Robert Kubica w rozmowie z "Wyprzedź Mnie!"

"Wydarzenia od 2011 roku nauczyły mnie czerpać radość i koncentrować się na tym co teraz".
01.08.1918:31
Nataniel Piórkowski
4887wyświetlenia


Czwartek przed Grand Prix Węgier - ostatnią eliminacją przed tradycyjną wakacyjną przerwą. O godzinie 14:00 meldujemy się na dachu pomieszczenia gościnnego Williamsa, gdzie Robert Kubica odpowiada już na pytania ekipy telewizyjnej FOX.

Chociaż osoby odpowiedzialne za kontakty z mediami robią co tylko mogą, aby trzymać się wyznaczonych ram czasowych, każdy prosi o jeszcze jedno dodatkowe, ostatnie już pytanie. Kubica nie widzi żadnego problemu, aby na nie odpowiedzieć. W ten sposób cały grafik opóźnia się o pięć, dziesięć, czasem nawet piętnaście minut.

Po kierowcy Williamsa nie widać zdenerwowania lub znużenia, chociaż za godzinę stawi się na oficjalnej konferencji prasowej, gdzie będzie musiał zmierzyć się z kolejną porcją pytań dziennikarzy.

Williams nie świętuje zdobycia pierwszego punktu w tym sezonie. Zespół dobrze zdaje sobie sprawę, ze swojej realnej formy i straty do pozostałych zespołów. Dodatkowo wciąż nie wiadomo, jakim werdyktem zakończy się proces apelacyjny Alfy Romeo, która domaga się anulowania kar nałożonych na jej kierowców w GP Niemiec. To sprawiłoby, że Kubica wypadłby z czołowej dziesiątki... Po tym, co wydarzyło się cztery dni temu na deszczowym Hockenheimringu nie możemy zacząć naszej rozmowy od innego pytania.

Na początku chciałbym pogratulować punktu zdobytego w Niemczech - chociaż wiemy, że Alfa Romeo zapowiedziała już złożenie apelacji. Chciałbym zapytać, jak wpływa to na nastawienie Twoje i zespołu w kontekście dalszej części sezonu?

Jak wpływa ten punkt? Sądzę, że nie wpływa. Trzeba popatrzeć realistycznie na to, jak go zdobyliśmy. Oczywiście jest to fajna rzecz w trudnym okresie dla zespołu - nikt się tego nie spodziewał - ale trzeba być realistycznie nastawionym. Następne wyścigi nie będą łatwe. Oczywiście w sportach motorowych może się zdarzyć wszystko, ale musimy realistycznie podchodzić do tej sytuacji.

Po pierwsze trzeba skoncentrować się na poprawie osiągów, wydajności bolidu. Może wtedy będziemy w stanie walczyć o punkty dzięki naszym możliwościom, a nie pechu, awariom lub karom rywali.

Wspomniałeś o postępach. Niedawno wprowadziliście dość duże poprawki do Waszego bolidu. Ciekawi mnie jednak, jak oceniasz skalę postępów Twojego zespołu od początku tego sezonu.

Wystartowaliśmy z dużym opóźnieniem, które niestety wpłynęło też znacznie na to, co wydarzyło się później w trakcie sezonu. Oprócz wydajności i prędkości bolidu mieliśmy i nadal mamy rzeczy, nad którymi musimy popracować i poprawić. To z kolei automatycznie wpływa na opóźnienie lub zmianę kierunku rozwoju oraz cele, które wyznacza sobie zespół.

Jeśli chodzi o sam rozwój, o prędkość bolidu, to już na początku zyskaliśmy samą optymalizacją podzespołów i części, które dostawaliśmy. Na pewno też w pewnym stopniu, zaczynając później, nie byliśmy w stu procentach gotowi. Trudno tak naprawdę określić nasz rozwój na płaszczyźnie osiągów, prędkości i czasów, bo każdy się poprawia.

Fakt jest taki - średnio w Formule 1 trzeba się poprawiać około dwóch sekund w trakcie roku, żeby być w stanie utrzymać progres rywali. Dlatego też, jeśli chcemy się poprawić i zbliżyć do konkurencji, to musimy stawiać większe kroki niż oni. W dzisiejszych czasach w Formule 1 nie jest to łatwe. Żaden zespół nie śpi. Nie ma już słabych ekip. Strata, którą mamy i okres w trakcie którego musieliśmy się skoncentrować na innych rzeczach, bardzo trudno będzie nam zniwelować lub o nim zapomnieć.

W sobotę miałem okazję rozmawiać z Twoją szefową, z Claire Williams, która bardzo chwali Twoje zdolności techniczne w zakresie rozwoju bolidu i pracy z inżynierami. Czy sądzisz, że daje ci to jakąś przewagę nad zespołowym kolegą?

Nie, ponieważ tak naprawdę nasza sytuacja jest trochę inna, jeśli chodzi o doprowadzenie bolidu do zoptymalizowania. Mając dodatkowe problemy bardzo trudno jest zoptymalizować cały pakiet w stu procentach, przez co mamy też wahania w zakresie balansu czy wydajności. Dochodzi do nich z dnia na dzień. Trudno o nich nawet tutaj rozmawiać i myśleć, dlaczego tak się dzieje. To jest właśnie w tym wszystkim najgorsze. Żeby się poprawić trzeba zrozumieć dlaczego jesteś słaby.

Ta nasza niestabilność wydajności nie pomaga. Myślę, że niestety w tej sytuacji, w której jesteśmy w tym sezonie, to jeśli chodzi o sprawy techniczne, mogę wykorzystać dziesięć - dwadzieścia procent tego, co mógłbym zrobić i co trzeba byłoby zrobić.

A jak teraz odczuwasz samą jazdę bolidem? Na początku sezonu mówiłeś często o różnicach w tym, jak prowadzi się bolid Twój i George'a. Czy te problemy zostały już całkowicie wyeliminowane, czy nadal da się dostrzec pewne różnice?

To zależy. Tak jak powiedziałem wcześniej - dzieją się rzeczy, na które nie mamy za dużego wpływu. Przynajmniej ja nie mam. Automatycznie nie ma też stabilizacji, która powinna być obecna. Bolid zmienia swoje własności i zachowanie, a te powinny być stałe lub też przynajmniej nie powinny generować aż tak dużych różnic. Dlatego tak wiele zależy od danego weekendu.



Chciałbym zapytać o Twój powrót do Formuły 1. Wiemy, że Twoim najbardziej kluczowym krokiem były testy z Renault, ale czy samo uświadomienie sobie, że jesteś w stanie powrócić do F1 było chwilą, czy raczej procesem, który trwał dłużej niż ten jeden test.

Był to dużo dłuższy proces niż jeden dzień testów, niż jeden moment. Będąc dawniej w Formule 1 i wiedząc, jak trudno jest się dostać do F1, jak trudno jest być kierowcą F1 i co trzeba zrobić, aby sprostać wymaganiom, jakie stawiane są kierowcom F1, miałem duży respekt do tego zadania. Tak naprawdę z kroku na krok, powoli - jeszcze nawet przed testami z Renault, gdy powoli wyznaczałem sobie nowe cele - ustawiałem poprzeczkę coraz wyżej. Stawiając kolejne kroki z bardzo realistycznym podejściem, twardo stąpając po ziemi, a nie myśląc, jak to było fajnie.

Tym bardziej, że nie jestem człowiekiem, który by wrócił, nie mając pewności, że przynajmniej nie będzie w stanie spróbować sprostać zadaniu. Szczególnie, że tak jak mówię - bycie tutaj, rywalizacja na najwyższym poziomie w wyścigach samochodowych, przeciwko najlepszym kierowcom na świecie... To naprawdę nie jest takie proste.

Dla wielu jesteś inspiracją. Znajdowałeś się w bardzo trudnej sytuacji, ale pokazałeś, że można się z nią uporać. Co było źródłem twojej motywacji, jak radziłeś sobie ze swoją sytuacją?

Wyglądało to bardzo prosto. Po pierwsze musisz zaakceptować samego siebie. Oczywiście nie jest to łatwe, gdy masz takie limity, jak w moim przypadku. W wielu sytuacjach, w wielu momentach cię ograniczają.

Chodzi o to, co możesz zrobić - o to co robiłeś. Nagle nie możesz już tego zrobić lub musisz to zrobić w inny sposób. Dlatego też bardzo ważne jest poznanie samego siebie. W moim przypadku chodziło o poznanie własnych ograniczeń. Robienie rzeczy, których jesteś w stanie zrobić, ale też próbowanie rzeczy, których na początku nie byłeś w stanie zrobić lub też nie znałeś optymalnej drogi to umożliwiającej. Jest wiele rzeczy, które nadal robię, ale muszę wykonywać je w inny sposób.

Kluczem do tego powrotu, do powrotu do bycia kierowcą, do bycia szczęśliwym lub osobą, która żyje normalnym życiem - ponieważ mówimy tutaj o byciu kierowcą, a tak naprawdę poza torem jestem normalnym człowiekiem, który bardzo często spotyka się z większą liczbą ograniczeń w życiu codziennym, niż akurat kręcąc kierownicą - jest akceptacja samego siebie. To podstawa tego, żeby pracować nad samym sobą i oczekiwać od siebie coraz więcej.

To twój drugi etap kariery w Formule 1…

Tak, jestem drugim Polakiem w Formule 1! O i drugim Polakiem, który zdobył punkt! Mamy dwieście procent skuteczności! Jak na naród jesteśmy w dobrej sytuacji!.

Był jednak taki moment, sezon 2008, w którym miałeś naprawdę realne szanse na to, aby powalczyć z dwoma najsilniejszymi zespołami, z McLarenem i Ferrari. Czy dzisiaj, po jedenastu latach, czujesz pewien żal względem tego, jak wszystko wtedy się potoczyło?

Żal miałem od początku. W pewnym momencie, znając realia i plany zespołu… Można powiedzieć, że wygrywając wyścig w Kanadzie i będąc liderem mistrzostw świata, moja przyszłość i to co się wydarzy było już całkiem jasne. Uważam, że to ten moment był prawdopodobnie najtrudniejszy do przełknięcia.

Po jedenastu latach wydarzyło się - niestety i stety - tyle w moim życiu, że staram się nie zawracać sobie głowy przeszłością. Próbuję żyć teraźniejszością i tak naprawdę to, co wydarzyło się od 2011 roku, nauczyło mnie czerpać radość i koncentrować się na tym co jest teraz, a nie na tym co było lub co będzie.



Znajdujemy się na bardzo wyjątkowym dla Ciebie torze, to Twój domowy wyścig. Masz rzeszę wiernych kibiców, którzy podróżują za Tobą wszędzie, towarzyszą ci w każdym momencie Twojej kariery. Jak odbierasz to wsparcie?

Wsparcie jest niesamowite. Węgry są w cudzysłowie naszym domowym wyścigiem. Jest tutaj najwięcej polskich kibiców, najwięcej polskich flag. To naprawdę bardzo miłe.

Ale tak jak powiedziałeś, są kibice, którzy podróżowali za mną czy też przyjeżdżali na różne wyścigi, na różne rajdy - czy to była F1, czy to testy, czy jakieś pojedyncze starty, zimowe oesy w Monte Carlo czy w Szwecji lub nawet w Walii, gdzie zawsze mieliśmy błoto. Zawsze bardzo miło jest zobaczyć polskie flagi, polskich kibiców. Chciałbym ze swojej strony jakoś im podziękować. Nie słowami, ale także rezultatami. Niestety to na dzień dzisiejszy jest bardzo trudne. Wiem, że nawet styl tego jednego punktu zdobytego Hockenheimringu nie jest taki, jak bym tego chciał. Ale po trudnych chwilach nie należy tracić nadziei. Zawsze przyjdzie ten lepszy dzień.

Jest też jedna inna, ale pozytywna rzecz. Coraz więcej ludzi rozumie sporty motorowe. To coś fajnego, bo gdy zaczynałem starty w Formule 1 był to dość nowy sport dla naszego narodu. Cóż więcej mogę powiedzieć. Wsparcie jest niesamowite. Te wszystkie miłe chwile spędzone z kibicami na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

Dobrym podsumowaniem tej rozmowy jest odpowiedź Roberta na ostatnie z zadanych mu pytań - to o wsparcie młodzieży w rozwoju kariery w sportach motorowych, także finansowe. Ma ono słodko-gorzki wydźwięk: z jednej strony dostrzec można progres, ale z drugiej to samo obojętne podejście, z jakim Kubica spotkał się u progu swej przygody z wyścigami samochodowymi.

Na początku Twojej kariery w sportach motorowych nie cieszyłeś się dużym wsparciem polskich firm. Teraz uległo to zmianie, dysponujesz solidnym wsparciem jednego z największych koncernów. Czy uważasz, że zmiana nastawienia polskich firm do zawodników rywalizujących w sportach motorowych, dokonała się dzięki Tobie?

Nie wiem, czy dzięki mnie, ale na pewno trochę się zmieniło. Może nawet nie należy mówić o sponsorach, ale o tym, co dzieje się na torach kartingowych na świecie czy w Europie. Kiedy ja zaczynałem byłem bardziej egzotykiem niż kimś normalnym. Teraz jest coraz więcej polskich kartingowców, którzy stają w szranki i bardzo dobrze radzą sobie na arenie międzynarodowej. To od nich zależy nasza przyszłość - może nie moja - ale przyszłość polskich sportów motorowych będzie w dużej mierze zależała właśnie od nich.

Oczywiście nie można mieć złudzeń - to droga gałąź sportu, więc bardzo ważne jest wsparcie młodych kierowców. Nadal jesteśmy krajem, który po pierwsze nie rozumie sportów motorowych lub rozumie je w małym stopniu. Wiecie, żeby ludzie się nie obrazili. Cały czas powtarzam, że jestem dosyć szczerym chłopakiem i zawsze mówię to, co myślę. Dlatego też, jeśli ktoś się obraża, to jego strata.

Nie mamy kultury sportów motorowych, którą mają nasi sąsiedzi czy inne kraje Europy. Nie oznacza to wcale jednak, że motorsport nie jest sportem. We wszystkich sportach, aby dojść do wysokiego poziomu, ważny jest każdy detal. Jednym z tych szczegółów jest też naturalnie wsparcie sponsorów.