Hamilton podbudowany ostatnimi występami

41-latek przyznaje, że duża w tym zasługa Frederica Vasseura.
09.06.2618:41
Maciej Wróbel
91wyświetlenia
Embed from Getty Images

Lewis Hamilton nie krył zachwytu ostatnimi postępami Ferrari i przyznał po Grand Prix Monako, że nie dało się być bliżej zwycięstwa.

Siedmiokrotny mistrz świata dołączył do Ferrari na początku ubiegłego roku po przeszło dekadzie spędzonej w barwach Mercedesa. Pierwszy rok Hamiltona w czerwonym bolidzie okazał się jednak sporym rozczarowaniem - Brytyjczyk po raz pierwszy bowiem w karierze ani razu przez cały sezon nie stanął na podium, zaś w klasyfikacji generalnej przegrał z zespołowym partnerem, Charlesem Leclerkiem, różnicą aż 86 punktów.

Na pewnym etapie zmagań Hamilton był tak przygnębiony, że wezwał nawet zespół do wymiany kierowcy. Nowe regulacje, które weszły w życie w tym sezonie, stworzyły jednak dobrą szansę dla Brytyjczyka na powrót do formy. To była też dla niego pierwsza okazja, aby dostosować samochód do własnych upodobań. Hamilton nie był bowiem wcześniej zaangażowany w rozwój modelu na sezon 2025.

Zmiany wprowadzone po stronie garażu Brytyjczyka, wliczając w to niedawną zmianę inżyniera wyścigowego - miejsce Riccardo Adamiego od Grand Prix Miami zajął Cedric Michel-Grosjean - zaowocowały najlepszą jak dotąd serią Hamiltona w barwach Scuderii. W ostatnich dwóch wyścigach, w Kanadzie i Monako, 41-latek zajmował drugie miejsce.

Bliżej już być nie może - powiedział Hamilton wkrótce po zakończeniu GP Monako. Nie wierzę, że jestem już drugi w mistrzostwach. Jestem naprawdę szczęśliwy i wdzięczny. Nie mógłbym tego dokonać bez tego zespołu, bez naszej obecnej niezawodności, jak również bez Freda.

Fred bardzo mocno mnie wspierał. Ostatni rok był ciężki dla nas obu, a ja błagałem zespół o pewne zmiany, a on o to zadbał. Teraz widzimy tego owoce - wreszcie mogę dowozić rezultaty. Ten sezon dopiero się rozkręca, więc musimy dalej gonić. Powiedziałbym nawet, że łatwiej jest gonić, niż się bronić.

Mamy niesamowity zespół - będziemy dalej naciskać i gonić, a ja nie mam wątpliwości, że na pewnym etapie znajdziemy się na szczycie.

Lewis Hamilton na swoje kolejne zwycięstwo czeka już od Grand Prix Belgii 2024. By jednak tego dokonać, Brytyjczyk musi wygrać ze swoim byłym zespołem i kierowcą, który zajął tam jego miejsce, a więc Andreą Kimim Antonellim. Młody Włoch zwyciężając w Monako odniósł swoje piąte z rzędu zwycięstwo, czym wyrównał najlepsze osiągnięcie Hamiltona - najdłuższa seria zwycięstw w karierze siedmiokrotnego mistrza świata wynosi właśnie pięć wyścigów.

Mercedes od jakiegoś czasu jest zdecydowanie przed wsyzstkimi i nie byliśmy w stanie im dorównać - przyznał Hamilton w rozmowie ze Sky Sports. Niestety dla nas, Kimi wykonał w ten weekend fenomenalną robotę, ale jestem wdzięczny, że mogę go oglądać w takich momentach i być tutaj.

Bardzo również dziękuję mojemu zespołowi, ponieważ po tak fatalnym zeszłym roku w końcu jestem w sytuacji, w której na nowo pojawia się we mnie ta pasja i wiara, którą miałem, gdy tu dołączałem. Po tak dużym kryzysie, jaki mieliśmy w zeszłym roku, powrót do formy to dla mnie wielka przyjemność. Wspaniale jest widzieć w nich waleczność. Wykonują fantastyczną robotę, ale przed nami mnóstwo pracy, żeby zniwelować tę stratę.