Norris broni decyzji McLarena o starcie na oponach przejściowych

Ryzyko stajni z Woking odebrało szanse na dobry wynik w szalonym GP Kanady.
25.05.2608:47
Mateusz Szymkiewicz
97wyświetlenia
Embed from Getty Images

Lando Norris postanowił stanąć w obronie McLarena po Grand Prix Kanady, w którym zespół podjął ryzyko startu na oponach przejściowych na niemal suchej nawierzchni.

Przed niedzielnymi zmaganiami w Montrealu spadł deszcz, który wpłynął na decyzje strategiczne zespołów. Wilgotna, choć szybko przesychająca nawierzchnia, skłoniła McLarena do startu na przejściówkach. Podobne ryzyko podjęli jedynie zawodnicy z końca stawki i ostatecznie nikomu to nie przyniosło korzyści.

Oscar Piastri startujący z czwartego pola już po jednym okrążeniu zjechał do mechaników po slicki, natomiast Lando Norris, który na bardziej przyczepnym ogumieniu objął prowadzenie po starcie, pojawił się w alei kółko później.

Strategia McLarena pozbawiła jego kierowców szans na dobry wynik już na samym początku. Piastri spadając na koniec stawki był zaangażowany w kolizję z Albonem, natomiast Norris odzyskując pozycje ostatecznie odpadł po awarii układu napędowego.

Urzędujący mistrz świata zapytany, kiedy zdał sobie sprawę, że zespół popełnił błąd decydując się na ogumienie przejściowe, odpowiedział: Prawdopodobnie na okrążeniu formującym. Deszcz przestał już padać i zacząłem czuć, że dokonaliśmy złego wyboru. Oczywiście, dobrze było skorzystać na tym na pierwszym okrążeniu i uniknąć wszystkich kłopotów, ale koniec końców popełniliśmy błąd. Nie uważam jednak, by zespół zawiódł. Były konkretne powody, by spróbować takiej strategii. Cieszę się, że pozostaliśmy przy naszej decyzji i staraliśmy się sprawić, by to zadziałało. Na pewno wyciągniemy z tego wnioski, czasem tak bywa.

Norris dodał, że widząc problemy reszty kierowców na starcie na gładkich oponach, miał nadzieję, iż decyzja o założeniu przejściówek obroni się. Po prostu miałem więcej przyczepności. Pokazuje to, jak śliska była nawierzchnia. Po pierwszym okrążeniu wypracowałem przewagę dwóch sekund, więc to nie jest tak, że byliśmy głupi zakładając przejściówki... Po prostu tor bardzo szybko przesychał, a kiedy opony się rozgrzały, cała reszta zaczęła mnie doganiać.

Tak naprawdę wystarczył chociaż procent deszczu, by nasza strategia zaczęła działać. Czasem już tak jest, dzisiaj nasze ryzyko się nie opłaciło. Wątpię, by przy panujących temperaturach nasze tempo mogło być jakieś wyjątkowe. Ostatecznie nie dojechałem do mety, więc cały wyścig był dla mnie pechowy.