Sainz żałuje chaosu z końcówki kwalifikacji

Hiszpan uważa, że miał szansę zagrozić Leclercowi w rywalizacji o pole position.
28.05.2218:08
Nataniel Piórkowski
586wyświetlenia
Embed from Getty Images

Carlos Sainz przyznaje, że chaos z ostatnich chwil czasówki był typowym rozwojem wydarzeń na ulicznym torze w Monte Carlo.

Sesja kwalifikacyjna przebiegała nad wyraz sprawnie - jedyna przerwa została zarządzona podczas Q1, gdy jeden z marszali zbyt pochopnie aktywował opcję czerwonych flag po przebiciu opony w bolidzie Yukiego Tsunody.

Do prawdziwego zamieszania doszło dopiero w decydujących chwilach Q3, gdy Sergio Perez obrócił swój bolid w zakręcie przed tunelem, uderzając w bariery. Kilka sekundy później w bolid Red Bulla trafił Sainz, który także utracił kontrolę na kierownicą. Tymczasem w Mirabeau na bandach wylądował Fernando Alonso.

Perez rozbił się tuż przede mną. Znajdowałem się na szybkim okrążeniu i dostrzegłem żółtą flagę dopiero gdy wjeżdżałem w ósmy zakręt. Mocno nacisnąłem hamulec i robiłem wszystko, co tylko mogłem, aby uniknąć trafienia w bolid Red Bulla - opisywał Hiszpan incydent z wirażu Portier.

Wielka szkoda. Kolejny rok i czerwone flagi kosztują nas szansę powalczenia o pole position. Z drugiej strony jest to zupełnie typowa sytuacja dla Monako - dodał.

Sainz podkreśla, że czuł, iż jest w stanie rzucić wyzwanie Leclercowi, który dyktował tempo przez całą czasówkę. Myślę, że tak. Mieliśmy dzisiaj mocne osiągi. Budowałem je stopniowo przed kwalifikacjami. Teraz możemy tylko gdybać, co by się wydarzyło. Fakt jest taki, że czułem się dobrze w moim bolidzie.