Najważniejsze wyścigi Roberta Kubicy w Formule 1 (Część 2)

W kolejnej odsłonie podsumowujemy starty dla Renault, Williamsa oraz Alfy Romeo.
11.02.2314:29
Mateusz Szymkiewicz
1559wyświetlenia
Embed from Getty Images

Druga część podsumowania najważniejszych występów Roberta Kubicy w Formule 1 przybliża słodko-gorzki etap. Sezon 2010 był zupełnie nowym otwarciem z zespołem Renault, natomiast sportowo okazał się najmocniejszą kampanią w karierze kierowcy. Świetne osiągi oraz niespodziewane wyniki w przeciętnym bolidzie zostały nagrodzone umową z Ferrari, która miała wejść w życie od 2012 roku.

Życie jednak pisze swoje scenariusze i wypadek w Ronde di Andora z lutego 2011 roku wymusił na Kubicy aż ośmioletni rozbrat z Formułą 1. Po bardzo długiej walce o powrót do sprawności oraz po dziesiątkach sesji testowych, Robert zdołał ponownie wkroczyć na tory Grand Prix w sezonie 2019.

Zespół Williams, z którym wówczas związał się Polak, był jednak pogrążony w głębokim kryzysie i trudno mówić o jakiejkolwiek satysfakcji czy przede wszystkim radości z wyścigów. Tutaj najbardziej istotny okazał się wymiar ludzki: Kubica zrobił coś, w co mógł wierzyć tylko on. Na nagrodę za włożony wysiłek trzeba było poczekać aż do sezonu 2021...

GP Australii 2010
Embed from Getty Images

Kubica dołączając do Renault otrzymał piąty najszybszy bolid w stawce. Pomimo tego, Polak wielokrotnie był w stanie zrobić różnicę swoim talentem i uzyskiwać wyniki, które normalnie powinny pozostawać w sferze marzeń. Pierwszy z nich miał miejsce podczas drugiej eliminacji sezonu 2010 w Australii. Kubica ruszał do wyścigu na mokrym torze z dziewiątego pola i wkrótce znalazł się już na czwartym miejscu. Robert przytomnie wjechał w pierwszy zakręt po wewnętrznej, unikając zamieszania spowodowanego kontaktem Buttona z Alonso. Wkrótce ogłoszono neutralizację i po jej zakończeniu Kubica przypuścił atak na trzeciego Webbera w Red Bullu. Australijczyk skutecznie się obronił i od tamtej pory koncentracja Polaka musiała spoczywać na piątym Rosbergu w Mercedesie, który znajdował się tuż za jego tylnym skrzydłem.

Kluczowe dla wydarzeń wyścigu w Melbourne było ósme okrążenie, kiedy większość kierowców zdecydowała się zmienić opony przejściowe na slicki. W tym gronie znalazł się Kubica, który mimo, że spadł za Buttona, to przeskoczył Massę oraz Webbera, awansując na trzecie miejsce. Kolejne szczęśliwe zdarzenie dla Kubicy miało miejsce na 25. okrążeniu, kiedy po awarii hamulców z wyścigu odpadł liderujący Vettel. Kierowca Renault przesunął się na drugą lokatę, którą wkrótce w fantastycznym stylu bronił przed Lewisem Hamiltonem. Brytyjczyk zaciekle atakował Polaka w dużo szybszym McLarenie, jednakże nie był w stanie znaleźć sposobu na zyskanie pozycji. Wkrótce Kubica mógł odetchnąć z ulgą. Hamilton został ściągnięty na drugi pit stop, który na późniejszym etapie pogrzebał jego wyścig. Robert dowiózł drugie miejsce do mety, rozpoczynając w świetnym stylu współpracę z nowym zespołem.

GP Monako 2010
Embed from Getty Images

Wspominaliśmy już, że Kubica nadrabiał braki bolidu swoim talentem? W takim razie w kwalifikacjach do Grand Prix Monako możemy stwierdzić, że Polak był szybszy od własnego bolidu. Nie jest tajemnicą, że Robert to specjalista od ulicznych torów, ale w 2010 roku przekroczył oczekiwania wszystkich. Prowadząc samochód Renault, który nawet nie był najszybszy w środku stawki, potrafił jak równy z równym bić się o pole position z kierowcami Red Bulla. Ostatecznie Kubica był drugi, niespełna 0,3 sekundy za Markiem Webberem.

W wyścigu losy rozstrzygnęły się już na pierwszym zakręcie. Dużo lepszy start zaliczył Vettel ustawiony na trzecim polu, który jeszcze przed pierwszym zakrętem wyprzedził Kubicę. Polak całe zmagania spędził na pozycji gwarantującej najniższy stopień podium. Charakterystyka toru w Monako oraz przewaga sprzętowa Red Bulla uniemożliwiła podjęcie walki. Na nic zdały się również trzy neutralizacje w trakcie całego wyścigu. Nikt jednak nie miał złudzeń, kto jest prawdziwym wygranym tego weekendu…

GP Belgii 2010
Embed from Getty Images

Kolejny występ, gdy kierowca okazał się szybszy od własnego bolidu. Kubica podczas kwalifikacji w Belgii walczył w czołówce i po pierwszym przejeździe w Q3 plasował się na drugim miejscu za Webberem. Ostatniego okrążenia nie udało się już zrealizować: R30 prowadzone przez Polaka uległo awarii. Ku zaskoczeniu samego kierowcy, tylko Hamilton zdołał poprawić jego czas i Robert ruszał do wyścigu na Spa z trzeciego pola.

Na starcie w bolidzie Webbera pojawiły się problemy ze sprzęgłem, które zepchnęły go na szóste miejsce. Na czele stawki znalazł się Hamilton przed Kubicą, który na pierwszym okrążeniu musiał odpierać zaciekłe ataki trzeciego Buttona oraz czwartego Vettela. Polak skapitulował dopiero rundę później, kiedy na szczycie zakrętu Raidillion złapał uślizg tylnej osi i ratował się kontrą w rajdowym stylu. Przy niższej prędkości na prostej Kemmel, Robert był bezbronny i stracił drugie miejsce na rzecz Buttona. W tym samym momencie Kubica musiał desperacko bronić się przed Vettelem, którego zepchnął do krawędzi toru i ten znalazł się lewymi kołami na trawie. Wkrótce ogłoszono neutralizację po kolizji Barrichello z Alonso i po jej zakończeniu na czwartym okrążeniu, Kubica zbyt szeroko wszedł w pierwszy zakręt, spadając za Vettela.

Gdy wydawało się, że czwarte miejsce będzie maksimum Kubicy w tym wyścigu, na szesnastym okrążeniu podczas walki o drugą lokatę, Vettel doprowadził do kolizji z Buttonem. Brytyjczyk z uszkodzoną sekcją boczną musiał wycofać się, natomiast Niemiec zjechał do mechaników i otrzymał później karę przejazdu przez aleję serwisową. Kubica wrócił na drugie miejsce i wszystko wskazywało na to, że utrzyma je do samej mety. Niestety na 35. okrążeniu Kubica popełnił błąd w alei serwisowej, kiedy zjeżdżał na założenie deszczowych opon. Polak skupiony na zmianie ustawień na kierownicy, przestrzelił hamowanie na stanowisko serwisowe i ustawił się pod kątem, co kosztowało go cenne sekundy. Wykorzystał to Webber, który awansował na drugą lokatę. Kubica ostatecznie finiszował trzeci. Było to jego ostatnie podium w Formule 1.

GP Singapuru 2010
Embed from Getty Images

Wyścig w Singapurze z 2010 roku tylko utwierdził wszystkich w przekonaniu, że Kubica to specjalista od torów ulicznych. Polak ruszał z ósmego miejsca i do 45. okrążenia jechał na szóstym miejscu. W wyścigu, w którym dało się zrealizować strategię jednego postoju, nieoczekiwanie Robert pojawił się u mechaników po raz drugi na zmianę opon. Jak się okazało, w jego Renault powoli spadało ciśnienie w jednym z kół i zespół wolał dmuchać na zimne.

Kubica wrócił do zmagań na trzynastej pozycji i na świeżym, twardym zestawie rozpoczął swoją szarżę. Polak poganiany przez inżyniera wyprzedzał rywali jeden po drugim, a w pamięci kibiców zapadły przede wszystkim manewry na Pietrowie oraz Sutilu. Rosjanin został wyprzedzony w ciasnej sekcji między dwunastym a trzynastym zakrętem, natomiast Niemca Robert ominął po zewnętrznej siódmego wirażu, wcześniej prowadząc bolid jedną ręką obsługując kanał F. Finalnie Kubica dotarł na metę siódmy. Odrobienie wszystkich strat było już niemożliwe. Szósty Barrichello miał przewagę aż trzydziestu sekund.

GP Japonii 2010
Embed from Getty Images

Wyniku z kwalifikacji na Suzuce absolutnie nikt się nie spodziewał. Robert prowadził bolid z uszkodzoną podłogą, a mimo to wykręcił trzeci wynik, tylko za kierowcami Red Bulla. Kubica wspominając po latach swoje okrążenie przyznał, że tego dnia mógł jechać z gazem w podłodze, a bolid prowadził się jak po sznurku. Z kolei sam przejazd był na tyle ekstremalny, że Robert w strefie wywiadów potrzebował kilku minut na dojście do siebie. Ówczesny główny inżynier Renault - Alan Permane, wspominając czasówkę z Japonii 2010 potwierdził, że Robert opuścił kokpit R30 całkowicie blady.

Wyścig na legendarnym torze rozpoczął się perfekcyjnie. Kubica wykorzystał kolejny słaby start Webbera i awansował na drugie miejsce. Wkrótce wyjechał samochód bezpieczeństwa po dwóch różnych kolizjach i niewykluczone, że uratował on Roberta przed poważnym incydentem. Mechanicy Renault popełnili błąd w trakcie przykręcania kół do bolidu. Na trzecim okrążeniu w trakcie neutralizacji z jego samochodu odpadła prawa tylna opona. Wszystko wydarzyło się przy niskiej prędkości i Polak natychmiast wycofał się z wyścigu, tracąc szansę na kolejny fantastyczny w tym sezonie wynik.

GP Abu Zabi 2010
Embed from Getty Images

Wyścig bez większej historii. Kubica ruszył do niego z jedenastego pola, a na mecie pojawił się na piątym miejscu. Polak między innymi wykorzystał złą strategię Ferrari oraz Red Bulla, którzy bardzo wcześnie ściągnęli do alei serwisowej Alonso i Webbera. Na szóstym miejscu był partner z zespołu Roberta - Witalij Pietrow, który spędził niemal całe zmagania na obronie przed Alonso, pozbawiając go szans na trzeci tytuł mistrza świata.

Skoro wyścig bez większej historii dla Roberta, to dlaczego o nim wspominamy? Na długie lata Grand Prix Abu Zabi 2010 pozostawało ostatnim występem Kubicy w Formule 1. Absolutnie nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, co wydarzy się w kolejnych miesiącach.

Renault szykowało model R31 z czołowo skierowanym wydechem, a kluczową postacią w rozwoju potencjalnie zwycięskiej konstrukcji miał być Robert. Z kolei on sam dysponował już gotowym porozumieniem z Ferrari na starty od sezonu 2012... Jak zupełnie inaczej mogła potoczyć się ta kariera.

GP Australii 2019
Embed from Getty Images

Wypadek w rajdzie Ronde di Andora z lutego 2011 roku wykluczył Roberta ze startów w Formule 1 na osiem lat. Oficjalnie jego powrót nastąpił 17 marca 2019 roku, po 3045 dniach przerwy. Okoliczności były jednak katastrofalne. Polak związał się z zespołem Williamsa pogrążonym w kryzysie sportowym oraz organizacyjnym. Zespół stracił prawie trzy dni zimowych testów nie mając gotowego bolidu. Z kolei kiedy wyjechał on na tor, okazał się najwolniejszy w stawce, z gigantyczną stratą do najbliższego rywala w środku stawki.

Grand Prix Australii rozpoczęło się fatalnie. Kubica na jednym z pierwszych przejazdów w piątkowym treningu uszkodził podłogę samym najechaniem na krawężnik. Williams nie posiadał wówczas zapasowego elementu i Robert był zmuszony korzystać z niego w jeszcze kilku kolejnych weekendach. Co gorsza modelu FW42 właściwie nie dało się prowadzić. Bolid zareagował dopiero na ostatnim przejeździe w Q1, w którym Robert niestety uderzył prawym tylnym kołem w betonowy mur.

Do pierwszego wyścigu od ponad ośmiu lat Kubica ruszał z ostatniego, dwudziestego miejsca. Z kolei na polach startowych Polak nie widział czerwonych świateł, które zasłaniały wyższe od tego roku tylne skrzydła. Po starcie pech trwał w najlepsze. W sekcji pierwszych zakrętów osiemnasty Gasly złapał uślizg tylnej osi i uderzył kołem w przednie skrzydło Kubicy, całkowicie odrywając je z jego bolidu. Robert zjechał do mechaników na zmianę i otrzymał zużyty egzemplarz z zimowych testów. Notowane na nim czasy były fatalne, w dodatku Kubica wrócił z okrążeniem straty. Liczne dublowania nie ułatwiały mu zadania, choć na pewnym etapie Polak prezentował dużą regularność. Finalnie dojechał do mety ostatni, na siedemnastej pozycji. W tym momencie to było jednak najmniej ważne. Kubica wrócił do Formuły 1. Dokonał czegoś, co miało pozostać tylko w sferze marzeń.

GP Monako 2019
Embed from Getty Images

Miał nie wrócić do Formuły 1. Wrócił. Przez ograniczenia prawej ręki miał nie poradzić sobie w Monako. Poradził sobie. Ba, Kubica zaliczył tam nawet jeden z lepszych wyścigów w całym sezonie. W kwalifikacjach dominację kontynuował partner z Williamsa - George Russell. Dla Brytyjczyka było już 6:0, ruszał dziewiętnasty tylko przed Kubicą. Na starcie to jednak Polak był górą, przebijając się na osiemnastą lokatę przed George'a oraz Giovinazziego. Niewiele brakowało, a w nawrocie Robert ominąłby również Raikkonena, jednak wolał nie podejmować zbędnego ryzyka.

W trakcie wyścigu Kubica prezentował naprawdę mocne tempo, za kierownicą fatalnego FW42 był w stanie zrobić różnicę i wmieszać się w walkę w środku stawki. Zawiodła jednak ekipa. Na jedenastym okrążeniu wyjechał samochód bezpieczeństwa i Williams postanowił zatrzymać Roberta na torze. Mimo awansu na piętnaste miejsce, Polak był już na straconej pozycji ze względu na postoje rywali za plecami, w tym partnera z zespołu. Po wyścigu Robert miał bardzo duże pretensje o to do zespołu, ponieważ to kierowca z przodu zazwyczaj jest traktowany priorytetowo. Skąd taka decyzja? Szanse na opady deszczu wynosiły 90 procent i Williams liczył na ściągnięcie Kubicy dopiero wtedy, kiedy konieczne byłoby założenie przejściówek. Finalnie do opadów nie doszło, a na szesnastym okrążeniu cały wysiłek zniweczył Giovinazzi.

Włoch krótko po restarcie przypuścił atak na Kubicę w zakręcie Rascasse, uderzając w jego tylne prawe koło. Polak obrócił się i zablokował tor, a jego próbę powrotu do jazdy wykorzystali rywale, omijając go. Ostatecznie Polak pojawił się na mecie na osiemnastym miejscu, tylko przed Giovinazzim ukaranym za spowodowanie kolizji.

GP Niemiec 2019
Embed from Getty Images

Katastrofalny sezon trwał w najlepsze. Williams był czerwoną latarnią Formuły 1, a debiut obiecanego pierwszego pakietu poprawek do bolidu był co chwilę odraczany. Finalnie nowe deflektory, podłoga oraz elementy tylnego skrzydła zadebiutowały w Niemczech, choć nie bez problemów. Robert zwrócił uwagę, że w trakcie treningów nowe części po prostu odpadały od bolidu.

Czy sytuacja nawet odrobinę uległa poprawie? Absolutnie. Dwudziesty wynik w kwalifikacjach należał do Roberta, tylko 0,1 sekundy za Russellem. Z kolei Brytyjczyk stracił do kolejnego Albona 1,3 sekundy.

Wyścig o Grand Prix Niemiec rozpoczął się na mokrym torze. O wypadek było nietrudno. Poza torem wylądowali Leclerc, Hamilton czy Hulkenberg. Robert poza niegroźną sytuacją w ostatnim zakręcie jechał niemal bezbłędnie. W końcówce drobną wizytę poza torem zaliczył Russell. Dla Brytyjczyka była ona jednak brzemienna w skutkach. Spadł on za Kubicę, który pojawił się na mecie na dwunastej pozycji, najlepszej w całym sezonie. To nie był jednak koniec dobrych wiadomości dla Polaka oraz Williamsa. Kierowcy Alfy Romeo - Raikkonen oraz Giovinazzi, którzy finiszowali na siódmej i ósmej pozycji, otrzymali kary doliczenia 30 sekund za nieprzepisowe ustawienia sprzęgła na starcie. Kubica tym samym przesunął się na dziesiąte miejsce, premiowane jednym punktem. Dla Polaka była to pierwsza i jedyna zdobycz w całym sezonie. Ustanowił on również rekord najdłuższej przerwy pomiędzy ostatnim finiszem w punktach. Wynosi ona 8 lat, 8 miesięcy i 14 dni.

GP Holandii 2021
Embed from Getty Images

Cytując klasyka, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że ostatnim wyścigiem Roberta Kubicy w Formule 1 pozostanie Grand Prix Abu Zabi 2019. Polak z końcem sezonu rozstał się z Williamsem nie widząc sensu dalszej współpracy z zespołem będącym w tak głębokim kryzysie. Kierowca wypadł tym samym ze stawki, lecz w kolejnych trzech latach utrzymał się w serii Grand Prix jako rezerwowy zawodnik Alfy Romeo.

Stajnia z Hinwil, która przed laty rywalizowała jako BMW Sauber, powierzała Kubicy swoje bolidy podczas piątkowych treningów. Gdy wydawało się, że współpraca nie wyjdzie poza pojedyncze występy, niespodziewanie na dwie eliminacje wypadł etatowy kierowca zespołu - Kimi Raikkonen. Mistrz świata w sobotni poranek podczas Grand Prix Holandii 2021 uzyskał pozytywny wynik testu na koronawirusa, który uniemożliwił mu przyjazd na tor Zandvoort. Natychmiastowo na następcę Fina został wyznaczony Robert Kubica.

Polak mając na przygotowania zaledwie jeden trening, w kwalifikacjach uzyskał osiemnasty wynik jedynie przed duetem Haasa. Zupełnie inną historią był wyścig, w którym Kubica wielokrotnie był bohaterem transmisji dzięki zaciekłym pojedynkom z Sebastianem Vettelem, czy manewrowi wyprzedzania na ostatnim okrążeniu, który zagwarantował mu awans przed Nicholasa Latifiego. Robert przekroczył linię mety jako piętnasty, tuż za partnerem Antonio Giovinazzim.

Jednokrotny zwycięzca podczas kolejnego powrotu pokazał się z naprawdę solidnej strony, mając mocne i równe tempo wyścigowe. W przekazie radiowym na zjazdowym okrążeniu Kubica pozwolił sobie nawet na szpileczkę w stronę Williamsa, dziękując Alfie Romeo za pierwszy od samochód od 2010 roku, którym mógł o coś powalczyć.

Kolejna i jak się okazało ostatnia szansa na występ w Formule 1 miała miejsce tydzień później. Kubica znów zastępował Raikkonena, tym razem podczas Grand Prix Włoch na torze Monza. Weekend na Świątyni Prędkości pozostał jednak bez większej historii. W sprincie decydującym o ustawieniu na starcie Polak został wyrzucony poza tor przez Yukiego Tsunodę i wywalczył osiemnasty rezultat, który w wyścigu zamienił na czternastą lokatę. Co warto podkreślić, Robert w końcówce przepuścił Giovinazziego na polecenie Alfy Romeo, która uznała, iż trzynaste miejsce może odegrać rolę w sytuacji Włocha w tabeli.

Tym samym licznik Roberta Kubicy w Formule 1 zatrzymał się na 99. startach. Kolejne okazje do zobaczenia go w bolidzie miały miejsce w sezonie 2022, kiedy to wystąpił w czterech piątkowych treningach na torach Catalunya, Paul Ricard, Hungaroring oraz Yas Marina.