Horner: Zespoły chcą odroczenia nowych przepisów na 2023 rok

Szef Red Bull Racing uważa, że ekipy zawarły już w tej kwestii "rozsądne porozumienie".
01.04.2017:24
Maciej Wróbel
1734wyświetlenia
Embed from Getty Images

Christian Horner przyznał, że zespoły szukają sposobu na odroczenie nowych przepisów na rok 2023.

Nowe regulacje techniczne, obejmujące m.in. znaczące zmiany w wyglądzie bolidów, pierwotnie miały wejść w życie w sezonie 2021. Postępująca pandemia koronawirusa pokrzyżowała jednak te plany - osiem wyścigów sezonu 2020 zostało już odroczonych bądź odwołanych, co spowoduje znaczny spadek wpływów z nagród finansowych dla zespołów.

W związku z tym niedawno F1 doszła z ekipami do porozumienia, na mocy którego nowe przepisy zaczną obowiązywać dopiero od sezonu 2022. Zabroniony został także rozwój samochodów nowej generacji do końca roku 2020. Ma to pomóc w znaczącym ograniczeniu kosztów w związku z trwającym kryzysem.

Teraz jednak okazuje się, że nowe przepisy mogą wejść w życie jeszcze później. Szef Red Bull Racing, Christian Horner, uważa, że zespoły F1 zawarły rozsądne porozumienie, w wyniku którego rewolucja techniczna miałaby nadejść dopiero w roku 2023.

Obecnie rozmawiamy na temat odroczenia nowych regulacji o kolejny rok, ponieważ moim zdaniem całkowicie nieodpowiedzialne byłoby dopuścić do tego, by w 2021 spadł na nas cały ciężar kosztów na rozwój - przyznał 46-latek w rozmowie z BBC Sport. Wydaje się, że osiągnęliśmy rozsądne porozumienie, na mocy którego nowe przepisy zostałyby przesunięte na rok 2023. Potrzebuje ono jednak zatwierdzenia ze strony FIA.

Najważniejsza w tej chwili jest stabilizacja. Należy pamiętać, że za każdym razem, kiedy wprowadza się zmiany, generowane są koszty. Ustabilizowanie wydatków i zamrożenie rozwoju samochodu w możliwie jak największej ilości obszarów to najbardziej odpowiedzialny sposób na ograniczenie strat.

Formuła 1 jest także gotowa wprowadzić od roku 2021 limity budżetowe na poziomie 175 milionów dolarów na sezon. Miałoby to pomóc w zniwelowaniu różnic między zespołami i zapewnienie tym sposobem bardziej wyrównanego widowiska.

Choć Christian Horner przyznaje, że na ten temat toczyła się pozytywna i owocna dyskusja, dodał, iż w zaistniałej sytuacji limity te nie mają dla niego wielkiego znaczenia. To tylko górna granica. W tej chwili to sprawa drugorzędna. Najważniejsze jest ograniczenie kosztów ścigania. Załóżmy, że zamrożony został rozwój 60 procent samochodu na następne osiemnaście miesięcy. Będzie to miało ogromny wpływ na redukcję kosztów operacyjnych każdego zespołu. Nieważne, czy będzie to Red Bull czy Williams - zakończył Brytyjczyk.