Russell: Nawet konserwatywni fani zaczynają lubić nowe przepisy

Kierowca Mercedesa uważa, że powinno się dać szansę nowym regulacjom.
15.03.2605:28
Maciej Wróbel
74wyświetlenia
Embed from Getty Images

George Russell postanowił stanąć w obronie nowych regulacji, twierdząc, iż nawet konserwatywni fani zaczynają się do nich przekonywać.

Formuła 1 zadebiutowała w tym roku z gruntownymi zmianami w regulaminie, które dotyczą zarówno podwozia, jak i jednostki napędowej. Ta druga jest teraz bardziej zależna od energii elektrycznej, dlatego kluczowe znaczenie ma zarządzanie baterią.

Niejednokrotnie wymaga to redukcji biegów na prostych lub zdejmowania nogi z gazu i swobodnego wchodzenia w zakręt, a wszystko to przyczynia się do ścigania w stylu jojo, który można było zaobserwować podczas Grand Prix Australii oraz sprintu w Szanghaju.

Choć ściganie w tym wydaniu spotkało się z krytyką wielu kierowców, zgoła odmienne stanowisko w tej sprawie postanowił zająć aktualny lider mistrzostw świata, George Russell. Tak naprawdę nie jesteśmy jeszcze niczego pewni na tym etapie.

Jest jeszcze wiele do nauki i myślę, że zarówno w Melbourne, jak i dziś rano podczas sprintu, prawdopodobnie mógłbym postąpić nieco inaczej, aby utrzymać początkową przewagę.

Oczywiście jednak, dzięki trybowi wyprzedzania, kierowca z tyłu może używać przycisku doładowania do, jak sądzę, 330 km/h, podczas gdy kierowca z przodu może go używać tylko do 290 km/h. Wydaje się, że działa to całkiem dobrze.

Nie jest to DRS, ale działa podobnie, jeśli chodzi o różnicę prędkości. Myślę więc, że jest to całkiem interesujące, całkiem fajne i myślę, że niektórzy, nawet zagorzali, konserwatywni fani, może nie są aż tak niezadowoleni, jak tydzień temu, ale po prostu musimy dać temu szansę.

Przed sezonem obawiano się, że nowe samochody będą w tak dużym stopniu różnić się od poprzedniej generacji, że - jak stwierdził Esteban Ocon - kierowcy będą mogli zapomnieć wszystkiego, czego uczyli się od czasów kartingu.

Russell poniekąd nie zgadza się jednak z taką opinią, podkreślając, że - jak dotąd - w tym roku nie było sytuacji, w której jeden kierowca dominuje przez cały wyścig. W zeszłym tygodniu odniosłem wrażenie, że Lewis trochę zarządzał i pozwalał mi i Charlesowi na walkę, a potem sam był gotów zaatakować - powiedział Brytyjczyk.

Dziś Lewis i ja walczyliśmy, ale Charles też był gotowy do ataku. Wiele się więc dzieje, ale dzięki temu jest w tym frajda i zdecydowanie jest podobnie jak w przeszłości, w kartingu. Czołowa trójka-czwórka cały czas walczy o wygraną.

Nie pamiętam, by kiedykolwiek było tak w Formule 1, że masz trzy czy cztery samochody biorące bezpośredni udział w walce o tę samą pozycję na torze.