Vettel: Po wypadku Huberta zakwestionowałem dalszy sens startów

"Po weekendzie zupełnie inaczej postrzegałem ten sport, zrozumiałem to na emeryturze".
24.06.2619:21
Mateusz Szymkiewicz
82wyświetlenia
Embed from Getty Images

Sebastian Vettel przyznał, że śmiertelny wypadek Antoine'a Huberta z Grand Prix Belgii 2019 zniechęcił go do dalszych startów w wyścigach samochodowych.

Francuz zginął w incydencie tuż po starcie wyścigu Formuły 2 na Spa-Francorchamps. Ówczesny junior Renault utracił kontrolę nad bolidem w Raidillon, po czym uderzył w barierę z opon i odbił się od niej w kierunku toru. Wrak bolidu Huberta ustawiony bokiem do szybkiej linii jazdy odebrał jakąkolwiek szansę na reakcję Juanowi Manuelowi Correi, który z pełną prędkością uderzył w samochód rywala.

Hubert w wyniku odniesionych obrażeń poniósł śmierć, a niemal naocznymi świadkami wypadku byli kierowcy Formuły 1, przebywający w tym czasie w strefie wywiadów z dostępem do przekazu telewizyjnego. Jak ujawnił po latach czterokrotny mistrz świata - Sebastian Vettel, incydent młodego Francuza zmienił jego nastawienie do ryzyka, jakie wiąże się z rywalizacją w wyścigach samochodowych.

Były momenty, kiedy traciłem kontrolę nad bolidem, ponieważ coś uległo awarii lub po prostu jechałem zbyt szybko - powiedział Niemiec w rozmowie z New York Times. Miałem kilka wypadków w swojej karierze. Nawet jeżeli dochodzi do nich szybko, uczestnicząc w nich masz wrażenie, że czas zwalnia. Zaczynasz zdawać sobie sprawę z konsekwencji, jakie niesie ze sobą jazda z wysokimi prędkościami. Brutalne siły podczas incydentu przypominają ci jaka jest stawka. Mimo to ścigałem się dalej.

Po dwóch dekadach poświęconych na rywalizację był jeden moment, w którym naprawdę zastanawiałem się, czy chcę wrócić do kokpitu. Było to podczas Grand Prix Belgii w sierpniu 2019 roku, kiedy to młody kierowca Antoine Hubert stracił życie w wieku 22 lat. Miałem kilka incydentów, ale na szczęście nie były poważne. Widziałem też wypadki innych. Mimo to w tej sytuacji życie stracił młody facet, na którego czekało jeszcze mnóstwo rzeczy. To wszystko dobiegło końca niemal na naszych oczach.

Zadzwoniłem wtedy do mojej żony Hanny i powiedziałem jej, że nie chcę się ścigać następnego dnia. Tej nocy spałem naprawdę źle, ale mimo to podjąłem decyzję, że pojadę w wyścigu. Po weekendzie zupełnie inaczej postrzegałem ten sport, zrozumiałem to będąc już na emeryturze. Nigdy nie bałem się prędkości, ale teraz już jej nie czuję, tylko ją obserwuję. Zacząłem odczuwać odpowiedzialność, która nigdy na mnie nie ciążyła.