Schumacher dementuje spekulacje o zagrożonej posadzie w Haasie

Ferrari rzekomo miało uchronić Niemca przed zwolnieniem z zespołu jeszcze w tym sezonie.
17.06.2210:08
Mateusz Szymkiewicz
590wyświetlenia
Embed from Getty Images

Mick Schumacher zdementował spekulacje, jakoby jego miejsce w Haasie znalazło się pod dużym znakiem zapytania.

Niemiec przechodzi przez skomplikowane mistrzostwa, w których po ośmiu eliminacjach wciąż czeka na pierwsze punkty w karierze. Tymczasem jego partner - Kevin Magnussen, zajmuje dwunaste miejsce w tabeli z dorobkiem piętnastu oczek.

Szczególnie duża krytyka spada jednak na Schumachera za incydenty na torze, po których Haas musi odbudowywać jego samochód od zera. Jak ujawnił Gunther Steiner, nadprogramowa produkcja części zamiennych opóźnia rozwój bolidu VF-22.

Według spekulacji z ostatnich tygodni, amerykański zespół miał być zdecydowany na zwolnienie 23-latka jeszcze w tym sezonie. Kierowca miał się uchować tylko dzięki wstawiennictwu Ferrari, które dostarcza Haasowi jednostki napędowe i prowadzi karierę Niemca poprzez Akademię.

Nie powinniście wierzyć we wszystkie plotki. To jedna z pierwszych wskazówek, które otrzymałem od ojca. Powiedział, bym nie czytał wiadomości i wziąłem to sobie do serca - oznajmił Mick Schumacher na torze w Montrealu. Nie wątpię w swoje umiejętności. Wierzę, że ten rok nadal będzie udany. Po prostu mieliśmy trochę pecha. Kiedy wróci szczęście, sytuacja powinna wyglądać zupełnie inaczej.

Wiem, że dysponuję pełnym wsparciem zespołu. W takich sytuacjach jesteśmy coraz bliżej siebie. Zawsze czułem, że Gunther [Steiner] stoi za mną murem. Naciska na mnie w każdej chwili. To jest coś, czego powinno oczekiwać się od szefa zespołu.

Steiner zapytany o ostatnie oskarżenia, jakoby wywierał zbyt dużą presję na Schumacherze, odpowiedział: Osoba, która musi mierzyć się z presją stoi przed wami. W pewnym sensie nawet odpowiada mi ta sytuacja. Musiałem nauczyć się radzić sobie z tym. Uważam, że udało się. Dlaczego miałbym nie wspierać Micka? Jest częścią zespołu. Zależy nam, by odnosił sukcesy, a tymczasem media twierdzą, że nie rozmawiamy ze sobą. Śmiejemy się z tego. Najwyraźniej wszyscy wiedzą lepiej od nas.

To nie jest dla niego łatwa sytuacja. Po poważnym wypadku w Monako przyszła kolej na Baku i Montreal. Najlepsze co może zrobić, to unikać kolejnych incydentów. Wkrótce wrócimy na normalne tory, które zaoferują nieco więcej miejsca i umożliwią nam ponowne szukanie limitów.