Robert Kubica - Droga do powrotu (Część 3)

W ostatniej części przedstawiamy spektakularny powrót Roberta za kierownicę bolidu F1
16.01.1919:32
Mateusz Szymkiewicz
7821wyświetlenia
2017 - Niemożliwe staje się możliwe

Kubica rozpoczął rok od zebrania doświadczenia w długodystansowych wyścigach. Polak zgodził się na start w styczniowym Dubai 24H z ekipą Forch Racing, która przygotowała Porsche 911 GT3, natomiast jego zmiennikami byli Robert Lukas, Marcin Jedliński, Wolf Henzler oraz Santiago Creel. W kwalifikacjach ekipa uzyskała dziesiąty wynik, a wyścig rozpoczął Jedliński i w pewnym momencie był nawet na prowadzeniu. Mimo to Polak zaangażował się w kolizję z jednym z rywali i konieczny był kilkudziesięciu minutowy postój w garażu na powierzchowne naprawy. Samochód powrócił do akcji z Robertem Kubicą za kierownicą, lecz tuż przed północą zapadła decyzja o wycofaniu się przez zbyt poważne uszkodzenia Porsche GT3.

Na początku kwietnia przygotowania do sezonu WEC rozpoczął zespół ByKolles, który pojawił się z nowym prototypem na torze Monza podczas oficjalnego prologu. Pierwszy kontakt z maszyną był gigantyczną klapą, ze względu na problemy z zawodnością. Za kierownicą pojazdu znalazł się Oliver Webb, który na mokrej nawierzchni pokonał tylko sześć okrążeń, w tym jedno mierzone. Drugiego dnia ekipa wycofała się z udziału w sesji, co oznaczało, że Kubica nie otrzyma szansy na sprawdzenie się przed startem sezonu. Kilka dni później Polak podjął dosyć zaskakującą decyzję o rozwiązaniu kontraktu z ByKolles, po raz kolejny odraczając swój powrót na tor wyścigowy. Dla kibiców był to dosyć frustrujący moment, lecz jak miało się okazać, był to dopiero początek czegoś naprawdę wielkiego...

W lutym Kubica zadeklarował, że jest gotowy wrócić do kokpitu bolidu Formuły 1 w ramach sesji testowej. Scenariusz związany z ponownym dołączeniem do stawki Królowej Sportów Motorowych już dawno przestał być uważany za realistyczny, lecz Robert jasno postawił sprawę, iż w tej chwili czuje się gotowy ze swoimi ograniczeniami, by spróbować sił w naturalnym środowisku. Chciałbym sprawdzić się w bolidzie F1. Minęło trochę czasu, więc musiałbym się wykazać, lecz sądzę, że mógłbym dobrze się spisać. Chciałbym przeżyć ten dreszczyk emocji związany z Formułą 1. Wypróbowałem wiele symulatorów i jestem przekonany, że mógłbym ścigać się na 80 procentach torów - mówił wówczas Robert.


Fot. Motorsport.com


19 kwietnia pojawiła się zaskakująca informacja o testach Kubicy za kierownicą bolidu GP3. Polak pojawił się na krótkim torze Franciacorta we Włoszech, gdzie współpracował z zespołem Trident, którego szefem jest Alessandro Alunni Bravi, jego nowy menedżer i prawnik. Robert miał pokonać ponad siedemdziesiąt okrążeń, prezentując przy tym konkurencyjne tempo. Co warto podkreślić, konstrukcja wykorzystywana w juniorskiej serii nie posiadała wspomagania kierownicy, co rzucało zupełnie inne światło na kwestię ograniczeń prawej ręki Kubicy. Jestem zadowolony z tego co dzisiaj widziałem, choć jest kilka rzeczy, które można poprawić na wiele sposobów. Jedną z nich jest przygotowanie fizyczne, natomiast pod względem moich limitów byłem w dobrym punkcie. Ponownie znalazłem się w wodzie, w której pływałem przez tyle lat i muszę powiedzieć, że to naprawdę dobre uczucie. Byłem zaskoczony, iż wiele odczuć związanych z torem wróciło od razu - powiedział po testach kierowca.

Na początku maja potwierdzono, że Kubica wziął udział w nieoficjalnych testach konstrukcji używanej w Formule E. Polak sprawdzał bolid z elektrycznym napędem na brytyjskim Donington Park i spekulowano, że może to być związane z pojedynczym występem w Nowym Jorku z ekipą DS Virgin Racing. Ostatecznie debiut Roberta w FE nie miał miejsca, lecz tak szybki obrót spraw zaczął zastanawiać obserwatorów, co tak naprawdę kierowca zamierza. Niewiele ponad miesiąc później serwis Italiaracing.net podał informację, że Kubica został zaproszony przez Renault na prywatną sesję testową w Walencji na torze Ricardo Tormo. Ekipa początkowo planowała powierzyć model z 2012 roku tylko swojemu testerowi - Siergiejowi Sirotkinowi, lecz przy okazji postanowiła sprawdzić swojego byłego kierowcę. Na potwierdzenie tych pogłosek nie musieliśmy długo czekać i już kolejnego dnia na oficjalnych kanałach Renault zobaczyliśmy coś, co wywołało gigantyczną euforię wśród polskich kibiców...



6 czerwca 2017 roku po raz pierwszy od wypadku w Ronde di Andora, za kierownicą bolidu Formuły 1 zasiadł Robert Kubica. Polak prowadząc model E20 pokonał aż 115 okrążeń i według relacji świadków, jego program zawierał przejazdy z wysokim poziomem paliwa, pit stopy, a także symulację kwalifikacji oraz procedury startowej. Z kolei zespół w oficjalnym oświadczeniu podał, że Robert szczególnie zwracał uwagę na słabą przyczepność bolidu, niski docisk oraz wysoką podsterowność. Po takiej informacji absolutnie nikt już nie miał wątpliwości, że wrócił stary dobry Kubica... W kontekście modyfikacji bolidu pod ograniczenia Kubicy, jedyną zmianą była kierownica. Renault dostosowało łopatki po lewej stronie do wrzucania wyższych oraz niższych przełożeń, a także przeniosło na tę stronę najczęściej używane przyciski i przełączniki.

Był to dla mnie bardzo ważny dzień z emocjonalnego punktu widzenia. Minęło sporo czasu, odkąd po raz ostatni byłem w padoku. Przeszedłem przez trudne okresy. Ciężko pracowałem, chociaż jeszcze kilka lat temu czułem, że to coś niemożliwego. Mam mieszane odczucia. Jestem dumny z tego co dzisiaj osiągnąłem, ale testy pokazują mi także, co straciłem. Nie wiem, co niesie przyszłość. Wiem tylko jedno - po ponad roku przygotowań do tego testu jechałem dobrym i spójnym tempem w trudnych warunkach. To nie takie proste po sześciu latach, ale wiedziałem, że mogę wykonać swoją pracę, że mogę być usatysfakcjonowany. Renault zapewniło mi pierwszy test bolidu F1 w 2005 roku, więc doceniam, że teraz także dali mi szansę udziału w tych zajęciach - stwierdził Kubica.



Powrót Roberta za kierownicę bolidu F1 wywołał prawdziwą burzę w mediach i już po kilku dniach La Gazzetta dello Sport informowała, że ponowne starty Kubicy w Królowej Sportów Motorowych są realistyczne. Testy w Walencji wciąż jednak nie pozwoliły Polakowi uzyskać odpowiedzi na wszystkie pytania i Renault zadeklarowało, że jest gotowe na organizację kolejnej prywatnej sesji. Cyril Abiteboul, który pełni funkcję szefa stajni z Enstone, postanowił jednak ostudzić rozgrzane głowy dziennikarzy oraz kibiców, mówiąc, że zespół zachowuje spokój w kontekście Kubicy, a jego droga do powrotu będzie bardzo długa. Nie ma żadnych pomysłów i nie chcę go postawić w sytuacji, w której znajdzie się pod presją. Robert chciał sprawdzić swoje umiejętności oraz ograniczenia i to mu się udało, teraz może podjąć decyzję na resztę kariery - mówił wówczas Francuz.

Kubica kontynuował nieformalną współpracę z Renault i na początku lipca reprezentował jego barwy na Festiwalu Prędkości w Goodwood, gdzie ponownie otrzymał do dyspozycji model E20 z 2012 roku. W połowie lipca Robert stawił się na Paul Ricard, gdzie kontynuował jazdy bolidem z silnikiem V8. Ich celem była ocena możliwości Polaka, który tym razem przejechał 90 okrążeń. Konieczne jest stawianie kroku za krokiem. Przeszedłem długą drogę. Nie zapominajcie o tym. Te dwa dni testów rozwiały wątpliwości co do moich możliwości. Nie obawiam się tego, że nie byłbym w stanie utrzymywać odpowiedniego poziomu, ale przede mną wciąż długa droga.

Coraz większa ekscytacja związana z powrotem Roberta rodziła spekulacje, jakoby jeszcze w trakcie sezonu 2017 mógł zastąpić etatowego kierowcę Renault - Jolyona Palmera. Brytyjczyk był wielkim rozczarowaniem, ze względu na ciągłe porażki w kwalifikacjach z zespołowym partnerem Nico Hulkenbergiem oraz słabe wyniki w wyścigach. Kubica po testach we Francji zaczął być łączony z oficjalnymi jazdami po Grand Prix Węgier, gdzie tym razem znalazłby się w bolidzie w najnowszej specyfikacji z hybrydowym silnikiem V6. Niedługo przed startem weekendu w Budapeszcie ekipa potwierdziła, że Polak drugiego dnia testów otrzyma do swojej dyspozycji model R.S.17. Warto podkreślić, iż Renault zdecydowało się na ten krok kosztem jednego ze swoich etatowych zawodników, co tylko spotęgowało plotki o chęci zatrudnienia Kubicy. Postępy Roberta śledził cały padok i swoje poparcie publicznie wyrażali jego byli rywale z toru - Felipe Massa, Sebastian Vettel, Fernando Alonso oraz Lewis Hamilton.



2 sierpnia Robert znalazł się na torze Hungaroring za kierownicą Renault R.S.17. Polak zrealizował bardzo rozbudowany program, przejeżdżając łącznie 142 okrążenia o długości ponad 620 kilometrów. Kubica już na samym początku musiał zdać sobie sprawę, że znajduje się w pojeździe absolutnie niemającym nic wspólnego z tym, co dotychczas prowadził. Podczas pierwszego wyjazdu z garażu kierowca uderzył tylnym prawym kołem o ścianę, zbyt mocno koncentrując się na przedniej partii bolidu. Drobny incydent nie miał żadnego wpływu na przebieg jazd, lecz jak później przyznał Robert, charakterystyka modelu R.S.17 była dla niego nienaturalna. Największą różnicę stanowiły gabaryty oraz masa bolidu, turbodoładowany silnik wspierany systemami hybrydowymi, a także opony Pirelli. Kubica musiał uczyć się pojazdu od zera, zapominając o nawykach z przeszłości. Na koniec dnia nie była to jednak przeszkoda przed ustanowieniem czwartego wyniku w tabeli, ze stratą półtorej sekundy do najszybszego Vettela w Ferrari.

Było dużo nowości, praktycznie wszystko było nowe i ten bolid w porównaniu do tych, którymi startowałem lub ostatnio testowałem, praktycznie nie ma nic wspólnego. Wszystko się różni, od stylu jazdy, po samą charakterystykę, opony i szerokość. Było wiele nowości, także z początku nie czułem się dosyć naturalnie w bolidzie. To było dla mnie nowe środowisko. Tak naprawdę jeśli chodzi o komfort jazdy to punktem zwrotnym była przerwa, kiedy wysiadłem z bolidu i przeanalizowałem parę rzeczy. Pomyślałem co i gdzie poprawić i kiedy wsiadałem po raz drugi, od razu poczułem się dużo bardziej naturalnie, co było najlepszym uczuciem dzisiejszego dnia.

Sądzę, że największym wyzwaniem była masa bolidu. Nikt o tym nie mówi, ponieważ waga w Formule 1 stopniowa wzrastała - z roku na rok czy co dwa lata - i dla innych kierowców najprawdopodobniej było to dużo łatwiejsze. Bolidy z roku na rok się zmieniają, lecz nie cała konstrukcja, a mój świat dzisiaj się zawalił. W przeciągu jednego okrążenia zrozumiałem, że to co mam zarejestrowane w mózgu, w ogóle nie ma nic wspólnego z tym co prowadzę i masę bolidu naprawdę było czuć. Kiedy wchodzimy w zakręt i zaczyna uciekać tył, to jest to dużo większe wyzwanie. Mimo, że docisk bolidu jest ogromny, to w szybkich zakrętach czuć te sto kilogramów więcej - mówił Kubica.

Naturalnie nasuwało się pytanie „Co dalej?” i mimo, że wszyscy mieli jasność do czego dąży Robert, on postanowił studzić oczekiwania. Jest za wcześnie by powiedzieć, jaki będzie mój następny krok. Plany są takie, że jutro wracam do domu i to jedyny plan, który teraz istnieje. W trakcie rozmowy Polaka z Eleven Sports na Hungaroringu została również poruszona kwestia przełomu, po którym Kubica zdecydował się spróbować swoich sił w Formule 1. Kierowca przyznał, że nie poddał się żadnej operacji, po której zanotowałby znaczący postęp, lecz podjął się współpracy z psychologiem sportowym. Robert wyjaśnił, że największe rezerwy tkwiły w jego głowie i wskakując do kokpitu odnalazł naturalny dla siebie sposób na operowanie kierownicą.

Letnia przerwa stała pod znakiem spekulacji na temat dalszych losów Kubicy i według Speed Week, Renault rozważało ponowne umieszczenie Polaka w najnowszym bolidzie, tym razem w jednej z sesji treningowych jeszcze przed Grand Prix Malezji. Mimo to gdy Formuła 1 wróciła do akcji, było coraz bardziej oczywiste, że Renault szukając następcy Jolyona Palmera rozgląda się w zupełnie innym kierunku. Przed ekipą otworzyła się szansa na pozyskanie młodego i perspektywicznego juniora Red Bulla - Carlosa Sainza. Hiszpan w ramach skomplikowanej operacji zerwania umowy na dostawy silników Renault przez Toro Rosso, ostatecznie trafił do zespołu francuskiego producenta do końca 2018 roku. Oficjalne ogłoszenie nastąpiło w trakcie weekendu w Singapurze, lecz według publikacji prasowych, Kubica miał poznać ostateczną decyzję Renault na Monzy, gdzie jako ekspert współpracował z telewizją Sky.

Postawa Kubicy odbiła się jednak szerokim echem w padoku Formuły 1 i mimo rezygnacji Renault, ekipa Williams była realnie zainteresowana współpracą z Polakiem. Po kilku dniach pojawiły się spekulacje, jakoby stajnia z Grove zamierzała postawić w 2018 roku na Roberta zamiast Felipe Massę. Powodzenie rozmów miał zapewnić Nico Rosberg, który w połowie września dołączył do grupy menedżerskiej Kubicy. Mistrz Świata z sezonu 2016 był w przeszłości wieloletnim reprezentantem Williamsa, natomiast jego ojciec Keke świętował z ekipą tytuł w 1982 roku. Już w trakcie weekendu na Marina Bay informowano, że zespół pracuje nad programem testowym dla Kubicy w bolidzie FW36 z sezonu 2014. Ekipa przed zaproponowaniem kontraktu chciała zapoznać się z osiągami kierowcy, a także jego ograniczeniami w kokpicie.



Do pierwszych jazd doszło 11 października na Silverstone, gdzie Robert otrzymał szansę na zapoznanie się z konstrukcją Williamsa. Podczas przymiarki zawodnik napotkał niewielką przeszkodę w związku z innym sposobem operowania kierownicą. Kubica skręcając w lewo kładzie prawą dłoń na kierownicę, co przy ciasno zabudowanym kokpicie Williamsa wymagało niewielkiej ingerencji w projekt zagłówka. Same jazdy w Wielkiej Brytanii odbywały się za zamkniętymi drzwiami i jedyne informacje pochodziły z lakonicznego komunikatu zespołu, który określił testy Kubicy jako udane. Prawdziwy sprawdzian odbył się niespełna tydzień później na Hungaroringu, gdzie Robert znów otrzymał do dyspozycji FW36, lecz tym razem dzielił go z oficjalnym trzecim kierowcą zespołu - Paulem di Restą. Szkot miał być punktem odniesienia dla Kubicy, który tym razem zakończył produktywny dzień z Williamsem.

Jak się z czasem okazało, Polak podczas prywatnych jazd wypadł na tyle dobrze, że posiadał dżentelmeńską umowę z Williamsem na starty w sezonie 2018. Mimo doniesień m.in. francuskiego Canal+, że Kubica niemal na pewno wróci do Formuły 1 ze stajnią z Grove, jej przedstawiciele pytani o tę kwestię nabierali wodę w usta. Dopiero przed Grand Prix Abu Zabi wrócono do tematu Roberta i ogłoszono, że znajdzie się za kierownicą aktualnego FW40 podczas testów opon Pirelli po zakończeniu mistrzostw. Polak na Yas Marina miał dzielić obowiązki między etatowym zawodnikiem - Lance'em Strollem, a dodatkowo zaproszonym Siergiejem Sirotkinem. W rzeczywistości Kubica zaczynał przygotowania do sezonu 2018 i we wtorek jako pierwszy wyjechał na tor. Podczas pierwszej części dnia Robert przejechał 100 okrążeń, osiągając dziewiąty rezultat. Po południu za kierownicą znalazł się Stroll, natomiast w środę większość czasu przypadła Sirotkinowi. Polak wskoczył do Williamsa na ostatnie godziny, podczas których pokonał 28 kółek, wykonując szybkie przejazdy. Ostatecznie Robert znalazł się w tabeli z siódmym wynikiem, prawie pół sekundy przed Sirotkinem.



Po testach panował gigantyczny optymizm, w oczach wielu Kubica miał już w garści kontrakt na starty w Williamsie w 2018 roku. Sam Polak przyznał, że sesja w Abu Zabi pozwoliła mu rozwiać wszelkie wątpliwości odnośnie tego, czy jest w stanie prowadzić bolid. Myślę, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy wykonałem świetną pracę pod względem przygotowania fizycznego. Nie było łatwo. Na pewno nie było tak, że cały dzień wylegiwałem się w łóżku. Prawdopodobnie nigdy wcześniej nie byłem w tak dobrej formie fizycznej. Jest ona o wiele lepsza niż w 2010 roku. Jest motywacja, a ciało reaguje w odpowiedni sposób.

Z kolei mówiąc o swoich ograniczeniach, Robert dodał: Ktoś mówi, że prowadzę bolid jedną ręką. Nie prowadzę jedną ręką. Sądzę, że niemożliwe jest prowadzenie bolidu F1 przy użyciu jednej ręki. Mam jednak pewne ograniczenia - w pewien sposób moje ciało je kompensuje. To nic złego. Jesteśmy ludźmi i nasze mózgi pomagają ciału przezwyciężać pewne braki. To zupełnie normalne. Sądzę, że dobrze sobie z tym radzę. Szczerze mówiąc więcej ograniczeń towarzyszy mi w codziennym życiu. Jazda bolidem F1 nie jest taka sama jak w przeszłości, ale moje ograniczenia są dużo mniejsze niż mogłoby się wydawać. W dziewięćdziesięciu procentach moja jazda jest dokładnie taka sama jak dawniej. Jestem w lepszej formie niż przed kilkoma laty.

Dyrektor techniczny Williamsa - Paddy Lowe, pytany o Roberta Kubicę, ujawnił, że kwestia jego prawej ręki absolutnie nie jest brana pod uwagę w procesie wyboru partnera dla Lance'a Strolla na sezon 2018. Tak, w tym obszarze nie ma żadnych przeszkód. Robert wykonał świetną robotę. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, zarówno z liczby przejechanych okrążeń oraz wszystkich przejazdów. Jego wskazówki były bardzo dobre. Jako kierowca ma gigantyczne doświadczenie i dużą widzę na temat swojej pracy. To profesjonalny kierowca wyścigowy, więc ma pewność siebie i można to poczuć w garażu, więc każdy jest zadowolony z Roberta. On jest kierowcą, którego podziwialiśmy gdy startował w Formule 1 oraz poza nią. To że rozważył powrót do Formuły 1 po swoim wypadku, jest świetnym przykładem jego charakteru.

Brytyjczyk nie chciał jednak wypowiadać się otwarcie o szansach Polaka na angaż w roli kierowcy wyścigowego. Podejmiemy decyzję gdy będziemy na to gotowi, gdy będziemy mieli wszystkie informacje i będziemy w stanie coś zadeklarować. To, że podczas tych testów współpracowaliśmy z pewnymi kierowcami nie oznacza, że zawodnicy ci są przez nas brani pod uwagę w kontekście przyszłego sezonu. To były testy opon. Szansa, aby zobaczyć dwóch innych kierowców, także Lance'a, na nowym ogumieniu. Taki był cel - mówił wówczas Lowe.

2018 - Niedosyt

Optymizm dotyczący powrotu Roberta do startów w Formule 1 malał z każdym dniem po testach w Abu Zabi. Traktowany niezbyt poważnie Siergiej Sirotkin w rzeczywistości włączył się do walki o posadę w Williamsie, oferując wsparcie sponsorów na poziomie 15 milionów euro. Początkowo nikt nie zakładał scenariusza z zatrudnieniem debiutanta w miejsce doświadczonego Felipe Massy, lecz coraz gorsza sytuacja finansowa ekipy skłaniała ją do nieoczywistej decyzji. Na ofertę Rosjanina musiał zareagować Kubica i spekulowano, że zebrał od swoich partnerów 7 milionów euro. Na niekorzyść Polaka przemawiała coraz większa zwłoka Williamsa z ostatecznym wyborem i tuż przed świętami Bożego Narodzenia było już niemal pewne, że jedyna dostępna opcja na powrót do F1 bezpowrotnie przepadła.



16 stycznia 2018 roku potwierdzono, że skład kierowców Williamsa uzupełnił Siergiej Sirotkin, podpisując wieloletnie porozumienie. Mimo to kilkanaście minut później wystosowano drugi komunikat, w którym ogłoszono zatrudnienie Roberta Kubicy w roli trzeciego zawodnika. Zespół postanowił docenić zaangażowanie Polaka podczas testów w sezonie 2017, oferując mu rozbudowany program na nadchodzące zmagania. Stajnia z Grove zdecydowała się powierzyć mu model FW41 podczas przedsezonowych testów, sesji organizowanych między wyścigami oraz w trzech piątkowych treningach do Grand Prix Hiszpanii, Austrii oraz Abu Zabi. Zespół zabezpieczył się w ten sposób, sięgając po doświadczonego kierowcę, który będzie służył pomocą w rozwoju najnowszej konstrukcji. Z kolei Robert potraktował to jako szansę na jeszcze lepsze przygotowanie się do walki o miejsce w stawce na 2019 rok. Kubica podkreślał, że za kierownicą bolidów z hybrydowymi silnikami czuje się jak debiutant i jeszcze wiele przed nim nauki.

Jestem niesamowicie szczęśliwy dołączając do Williamsa jako jego oficjalny kierowca rezerwowy oraz rozwojowy w tym sezonie. Dotarcie do miejsca, w którym jestem teraz wymagało mnóstwo pracy, więc dziękuję Williamsowi za dotychczas otrzymane szanse, a także ich wiarę w moją osobę. Bardzo się cieszyłem powrotem do padoku Formuły 1 w ostatnich miesiącach, a teraz nie mogę się już doczekać rozpoczęcia współpracy z personelem technicznym Williamsa, zarówno w fabryce jak i na torze, by pomóc im w rozwoju FW41 i pozwolić na dużą różnicę w sezonie 2018. Mój główny cel pozostaje ten sam i są nim ponowne starty w Formule 1, a ten krok jest bardzo ważny w tym kierunku. Nie mogę się doczekać, aż to wszystko się rozpocznie - powiedział Robert Kubica tuż po podpisaniu kontraktu.



Polak był pierwszym zawodnikiem, który otrzymał szansę na poprowadzenie Williamsa FW41. Kubica wziął udział w dniu filmowym na hiszpańskim torze Aragon, gdzie mógł maksymalnie pokonać dystans stu kilometrów na pokazowych oponach Pirelli. Prawdziwa praca rozpoczęła się podczas pierwszej tury zimowych testów w Barcelonie, gdzie Kubica został przewidziany do pracy we wtorek oraz w środę popołudniu. Swojego pierwszego dnia jazd Robert przejechał 48 okrążeń, z czego część na deszczowych oponach podczas opadów śniegu. Z kolei w środę roztapiający się śnieg na Circuit de Catalunya uniemożliwił przeprowadzenie testów i Kubica pokonał zaledwie jedno instalacyjne kółko. Podczas drugiej tury Polak pojawił się na torze tylko trzeciego dnia rano, wykonując 73 okrążenia. Kierowca przed finałem przygotowań do sezonu 2018 zdecydował się przekazać swoją połówkę Lance'owi Strollowi, któremu zależało na dodatkowych kilometrach przez problemy z doborem właściwych ustawień bolidu.

Same testy były dość trudnym doświadczeniem dla Williamsa, który zdał sobie sprawę, że dane z tunelu aerodynamicznego dotyczące FW41 nie pokrywają się z rzeczywistością. Bolid okazał się bardzo trudny w prowadzeniu, co było równoznaczne z fatalnymi czasami okrążeń. Pierwsze dwa wyścigi sezonu w Australii i Bahrajnie były zapowiedzią bardzo skomplikowanego sezonu, w którym Stroll oraz Sirotkin byli skazani na walkę między sobą na końcu stawki. Według doniesień Motorsport.com, część inżynierów Williamsa naciskała na wcześniejszy udział Kubicy w treningu do Grand Prix Chin, by pomógł znaleźć rozwiązanie kilku problemów, a także spróbował pokazać realne tempo bolidu. Ostatecznie do takiej sytuacji nie doszło i Polak zgodnie z planem zasiadł za kierownicą w Barcelonie. Po ponad siedmioletniej przerwie Kubica wziął udział w oficjalnej sesji Grand Prix, zastępując Sirotkina w treningu inaugurującym weekend w Hiszpanii. Bolid FW41 na Circuit de Catalunya od samego początku koszmarnie się prowadził, a Robert w trakcie jednego z przejazdów obrócił się na wyjściu z trzynastego zakrętu. Ostatecznie Polak był dziewiętnasty z dorobkiem 24 okrążeń, przed Lance'em Strollem, który stracił do niego 1,2 sekundy. Trudno powiedzieć, że dzisiejszy dzień był przyjemny, bo balans naszego bolidu był bardzo zły. Samochód bardzo ciężko się prowadził, ale mimo tego jestem usatysfakcjonowany z sesji, tego jak reagowałem na trudne warunki i kiepski balans. Mówienie, że jest się zadowolonym z dziewiętnastego miejsca może brzmieć dziwnie, ale ja jestem zadowolony - mówił Kubica.



Robert wrócił do bolidu już w środę na testy po Grand Prix Hiszpanii. Kierowca współpracował z zespołem przez cały dzień i jego głównym zadaniem była pomoc Williamsowi w rozwoju problematycznego FW41. Kubica pokonał 123 okrążenia i ustanowił ósmy czas, a sam kierowca podkreślał, że nie ma magicznego rozwiązania, które pozwoliłoby podnieść konkurencyjność bolidu. Mamy wiele do myślenia i analizowania. Jedna rzecz jest pewna: nie ma magicznych rozwiązań - powiedział Polak. Pod koniec czerwca Kubica wystąpił w pierwszym treningu w Austrii, gdzie Williams zdecydował się zastosować w jego bolidzie ekstremalne rozwiązania, co miało dramatyczny wpływ na osiągane czasy. Robert przejechał 38 okrążeń toru Red Bull Ring i był ostatni, jako jedyny nie schodząc poniżej minuty i siedmiu sekund. Skupiliśmy się na ekstremalnych ustawieniach samochodu, z którymi nigdy byśmy się nie ścigali, więc chodziło bardziej o postawienie samochodu w takiej sytuacji i zebranie danych z przejazdu. Ciężko w związku z tym porównywać ten samochód z pakietem z Barcelony.

Kubica pytany po treningu o wskazanie głównego źródła problemów Williamsa z bolidem na sezon 2018, bez wahania udzielił odpowiedzi: Jest tylko jedna rzecz, która zmienia osiągi samochodu o dwie, albo trzy sekundy na okrążeniu i jest to docisk. Jeśli masz więcej docisku to wszystko jest łatwiejsze. Kierowcy jadą lepiej, inżynierowie mają większe pole do popisu z ustawieniami, opony pracują lepiej. Nie jest to może lekarstwo na wszystko, ale jeśli w Formule 1 mamy wskazać bardzo skuteczne lekarstwo, jest nim docisk.

Lato było bardzo pracowitym okresem dla Roberta i po Grand Prix Wielkiej Brytanii przez dwa dni współpracował z Williamsem oraz Pirelli nad oponami na sezon 2019. Kolejną okazją do sprawdzenia FW41 były testy po Grand Prix Węgier, gdzie Kubica m.in. sprawdzał rozwiązania z myślą o kolejnym roku, w tym szersze przednie skrzydło. Polak okrążył Hungaroring 103 razy, a jego czas 1:18,451 pozwolił uplasować się na szóstym miejscu w tabeli. To był dobry dzień. Realizowaliśmy mieszany program - zbieraliśmy dane z myślą o nadchodzącym sezonie a także staraliśmy się lepiej zrozumieć nasz tegoroczny bolid. Pokonaliśmy kilka przejazdów z konstrukcją w obecnej specyfikacji, dążąc do poprawy w drugiej połowie sezonu. Mamy wiele danych do przeanalizowania. Były to dobre testy przed letnią przerwą.



Okres wyścigów w Europie był również bardzo burzliwy pod względem przetasowań na rynku kierowców. W maju spekulowano na temat przyszłości Brendona Hartley'a w Toro Rosso i według Auto Hebdo, w gronie kandydatów do przejęcia posady Nowozelandczyka jeszcze w sezonie 2018 był właśnie Kubica. Z kolei w trakcie weekendu w Niemczech brazylijskie Globo informowało, że Haas rzekomo rozczarowany postawą swoich kierowców podjął się rozmów z Robertem. Plotki te spotkały się z reakcją obu stron, które zaprzeczyły, jakoby coś było na rzeczy. Prawdziwym przełomem była letnia przerwa i zmiana właściciela zespołu Force India, który trafił w ręce Lawrence'a Strolla. Ojciec kierowcy Williamsa - Lance'a, rozczarowany osiągami FW41 oraz postawą zespołu, zdecydował się zainwestować w jedną z najlepszych ekip środka stawki. To naturalnie rozpoczęło falę spekulacji, jakoby Stroll mógł zastąpić Estebana Ocona w Force India jeszcze w trakcie sezonu 2018. Pośrednio potwierdzał to szef ekipy - Otmar Szafnauer, który nie wykluczał, że Kanadyjczyk zasiądzie do VJM11 od Grand Prix Rosji. Z kolei Claire Williams oraz Paddy Lowe deklarowali, że gdyby doszło do takiej sytuacji, wówczas to Kubica awansuje do roli kierowcy wyścigowego, przejmując wakat po Kanadyjczyku. Mimo rozpalonych nadziei i początkowo wysokich szans na realizację takiego scenariusza, Stroll oraz Ocon pozostali do końca zmagań odpowiednio w Williamsie i Force India.

W kontekście sezonu 2019 z każdym kolejnym tygodniem było jasne, że jedyną opcją Roberta na powrót do startów w Formule 1 znów jest Williams. Sytuacja na rynku układała się bardzo dynamicznie i już w październiku potwierdzono, że następcą Strolla w kolejnych mistrzostwach będzie późniejszy mistrz Formuły 2 - George Russell. Z kolei przyszłość Siergieja Sirotkina stała pod wielkim znakiem zapytania i z czasem okazało się, że Rosjanin w rzeczywistości nie posiada ważnego kontraktu na sezon 2019, tylko opcję gwarantującą mu pozostanie, gdyby do pewnego momentu był w klasyfikacji przed Lance'em Strollem. Coraz więcej wskazywało na to, że Williams jest zdecydowany na rozstanie z kierowcą z Moskwy, który rzekomo w Singapurze i podczas domowego weekendu w Soczi podjął się rozmów z Toro Rosso.

Innymi rywalami Kubicy o posadę w stajni z Grove byli Artiom Markiełow oraz Esteban Ocon. Markiełow, który był czołowym kierowcą F2 oraz testerem Renault, na pewnym etapie wydawał się faworytem do angażu u boku Russella. Mimo to plany dotyczące awansu Rosjanina do Formuły 1 pokrzyżowało aresztowanie ojca Walerija, który finansował jego starty w wyścigach. Według spekulacji, po wyścigu w Soczi kontakt Williamsa z Markiełowem całkowicie się zerwał. W przypadku Ocona stajnia z Grove była jego jedyną opcją na pozostanie w stawce F1, gdy już było jasne, że pożegna się z Force India. Mimo wsparcia Mercedesa, pojawiały się jednak głosy, że Ocon nie jest zainteresowany reprezentowaniem barw Williamsa, pogrążonego w kryzysie sportowym oraz finansowym.

W trakcie Grand Prix Brazylii informowano, że na pole position do drugiej posady w Williamsie znalazł się Robert Kubica. Polak w połowie października odbył spotkanie z prezesem PKN Orlen - Danielem Obajtkiem, a także premierem rządu Mateuszem Morawieckim. Oficjalnie rozmowy dotyczyły przyszłości polskiego motorsportu, natomiast zrozumiałe jest, że kierowca rozpoczął walkę o wsparcie finansowe, które przybliżyłoby go do miejsca w stawce F1 na sezon 2019. Na torze Interlagos portal Autosport informował, że Williams złożył Kubicy propozycję startów w kolejnych mistrzostwach. Polak miał wówczas dysponować również ofertą od Ferrari, które w obliczu odejścia Daniiła Kwiata oraz Antonio Giovinazziego potrzebowało nowego kierowcy rozwojowego. Kolejną przełomową wieścią podzielił się Auto Motor und Sport tuż po weekendzie w Brazylii, podając, że szanse Roberta na powrót wynoszą 90 procent i do ustalenia pozostają ostatnie szczegóły kontraktu.



22 listopada 2018 roku na torze Yas Marina oficjalnie ogłoszono, że Robert Kubica będzie reprezentował barwy Williamsa w sezonie 2019. Polak tym samym po ośmioletniej przerwie wróci do startów w Formule 1, zamykając za sobą bardzo długi oraz bardzo trudny okres w życiu. To jest historia, w którą prawdopodobnie nikt nie wierzył. Jedyne osoby, które być może nigdy nie straciły nadziei, to ja oraz moi najbliżsi. Chciałbym im podziękować. Mimo to wszyscy mieliśmy świadomość, że to może być coś nieosiągalnego. Ten dzień pokazuje, że niemożliwe nie istnieje - mówił Robert.

Kubica w swoim stylu pozostawał realistą i podkreślał, że ma świadomość, jak trudne czeka go zadanie. Williams był w trakcie najgorszego sezonu w swojej wieloletniej historii i zdaniem ekspertów, niewiele wskazuje na to, że zespół drastycznie zmieni swoje położenie w sezonie 2019. Robert nie zamierza jednak odpuszczać i od razu deklarował, że występ w treningu do Grand Prix Abu Zabi będzie pierwszym etapem przygotowań do nadchodzących mistrzostw. Obierzemy inne podejście, przynajmniej tak uważam i taką mam nadzieję. Presja oraz ambicje zostaną w hotelu i jestem gotowy, by rozpocząć pracę w kontekście przyszłego roku. Już mamy za sobą krótką rozmowę na temat tego co będziemy robić jutro i w przyszłym roku. Nie spodziewam się szybkich okrążeń, ale to dobrze.

Pierwsza sesja treningowa na Yas Marina stała pod znakiem powrotu Roberta do bolidu po trzymiesięcznej przerwie. Zgodnie z zapowiedzią, czasy Polaka były dalekie od reprezentatywnych i zajął dwudzieste miejsce w zestawieniu, przejeżdżając 26 kółek. Kubica został również przewidziany do testów po Grand Prix Abu Zabi, podczas których kierowcy oraz zespoły mieli okazję zapoznać się z finalną wersją opon Pirelli na sezon 2019. Robert dzieląc obowiązki z nowym partnerem - Georgem Russellem, pokonał w trakcie dwóch dni dystans 88 okrążeń.

Jazdy poświęcone dla włoskiego dostawcy były również oficjalnym zamknięciem sezonu 2018. Dla Kubicy był to wyjątkowy rok, pełny nowych doświadczeń oraz nauki, ale przede wszystkim stojący pod znakiem sfinalizowania powrotu. Robert osiągnął coś, co wydawało się być niemożliwe. W rzeczywistości przed kierowcą nie było żadnych barier. Uszkodzona prawa ręka w rajdowym wypadku nie stanowi żadnej przeszkody w prowadzeniu bolidu Formuły 1, a Williams widząc osiągi oraz etykę pracy prawie 34-letniego zawodnika na tle „żółtodziobów”, nie miał już wątpliwości którą drogą należy się pokierować. Claire Williams przyznała, że Robert jako trzeci zawodnik potrafił do niej zadzwonić w środku nocy, sugerując rozwiązania na przyszłość. Brytyjka uważa też, że jej zespół po tak skomplikowanym sezonie potrzebuje ducha walki Kubicy. Człowieka absolutnie niezłomnego, co udowadnia na każdym kroku.

Skalę tego, czego dokonał Robert jest w stanie oddać tylko jedna wypowiedź, której udzielił dla stacji TVN jego współpracownik - Marcin Czachorski. To jest coś naprawdę niezwykłego. Należy pamiętać, że kierowców Formuły 1 jest mniej niż kosmonautów na świecie. Do tego grona przypadkowi ludzie nie trafiają. Dostać się do Formuły 1 to rzecz absolutnie unikalna... Dostać się i wrócić tam, to jest absolutnie Hollywoodzka historia. On już nie myśli i nie rozpamiętuje tego, że wrócił. On myśli o tym jak sprawić, by jego powrót był sukcesem.



Przed nami wyjątkowy sezon. Trzymajmy kciuki za to, by okazał się dla Roberta Kubicy gigantycznym sukcesem. Cieszmy się każdym jego okrążeniem za kierownicą bolidu Formuły 1, ponieważ będziemy świadkami wspaniałej historii, która w pewnym momencie była nierealna. Toto Wolff z Mercedesa już zapowiada, że Kubica w szczytowej formie może być atrakcyjną opcją dla czołowych zespołów. Z kolei Kimi Raikkonen to dowód na to, że wiek nie jest wyznacznikiem czegokolwiek.

Znaleźć się w stawce, ugruntować pozycję, zostać mistrzem świata... Pierwszy warunek został już spełniony.

Robert Kubica - Droga do powrotu (Część 1)

Robert Kubica - Droga do powrotu (Część 2)

KOMENTARZE

4
villy
26.01.2019 01:03
Dodam tylko, że Kubica w pod koniec maja 2017 roku udzielił krótkiego wywiadu nie pamiętam dla kogo, ale w nim powiedział coś w rodzaju: właśnie kończę finalizację pewnego dużego projektu, nie mogę teraz powiedzieć o co chodzi, ale będzie ciekawie.
marios76
18.01.2019 01:37
@MatLuk Zobaczysz, jakies podium w przyszlosci i gotowy scenariusz na film! Tak, podsumowanie calkiem przyjemnie sie czytalo.
Dziki
18.01.2019 06:06
Muszę przyznać, że czytało się rewelacyjnie. Dzięki za ten cykl o powrocie Roberta. Dobra robota!
MatLuk
16.01.2019 10:02
Dziękuję za to podsumowanie. Ciężko się nie wzruszyć tą historią. Chyba jeszcze na nic w życiu tak nie czekałem jak na tę Australię.