Bearman: To było nie do zaakceptowania
Brytyjczyk obwinia Colapinto za wypadek z Suzuki i wskazuje na problemy z nowymi przepisami.
18.04.2610:20
43wyświetlenia
Embed from Getty Images
Oliver Bearman wrócił do groźnego wypadku z Grand Prix Japonii i nie ma wątpliwości, kto ponosi za niego odpowiedzialność - kierowca Haasa uważa, że Franco Colapinto zachował się nieodpowiedzialnie w sytuacji, która i tak była już bardzo niebezpieczna przez specyfikę nowych przepisów.
Do incydentu doszło na dojeździe do zakrętu Spoon, gdzie różnica prędkości między bolidami sięgała nawet 50 km/h. Bearman, próbując uniknąć kolizji, zjechał na trawę i stracił panowanie nad autem, kończąc jazdę potężnym uderzeniem w barierę.
Bearman podkreśla, że przy mniejszych różnicach - jak w poprzednich latach - taka obrona pozycji byłaby jeszcze do zaakceptowania.
Dodatkowo frustrację potęgował fakt, że podobne sytuacje były omawiane wcześniej podczas odprawy kierowców.
Oliver Bearman wrócił do groźnego wypadku z Grand Prix Japonii i nie ma wątpliwości, kto ponosi za niego odpowiedzialność - kierowca Haasa uważa, że Franco Colapinto zachował się nieodpowiedzialnie w sytuacji, która i tak była już bardzo niebezpieczna przez specyfikę nowych przepisów.
Do incydentu doszło na dojeździe do zakrętu Spoon, gdzie różnica prędkości między bolidami sięgała nawet 50 km/h. Bearman, próbując uniknąć kolizji, zjechał na trawę i stracił panowanie nad autem, kończąc jazdę potężnym uderzeniem w barierę.
To pierwszy raz, odkąd pamiętam, kiedy dwa walczące ze sobą auta mają tak ogromną różnicę prędkości. To niestety efekt tych przepisów- potwierdził Brytyjczyk, który jednocześnie jasno wskazał na rywala jako głównego winowajcę sytuacji.
Franco zjechał przede mnie, żeby się bronić. Przy takiej różnicy prędkości nie zostawił mi miejsca.
Bearman podkreśla, że przy mniejszych różnicach - jak w poprzednich latach - taka obrona pozycji byłaby jeszcze do zaakceptowania.
W zeszłym roku to byłoby na granicy, ale do przyjęcia. Przy 50 km/h każda zmiana toru jazdy robi ogromną różnicę. Musiałem uniknąć znacznie większej kraksy. Gdybym w niego uderzył, byłoby dużo gorzej- relacjonuje młodszy z kierowców Haasa.
Dodatkowo frustrację potęgował fakt, że podobne sytuacje były omawiane wcześniej podczas odprawy kierowców.
Rozmawialiśmy o tym w piątek, dlatego to jeszcze bardziej frustrujące. Ustaliliśmy, że trzeba się bardziej szanować i wcześniej podejmować decyzje przy obronie, a dwa dni później wydarzyło się coś takiego - dla mnie to było nie do zaakceptowania.
Potrzebujemy więcej szacunku między kierowcami. Są też rzeczy, które można poprawić razem z FIA. Brytyjczyk dodał, że przy tak dużych różnicach prędkości nawet niewielki ruch może mieć poważne konsekwencje.
50 km/h to jak różnica między okrążeniem wyjazdowym a szybkim kółkiem. W takiej sytuacji każdy ruch podczas obrony robi się niebezpieczny- zakończył Bearman.