Ayrton Senna: Dwadzieścia lat od czarnej niedzieli F1

Charyzmatyczny Brazylijczyk we wspomnieniach środowiska królowej sportów motorowych.
01.05.1412:04
Nataniel Piórkowski
5757wyświetlenia

Utalentowany, religijny, czuły, bezwzględny. Mija dwadzieścia lat, odkąd Formuła 1 straciła w opinii wielu najlepszego kierowcę w historii. Czas leczy rany, ale nie pozwala wyzbyć się wspomnień. Prezentujemy te, które w ostatnich dniach przewijały się w mediach zajmujący się sportami motorowymi.

Weekend na Imoli, choć tragiczny, stał się paradoksalnie nowym otwarciem dla całego sportu. Panuje jednak zgodna opinia, że kierowcy takiego, jakim był skromny Brazylijczyk, już nie będzie.

Kierowca idealny

Szybkość. Ayrton był synonimem szybkości. Gdy oglądało się go podczas kwalifikacji albo wyścigu, widziało się mistrza przy pracy. Zawsze balansował na granicy osiągów samochodu, za to go uwielbiałem. Weźmy dla porównaniu Alaina Prosta: był inny, nastawiony na kalkulację. Prezentował zupełnie inny styl ścigania się. Ayrton był mistrzem za kierownicą - Johnny Herbert.

Moje pierwsze wspomnienia związane z Senną wiążą się z czasami dzieciństwa, gdy oglądałem wyścigi na ekranie telewizora. To co natychmiast przychodzi mi na myśl, to jego okrążenie kwalifikacyjne z Suzuki, z 1988 roku, gdy jeździł w barwach McLarena: wtedy naprawdę można było zobaczyć, jakim dysponuje talentem. Następnie mam w pamięci czasy, gdy współpracowałem z nim jako kierowca testowy, gdy widziałem jego nadzwyczajną precyzję pracy z inżynierami. W rzeczywistości było dwóch Ayrtonów. Jeden wewnątrz samochodu, a drugi poza nim. Gdy znajdował się w bolidzie był skoncentrowany, bezlitosny, oddany jeździe. Po tym jak z niego wysiadł, stawał się przyjaznym, hojnym i skrupulatnym facetem. Nie było już żadnej bezwzględności - David Coulthard.

Spotkałem Sennę tylko raz - rok przed jego śmiercią. Jako dziecko widzisz kierowców i myślisz, że to herosi, ale każdy ma swoje wady. Fascynujące było to, jak je przezwyciężał. Z jaką elokwencją prowadził rozmowę. Byłem pod wrażeniem tego, z jaką otwartością mówił o swojej relacji z Bogiem i wierze. Pamiętam Grand Prix San Marino sprzed dwudziestu lat. Miałem wtedy tylko dziewięć lat. Kolejnych kilka dni było dla mnie bardzo trudne. Nie byłem świadomy skali tego, co się wydarzyło… Twój bohater odszedł. Ayrton był niesamowitą legendą. Nigdy nie zostanie zapomniany - Lewis Hamilton.

Partner z toru

Dla wielu Senna jest synonimem dla kwalifikacji. Gdy oglądało się go w trakcie czasówki, nawet w lusterkach czy z poziomu alei serwisowej, było coś elektryzującego: jego bardzo wyróżniające się kolory kasku i styl prowadzenia samochodu. Miał pewien dar, szósty zmysł. Wiedział, gdzie może znaleźć przyczepność. Uświadomiłem to sobie w Formule 3, ponieważ miało się wrażenie, że wiedział, gdzie znajdzie przyczepność jeszcze zanim wjechał w zakręt. Jak już powiedziałem, Ayrton miał ten wyjątkowy dar, ale dla niego był on czymś naturalnym. Ścigałem się z nim przez około jedenaście lat.



Kiedyś, w trakcie wyścigu F3 na Silverstone rywalizowaliśmy w ulewnym deszczu. Prowadziłem na dojeździe do Stowe, gdy nagle Ayrton znalazł się po mojej zewnętrznej. Wtedy Stowe był bardzo szybkim zakrętem i pomyślałem sobie: «Boże, zaraz się zderzymy. Nie chcę z nim dziś walczyć». Ale stało się coś zupełnie innego. Senna pojechał całkowicie po zewnętrznej i znalazł się przede mną. Muszę powiedzieć, że byłem naprawdę zachwycony tym manewrem. Musiał znaleźć trochę więcej przyczepności. Tak tylko mogę podsumować odczucia, jakie wtedy mną targały.

Był także wielki paradoks Senny. Starał się wykorzystywać psychikę, by zyskać nad tobą przewagę. Gdy jednak jakiś kierowca miał wypadek, Ayrton był zawsze pierwszym, który spieszył mu z pomocą, niezależnie od tego, czy był nim Eric Comas czy Martin Donnelly… Senna był pierwszym kierowcą, który chciał dowiedzieć się, co dzieje się z Rolandem Ratzenbergerem. Miał tę naprawdę troskliwą, ludzką naturę, która nie ustępowała co prawda jego agresji. Mógł w okamgnieniu zamienić się w chłodno kalkulującego człowieka. Nigdy nie byłem w stanie tego w pełni zrozumieć. Był bardzo religijny…

Gdy spojrzę w przeszłość, czuję, że miałem zaszczyt mogąc ścigać się przeciw niemu, ale zdaję sobie sprawę, że wtedy był po prostu kolejnym kierowcą do pokonania. Przez ostatnich dwadzieścia lat w Formule 1 pojawiało się wielu utalentowanych kierowców, ale żaden z nich nie mógł być drugim Ayrtonem. Myślę że najbliżej niego można byłoby sklasyfikować Schumachera, ale Senna ścigał się sercem, a Michael głową. Kimi ma szybkość, ale nie dorównuje Ayrtonowi pod względem oddania. Senna bardzo rozsądnie radził sobie z polityką. Był jedną z niewielu osób, jakie były w stanie kontrolować Rona Dennisa. Tak więc nie, nie widzieliśmy jeszcze kogoś pokroju Ayrtona - Martin Brundle.

Ikona Formuły 1

Ayrton był na swój sposób skomplikowany. Zawsze wydawało mi się, że na każdej płaszczyźnie toczył pewne małe, wewnętrzne konflikty, ale oczywiście jego rezultaty mówią za niego wszystko - wie to cały świat. Jako przyjaciel, był super. Był kimś, komu mogłem zaufać. Był bardzo blisko mojej rodziny. Był po prostu miłym facetem - Bernie Ecclestone.



Magiczny. Bardzo dokładnie śledziłem jego walkę z Prostem w czasach, gdy obaj ścigali się dla McLarena. Niesamowicie ciekawie było oglądać analitycznie myślącego Prosta, który musiał sobie radzić z kimś tak wspaniałym jak Senna. Prawdopodobnie dziś najbliższy Ayrtonowi mógłby być Kimi. Też potrafi być wyjątkowy i mieć w sobie coś magicznego - przynajmniej czasem - Eric Boullier.

Żółty kask Senny - gdy zamykam moje oczy, właśnie taki staje przede mną obraz. Ayrton był kierowcą wyróżniającym się niesamowitym poziomem zaangażowania. Przez lata prezentował niewysłowioną charyzmę. Pod względem jazdy, na pewno znalazł by się jeden czy drugi zawodnik, który mógłby mu dorównać, ale charyzmę albo się ma, albo nie. Niesprawiedliwym byłoby porównywać go do kierowców z dzisiejszej stawki, bo ci przeszli przez zupełnie inny proces socjalizacji. Dziś dorastają otoczeni gadżetami IT, więc nigdy nie będą w stanie rozwinąć w sobie fanatyzmu ścigania się, walki o każdy centymetr toru, rzucania na szalę wszystkiego co mają. To zupełnie inne pokolenie. Jeśli miałbym wskazać na trzy atrybuty Senny, to byłyby nimi szybkość, charyzma i bezlitosność - Helmut Marko.

Punkt odniesienia

Myślę że Senna może być punktem odniesienia dla wszystkich kierowców. Był najlepszy ze swojego pokolenia. W jego czasach, w hiszpańskiej telewizji nie pokazywano zbyt wiele Formuły 1. Pomimo tego, dla mnie, zawodnika z kartingu, dziecka, jego nazwisko wiele znaczyło - Fernando Alonso.

Mój tata był wielkim fanem Senny. Jako że urodziłem się w 1987 roku, nie pamiętam pierwszych lat Ayrtona w Formule 1, ale pierwsze moje skojarzenie wiąże się z jego zwycięstwem w domowym Grand Prix Brazylii z 1991 roku. Po przejechaniu pod flagą w szachownicę był całkowicie wyniszczony. W trakcie ścigania stracił biegi, a na podium musiał być podtrzymywany przez innych z powodu zmęczenia. Później oglądałem wyścigi F1 prawie każdej niedzieli. Jako dziecku, bardzo trudno było mi zrozumieć, że kierowca wyścigowy miał wypadek i zmarł. Jego śmierć była wielką stratą dla sportu. Niestety nigdy nie dane było mi go poznać. Ayrton pojechał wiele wyścigów, gdzie był po prostu poza zasięgiem. Cechował go niesamowity talent, a jednocześnie pozostawał bardzo skromnym i wyjątkowym facetem. Wydaje mi się, że w samochodzie kierował się tymi osobistymi wartościami. Prawdopodobnie to one czyniły go silniejszym i dlatego ludzie pamiętają go tak dobrze - Sebastian Vettel.

Śmierć Senny była niesamowicie przygnębiającym momentem dla Formuły 1. Pamiętam ten dzień, nawet pomimo tego, że miałem niewiele lat. Chociaż w mojej głowie nie zachowało się wiele wspomnień o Ayrtonie jako osobie, zawsze uważałem go za wspaniałego kierowcę; wyznacznik dla wielu - w tym także dla mnie - którzy poszli w jego ślady - Kimi Raikkonen.

Impuls do zmian



Ayrton Senna, prawdziwa ikona naszego sportu. Gdy myślimy o Formule 1, zawsze w naszej głowie pojawia się Ayrton Senna, tak samo na odwrót. Był jednym z nielicznych, którzy ukształtowali Formułę 1. Jego śmierć była ogromną stratą i wielką tragedią. Mija już dwadzieścia lat, od tamtego tragicznego weekendu, gdy straciliśmy Rlanda i Ayrtona. Pamiętam, że siedziałem wtedy z moją mamą i kuzynem w kuchni naszego mieszkania w Monako, słuchając radia do późnego popołudnia, chcąc dowiedzieć się czegoś o stanie Senny. W wyniku tych koszmarnych wypadków, nasz sport stał się przez lata dużo bardziej bezpieczny. Paradoksalnie dzięki nim uniknęliśmy kilku kolejnych ofiar. Nigdy nie możemy przestać poprawiać bezpieczeństwa - Nico Rosberg.

Czarny weekend Damona Hilla

Nie widziałem samego wypadku, ponieważ znajdowałem się trochę bardziej z tyłu. Zobaczyłem tylko jak bolid Ayrtona odbija się od betonowej ściany. Zdawałem sobie sprawę, że każda kraksa w Tamburello musi być poważna, ale nie myślałem, że w wyniku tej, Ayrton od nas odejdzie. Ówczesna oficer prasowa Williamsa, Ann Bradshaw, powiedziała mi, że jego stan jest poważny i znajduje się w stanie zagrożenia życia, ale myślę, że już wtedy było jasne, że Senna nie żyje.

Wcześniej byłem kierowcą testowym Williamsa, później się dla nich ścigałem. To był mój trzeci rok z nimi. Ich ludzie budowali nasze samochody i nigdy nie szli na kompromisy w kwestii bezpieczeństwa. Można było im ufać. Tak naprawdę jednak, nie przeszło mi to przez myśl. Gdy ruszał wyścig, chciałem wywalczyć w nim jak najlepszy rezultat. Prawdę mówiąc, nic nie pamiętam z tego weekendu. Spakowaliśmy się i wróciliśmy do Wielkiej Brytanii. To była dla naszego sportu okropna, czarna niedziela. Wydawała się bezsensowna. To bezduszne kontynuowanie rywalizacji. Po wypadku Ratzenbergera, cały weekend stał się okropny. Wymusił na nas pewną autorefleksję i coś w rodzaju wewnętrznej analizy, bo nikt nie chciał angażować się w sporty motorowe takie, jakich oblicze pokazała Imola. Tego koszmarnego weekendu, wszystko co mogło pójść źle, poszło źle.

W Monako doszło do kolejnej, poważnej kraksy. Karl Wendlinger zaliczył potężne uderzenie. Wydawało się, że ciąży na nas jakieś fatum. Nie otrząsnęliśmy się jeszcze po stracie Ayrtona. Wszyscy byli odrętwiali. Działaliśmy na autopilocie, a przecież nie na tym powinny polegać wyścigi.



Nigdy szczególnie nie oczekiwałem na możliwość przewodzenia zespołowi. Chciałem co prawda zobaczyć, jak wypadnę względem Senny po sezonie 1993, gdy moim partnerem w Williamsie był Alain Prost. Po śmierci Senny z automatu stałem się kandydatem do walki o mistrzostwo.

Rywalizacja z Schumacherem przerodziła się w prawdziwy pojedynek, ale zawsze była pewna świadomość tego, że musimy wygrywać z szacunku dla Senny. Przez cały sezon otrzymywałem wiele wyrazów wsparcia od Brazylijczyków. Fani Ayrtona mówili mi, że trzymają za mnie kciuki. Dostałem nawet koszulkę, podpisaną przez wszystkich piłkarzy z narodowej reprezentacji Brazylii w piłce nożnej. Czułem przez to całkiem dużą odpowiedzialność wobec kibiców Senny.

Mam ogromną nadzieję i modlę się, aby tamten weekend z Imoli nigdy więcej się nie powtórzył. Był koszmarny, ale sport przeszedł od tego czasu niesamowicie długą drogę. Formuła 1 zmieniła się pod wieloma względami. Teraz jest w większym stopniu taktyczną rozgrywką. Chodzi w niej bardziej o umiejętności, a mniej o odwagę - Damon Hill.


KOMENTARZE

28
nixtone
04.05.2014 09:43
...aż się wstyd przyznać że już wypadło mi z głowy znaczenie tej daty! - mniej wstydu będzie jak się przyznam iż tamten pierwszy maj powalił mnie na kolana. Nie modliłem się od tamtej pory równie gorliwie! ...może dlatego że usłyszałem odpowiedź... - tak się musiało stać! I to właśnie tak drastycznie. "Umarł Król, niech żyje Król!" - zdawała się mówić twarz zwycięzcy... - nadeszła era Schumachera! ...tak Psie Duży - ja też go znienawidziłem ...nie wiedzieć czemu. Wiem za to (na pewno) dlaczego przestałem go nienawidzić. Był mistrzem kierownicy, tyle że niebezpiecznie innym człowiekiem od Senny - typem bezwzględnego najemnika. Cel - pobić starego mistrza - oczywiście niejednemu przyświecał kierowcy (...Senna parę lat wcześniej...) Udało się? Nie wiem, statystyki tego nie pokażą - Senna w tabeli punktowej roku '94 już nie figurował... :( ...jedno zdanie (słowo 'wspomnienie' może nie na miejscu) w sprawie wątku MSC - dalsze wydarzenia roku 94 przypominały grę pt "pobić Schumachera". Za wszelką cenę niemal. Dlatego odpuszczenie mu Adelaidy zrozumiałem jako uznanie (przez FIA) jego wyższości - mistrzostwa! Oddanie tytułu Hillowi byłoby nie fair! Danie tytułu Sennie było już niemożliwe...
MairJ23
04.05.2014 03:27
@iceneon ja wtedy jak i dzisiaj nie mam "swojego" kierowcy ale Senna byl wtedy jednym z najlepszych - to tak jakbysmy dzisiaj stracili Alonso w wypadku (tfu tfu.....puk puk w niemalowane drewno)
iceneon
04.05.2014 08:52
@MairJ23 No to jesteśmy rówieśnikami ;) Ja byłem zatwardziałym fanem Prosta, ale smutno mi było gdy to się stało. F1 straciła wielkiego kierowcę.
MairJ23
03.05.2014 06:07
@Duzy Pies ogladales ten wyscig na zywo w TV ?
marios76
02.05.2014 07:10
@ Duży Pies, @Phobos- A o śmierci Ratzenbergera i Barichello w ciężkim stanie zapomniał?? To był syf. Rozumiem krytyków i rozumiałbym wiele mniejszą radość z ... pierwszego zwycięstwa Michaela, ale to nie było pierwsze. Sprawił wrażenie jedynego podczas GP, który nie rozumiał sytuacji. Z wypowiedzi kierowców, najbardziej spodobało mi się ... podsumowanie Hilla. A fanów F1 nie dzielę, ze względu na to, czy kibicowali Mansellowi, Sennie, Prostowi czy Schumacherowi. Ale cieszę się-gdy ludzie rozumieją zdanie innych i argumenty przemawiają im do rozumu. Te 20 lat,to kawał czasu; w F1 wiele zmieniło się często na gorsze [ ;) ] ale bezpieczeństwo odwrotnie. Czekałem na pobicie rekordów Prosta i to nie przez Michaela. Nikt nie doczekał, zmieniła się nie tylko F1, zmienił się świat, zmienił się świat każdego kibica, świat kibiców Senny runął :( Myślę, że dla wielu którzy pamiętają wielkich Ayrtona, Alaina, Nigela F1 już nigdy nie była taka sama, była inna, nijaka,zawsze mniej atrakcyjna. Co czuję teraz ja? Minęło 20 lat-odpowiedź jest co roku taka sama- jakaś PUSTKA i [ i ] jej nie zmieni. Ale każdy ją powinien zapalić. Ayrton jest w mej pamięci tak głęboko, że Alzheimer tego nie zmieni... Sorry za czarny humor, ale jedno,że świat pędzi dalej i żyć trzeba (koniecznie pamiętając). A drugie, że gdybym widział w TV choć połowę Jego zwycięstw, F1 już pewnie bym nie oglądał. Niech to zdanie świadczy jak bardzo ceniłem doskonałego kierowcę, o którym przeczytałem kiedyś, jakim był człowiekiem. "Był przerażająco ludzki w swych słabościach" ... Niech to będzie antonim do Jego bezwzględności na torze.
MaxKapsel
02.05.2014 05:28
@jpslotus72 - nie tylko Peterson, jak się okazuje. "Wąsaty grubas" też należał do moich ulubieńców z tamtych czasów, podobnie jak (nieco późniejsi) wieczni pechowcy z Ferrari czyli Berger i Alesi. Ale Prost to był dla mnie nr 1. A co do mojej rzadkiej obecności - te same przepychanki mnie też już męczą, stąd coraz mniej chęci do "wystawiania się" na strzał. Sama formuła też już trochę nie taka, szczególnie w tym roku. Poza tym wolnego czasu coraz mniej... Strasznie staro to brzmi, ale cóż, my starzy ludzie, pamiętający tow. Gierka, kartki, modę na "pekaesy" i "dzwony" oraz dopasowanego do tych mód ciemnowłosego Berniego E. (który zresztą na tym etapie mody pozostał chyba do dzisiaj) - pewnie tak już mamy, nie? ;) Ale niezwykle miło zaskoczyłeś mnie faktem, że ktoś mnie jeszcze pamięta, może to zmotywuje mnie do częstszego odwijania się z białego prześcieradła...
Duzy Pies
02.05.2014 01:53
@Phobos wiec do nie widzenia!!!!
jpslotus72
02.05.2014 12:37
@MaxKapsel [quote="MaxKapsel"]W tamtych czasach byłem bardziej fanem Prosta, niż Senny (już czuję jak za to oberwę ;))[/quote]Większość, co zresztą zrozumiałe (choćby legendarne spięcia na Suzuzce, decydujące o mistrzostwie), skupia się na tej dwójce. A ja byłem wtedy wielkim fanem Mansella - i Prost z Senną tak samo byli "moimi" rywalami... A na marginesie - jakoś dawno nie widywałem Cię w komentarzach... A szkoda, bo po pierwsze, meczą mnie czasem te agresywne "przepychanki", jakich w komentarzach jest chyba więcej niż kiedyś (a Twój styl był zawsze "pacyfistyczny") - a po drugie, zawsze lubiłem Twój typ poczucia humoru... (No i - jak widzę - łączy nas na przykład Ronnie Peterson, którego w Lotusie 72 mam na pulpicie.)
polek
02.05.2014 10:15
Właśnie sobie oglądałem statystyki sezonu 1984 (obejrzałem wczoraj GP Austrii z tego roku). W słynnym wyścigu w Monaco Senna gonił Prosta, a ten wymachiwał ręką, żeby przerwać wyścig. W ostatniej chwili przed czerwoną flagą udało mu się obronić prowadzenie. Dostał 4,5 punktu, a Senna za 2. miejsce 3 punkty. Ale zabiegi Prosta zemściły się na nim - przegrał mistrzostwo o pół punktu z Nikim Laudą. Gdyby wyścig w Monaco skończył się, Prost byłby mistrzem.
MaxKapsel
02.05.2014 12:26
Dla mnie największym szokiem był fakt, że po tylu latach, które wydawały się bezpieczne, bo przecież mineło 8 lat od wypadku de Angelisa (który, przypomnę tak na marginesie, jeździł z Senną w Lotusie rok przed śmiercią), znów w F1 giną kierowcy. Ostatni wypadek śmiertelny w trakcie weekendu GP był jeszcze wcześniej - Riccardo Paletti w 1982. Przez te wszystkie lata wydawało się, że Formuła jest już bezpieczna. I wtedy przyszła Imola... W tamtych czasach byłem bardziej fanem Prosta, niż Senny (już czuję jak za to oberwę ;)), więc nie była to dla mnie sprawa aż tak "osobista" jak dla fanów Ayrtona, niemniej była to kolejna tragedia na torze, szokująca zarówno z wyżej wsponianego, jak się okazało fałszywego poczucia bezpieczeństwa, z powodu całej czarnej serii (Rubens, Roland, Ayrton, Karl), jak i z powodu, że zginął człowiek tak utytułowany i z takimi umiejętnościami - może to niezbyt "poprawne politycznie", ale podejrzewam, że gdyby chodziło wyłącznie o niedoświadczonych nowicjuszy, szok byłby znacznie mniejszy. I chociaż byłem już wtedy w pewnym sensie "przyzwyczajony" do śmierci w F1 - oprócz wspomnianych wyżej, zdążyłem wcześniej, jeszcze jako dziecko, "pożegnać" swoich pierwszych dwóch idoli, Ronnie'go Petersona i Gillesa Villeneuve'a, a poza tym był jeszcze Patrick Depailler, no i ten makabryczny wypadek Toma Pryce'a - to doskonale rozumiem (może właśnie dlatego) odczucia tych, dla których to był pierwszy choć niejako podwójny raz. I dlatego życzę i sobie, i wam, a przede wszystkim IM - ludziom w F1 - żeby taka "Imola" już nigdy nie przyszła... (tfu, tfu, odpukałem...)
Phobos
02.05.2014 12:16
@Duzy Pies - "MairJ23 Znienawidziałeś bo dałeś się ponieść tej śmiesznej fali w owym czasie. Wiekszosc znienawidziała Schumachera tylko za to, że cieszyl się po wygranym wyścigu. Skad miał wiedzieć ze Senna nie żyje...Przeciez do ciężkiej cholery odpięli go od aparatury 3 dni później." O smierci Ratzenbergera tez nie wiedzial? Rozumiem, ze to dla Ciebie nie jest wystarczajacy powod, by zachowac powage. A co do odlaczenia Senny od aparatury 3 dni pozniej, to nie wiem, jakie jest zrodlo tych "rewelacji", ale mi pamiec podpowiada, ze jego zgon ogloszono jeszcze w niedziele wieczorem i to wlasnie 1 maja, a nie 4, jest data smierci. W sprawie wiekszosci, ktora znienawidzila Schumachera TYLKO za to, to tez nie wiem jaka wiekszosc masz na mysli. Bo znam osoby, dla ktorych Benetton i MSC pracowali na taka, a nie inna opinie, przez caly sezon. Bo to nie bylo tylko podium na Imoli. To byly oskarzenia Senny o stosowanie traction control, podejrzenia o stosowanie launch control, to byly Silverstone, Hockenheim, Spa i finalnie Adelaide. Swoja droga, jesli dla Ciebie oburzenie ludzi zachowaniem MSC wobec trzech ciezkich wypadkow, w tym jednego ze skutkiem smiertelnym /bo wierze, ze o smierci Senny jeszcze nie wiedzial/, jest tylko "smieszna fala", to obawiam sie, ze dalsza dyskusja jest bezcelowa.
MairJ23
01.05.2014 11:02
@Phobos wielkie slowa i przylaczam sie do tego co napisales o MSC i Sennie jakby stal na podium - mysle ze na podium by nie stal bo by sie zatrzymal i pobiegl pomagac rannemu w wypadku koledze co nie raz zreszta czynil. Gdy Roland sie rozbil on wsiadl w samochod i pojechal zobaczyc co sie stalo i mial to gdzies ze moze byc za to zawieszony czy cokolwiek mu za to grozilo. Ale on poprostu taki byl i za to go cala Brazylia i caly swiat za nia kochal. Pozdro
Phobos
01.05.2014 10:54
1994 to byl moj trzeci, pelny sezon z F1 i mimo uplywu 20 lat, wciaz pamietam, jak nie moglem uwierzyc w to wszystko, co sie wowczas wydarzylo. W piatek urwalem sie ze szkoly, by zdarzyc na pierwsza sesje kwalifikacyjna i zaczelo sie. Najpierw Barichello, pozniej Ratzenberger, kibice na trybunie glownej, w koncu Senna i na dokladke mechanicy z pit lane. Do tego wszystkiego smrod wokol Benettona i Ferrari. A juz po weekendzie GP, dowiedzialem sie o kontrowersjach w sprawie czasu i miejsca ogloszenia smierci Austryjaka, pozniej takze i Brazylijczyka. Totalny koszmar. To wszystko, co wydarzylo sie w ciagu tych trzech dni, bardzo mocno mnie dotknelo. I mimo tego, ze Ratzenberger jako swiezak z konca stawki, byl mi przed wypadkiem obojetny, a Senny po prostu nie lubilem, to ciezko to przezylem. Tu kilka slow wyjasnienia. Do tej pory uwazam Ayrtona za kierowce z innej planety, o absolutnie ponadprzecietnych zdolnosciach, a ogladanie go na mokrym, powodowalo u mnie opad szczeki. Co nie zmienia faktu, iz nie darzylem go sympatia i bylem rozczarowany jego przejsciem z McLarena do Williamsa oraz odejsciem Prosta. Podczas GP San Marino sprzed 20 lat, mialo miejsce jeszcze jedno wydarzenie, ktorego dlugo nie moglem zapomniec i zrozumiec. Byla to radosc Schumachera na podium. I nie przemawiaja do mnie tlumaczenia o adrenalinie, czy emocjach. Albo jest sie czlowiekiem i posiada zdolnosc odczuwania empatii albo... Jestem pewien, ze gdyby w takiej samej sytuacji na podium stal Senna, zachowalby sie zupelnie inaczej. Bo udowodnial wielokrotnie, iz byl czlowiekiem o wielkim sercu. Roland i Ayrton - spoczywajcie w pokoju.
MairJ23
01.05.2014 10:50
@Aeromis heheh ja bylem 3 lata starszy od ciebie co dzisiaj wydaje sie smieszne ale wtedy mialo to ogromne znaczenie - napewno w szkole bym cie nie zaczepil na korytarzu zeby pogadac :) nawet o F1 :) to by byl wstyd :P hehehe Nawet nie pamietam skad sie wziela pasja do F1. Jestesmy tu teraz i wspominamy Ayrtona Senne i to sie teraz liczy - dzieki panowei ze cos tam naskrobaliscie bo dla mnie jest on nadal wspaniala ikona tego sportu i nie tylko sportu ale czlowieka z ogromnym umyslem. Nie moge przestac sluchac jego wypowiedzi, filozoficznych , pelnych przemyslen i wnioskow - jak swietnie mowi po angielsku - to tez jest pewnym wyznacznikiem jego talentu do wszystkiego chyba. Pozdrawiam zza oceanu !
Aeromis
01.05.2014 10:09
@MairJ23 15 lat jak umarł. Wyścig w Monako ponoć oglądałem na kolanach u wujka (który to zaraził mnie F1!), ale tego akurat już nie pamiętam :)
MairJ23
01.05.2014 09:19
@Aeromis ile miales lat ? Szkoda mi bylo Hilla ze nie wygral tytulu w tamtym roku - widzialem w TV w wiadomosciach ze nie dal rady bo F1 juz nie ogladalem od pol roku prawie.
Aeromis
01.05.2014 08:43
Szczeniak byłem jeszcze i choć chciałem to nie mogłem oglądać tego GP, chyba w sumie dobrze. Pamiętam jak podali informacje w TV, aż poszedłem do swojego pokoju... żeby nikt nie widział. Pasja do F1 wówczas natychmiast zmalała, pewnie w ogóle bym skończył z F1 gdyby nie Damon Hill. Zabawne, dziś nic takiego magicznego w Damonie nie widzę ;) Ayrton zostanie na zawsze w mojej pamięci, był moim pierwszym idolem a jego wyścig w deszczowym Monako '84 widziałem już około dziesięciu razy, mój ulubiony i to pomimo iż nie wygrał, ale oceniając go - był najlepszy. Pomimo mojego zamiłowania do statystyk z Ayrtonem tak właśnie jest - nie musi mieć najwięcej tytułów itd., po protu był najlepszy.
MairJ23
01.05.2014 06:02
Narazie widze ze ja, Lotus i pare innych osob napewno z tego forum widzielismy te wydarzenia "na zywo" w tv. Jak zobaczylem rozbijajacego sie Kubice to odrazu wrocily uczucia z weekendu na Imola - jak dobrze ze wtedy nic mu sie nie stalo - mozna rzec ze wypadek Senny uratowal mu zycie. @Phaedra z tego co czytalem to Bernie zajmowal sie tez bezpieczenstwem i jak teraz wtedy od niego duzo zalezalo - Bernie - nie wiem ile w tym prawdy - mowi ze Senna byl mu bliski i przebywal wiele razy w jego domu jako "rodzina" - wiec Senna Family miala mu za zle ze byl tak opieszaly ze zmianami bezpieczenstwa na torach w tamtych latach. Jak widac musialo sie stac cos bardzo niedobrego aby to wszystko ruszylo z miejsca. Ile w tym prawdy co pisze tez nie wiadomo :) ale wiele zrodel tak to ujmuje.
FelipeF1.
01.05.2014 05:09
Byłem jeszcze w brzuchu mamy kiedy to się stało ale dużo czytałem o Sennie i oglądałem wyścigi z jego udziałem. Tak jak wielu z was uważam za był on najlepszym kierowcą w historii. Na torze imponowała mi jego jazda w kwalifikacjach a poza torem zachwycał skromnością i głęboką religijnością. Wspaniały kierowca i wspaniały człowiek.
Sar trek
01.05.2014 03:29
To był weekend, który zmienił całą Formułę 1. Miałem wtedy 1 rok, więc o tym, co się wtedy stało dowiedziałem się o wiele później. Ayrton Senna był niesamowitym kierowcą. Na mnie największe wrażenie robi to, jak jeździł w kwalifikacjach. Potrafił wycisnąć wszystko z bolidu. To piękne, że świat Formuły 1 nie zapomina swojego bohaterów. Że kibice wciąż pamiętają o Sennie. PS: Bardzo dobry artykuł. Wspomnienie Ayrtona w F1 Racing nie równa się z tym.
Phaedra
01.05.2014 03:29
Orientuje sie ktoś dla czego rodzina Ayrtona nie pozwoliła na udział w pogrzebie Bernimu.
MairJ23
01.05.2014 03:14
@Falarek to prawda... do tego dodac mozna to ze Senna tuz przed wyscigiem po wypadkach Rubensa i Rolanda mial obawy co do predkosci samochodu bezpieczenstwa i oczywiscie stanu opon, ktore wymagaly duzych temperatur. Jak wiadomo juz na starcie wydarzyl sie wypadek i kilka okrazen jechali za SC co wplynac tez moglo negatywnie na cale zajscie :( Dlugo mozna by mowic o przyczynach samego wypadku. Slyszalem tez wersje o zlamaniu si ekolumny kierowniczej w williamsie Ayrtona. Ale skonczyc mozna tez tak jak to zrobila Viviane - Ayrtona nie ma wsrod nas wiec to wszystko szczegolnei po 20 latach i po tych wszystkich zmianach na korzysc bezpieczenstwa nie ma zadnego znaczenia. Patrzac tylko na wypadek Roberta Kubicy mozna dosc do wniosku ze tamtem weekend mial ogromny wplyw na pozytywne zmiany w F1. Polecam ostati dokument na Youtube - Last Teammate gdzie narratorem jest Damon Hill. Uronilem lezke ale warto zobaczyc. Kilka nowych rzeczy sie dowiedzialem o tamtym weeknedzie
jpslotus72
01.05.2014 03:05
@Falarek Akurat u tej osoby emocje nie dziwią - nawet po latach. Tę smutną rocznicę uczcili także piłkarze brazylijskiego Corinthians: https://www.youtube.com/watch?v=K3TxRWgNOQA
Falarek
01.05.2014 02:21
Trochę emocjonalna wypowiedź siostry AS ale nie do końca się zgadzam. W końcu porzucenie aktywnego zawieszenia i innych elektronicznych wspomagaczy kierowcy było tym czego chciał sam Senna tak aby więcej zależało od kierowcy a nie samochodu a to ze Williams na tych zmianach najwięcej starci było wiadomo od początku.
MairJ23
01.05.2014 02:15
@Duzy Pies coz - mlody bylem - rozumiem teraz co sie wtedy wydarzylo.... zadnej ciezkiej cholery nie trzeba uzywac. MSC to potega i kazdy z nas to wie ale dla mlodego czlowieka ten wtedy zaczynajacy swoja kariere mlody Niemiec byl uosobieniem braku serca :) co mam powiedziec - wielu ludzi tak zareagowalo - bardziej bylem zly na cala sytuacje z tamtego weekendu niz na MSC - musialem sobie jakos to wytlumaczyc ze nie ogladam juz wyscigow - ze nie bede ogladal sportu w ktorym gina ludzie. Nie wiem czy pamietasz - mniej wiecej w tamtym czasie wypadek narciarki. Moja reakcja byla podobna - nawet nie pamietam juz jak sie nazywala - ale przestalem zjazdy ogladac skoro gina ludzie :) nadal jestem bardzo czuly na tym punkcie...
jpslotus72
01.05.2014 01:55
Siostra Ayrtona, Viviane, mimo upływu lat wciąż nie może pozbyć się nie tylko smutku, ale i goryczy. Spytana przez agencję DPA na temat przyczyn tamtej tragedii, mówi:[quote]"Po pierwsze, zmiana regulacji, która nastąpiła z roku na rok. Ten sam samochód, Williams, który w poprzednim roku działał perfekcyjnie, w następnym się zmienił. Ayrton powiedział, że był 'niesterowny'." Viviane uważa, że kierowcy nie mieli dosyć czasu, aby oswoić się ze wszystkimi zmianami a Williamsowi bardzo brakowało elektroniki z ubiegłego roku. "Ten weekend był szalony. Zginął już tam wtedy jeden kierowca (Ratzenberger). Kierowcy byli zaniepokojeni, a Ayrton był jednym z tych, którzy domagali się większego bezpieczeństwa. Ale nie brano tego wystarczająco pod uwagę. Ayrton i Ratzneberger musieli zginąć, aby wprowadzono zabezpieczenia, które powinny były się pojawić już wcześniej. Splot błędów w zarządzaniu, regulacji i decyzji w F1 oraz w zespołach. Oprócz tego był problem z samym zakrętem Tamburello, gdzie dochodziło do poważnych wypadków. Asfalt był wyżej niż krawężnik. Samochód wyleciał w powietrze i uderzył czołowo w barierę. Najgorszy wypadek, jaki może się przydarzyć." Viviane została także zapytana, czy po latach przebaczyła szefostwu Williamsa (Williamsowi, Newey'owi i Headowi). "Wszyscy są winni, mieli w tym udział wszyscy. To już jednak nie ma znaczenia. Ayrtona nie ma już wśród nas." Oprócz obecnego poziomu bezpieczeństwa, którego postęp określiła jako "niewiarygodny", Viviane na koniec rozmowy pochwaliła także Lewisa Hamiltona - "Przypomina mi Ayrtona. Jest szybki, odważny i zdeterminowany."[/quote]źródło: http://f1news.autoroad.cz/novinky/47502-viviane-sennova-vsichni-jsou-vinni/
Duzy Pies
01.05.2014 12:57
@MairJ23 Znienawidziałeś bo dałeś się ponieść tej śmiesznej fali w owym czasie. Wiekszosc znienawidziała Schumachera tylko za to, że cieszyl się po wygranym wyścigu. Skad miał wiedzieć ze Senna nie żyje...Przeciez do ciężkiej cholery odpięli go od aparatury 3 dni później.
MairJ23
01.05.2014 11:38
Ciezko bylo wrocic przed tv po tym weekendzie. Porzucilem F1 na cala dekade. Nie wiem czemu ale zninawidzilem Michaela Schumachera za wygrana na Imola. Ale jestem tu teraz. Sport ten wiele dla mnie znaczy. Mysle ze w 94 roku nie zdawalem sobie sprawy jakim czlowiekim Senna byl. Byl wielkim myslicielem, filozofem. Dzisiaj zdaje sobie tez sprawe jaka wielka postacia bylby w swiecie F1. Wtedy stracilismy wielkiego kierowce, dzisiaj wiemy ze jego postac to cos o wiele wiekszego niz kierowca. Uronic lze dzisiaj to nie ujma na honorze, to przywilej rozumienia ogromnej straty. Senna na zawsze bedzie zajmowal cieple miejsce w moim sercu.