdy mówi o swoim najlepszym wyścigu to chyba jednak to podium na zakończenie sezonu 95 było czymś wyjątkowym. Oglądałem ten wyścig i pamiętam jak był wtedy szczęśliwy bo i też miał sporo szczęścia w tym dniu (nie tylko on zresztą - kolega Panis dojechał przed nim z dymiącym silnikiem).