Verstappen: To była perfekcyjna niedziela

Balans bolidu, który w sobotę przysporzył kłopotów, idealnie pasował do warunków wyścigowych.
23.07.2319:56
Nataniel Piórkowski
502wyświetlenia
Embed from Getty Images

Max Verstappen sądzi, że problemy z balansem, jakich doświadczył w trakcie kwalifikacji do GP Węgier zaowocowały znacznie lepszym tempem na dłuższych przejazdach.

Po tym, jak Holender minimalnie przegrał walkę o pole position z Lewisem Hamiltonem, sugerował, że nie czuł się pewnie za kierownicą.

W niedzielę dwukrotny mistrz świata nie miał sobie równych i wywalczył pewne zwycięstwo w wyścigu, pokonując najbliższego konkurenta - Lando Norrisa, różnicą blisko 34 sekund.

Verstappen dał do zrozumienia, że trudności w znalezieniu odpowiedniego balansu na kwalifikacje, doprowadziły do stworzenia lepszych ustawień bazowych w perspektywie dłuższych przejazdów. Zaznaczył przy tym, iż nie było to celowe działanie Red Bulla.

Próbowaliśmy kilku różnych rzeczy w zakresie ustawień, które prawdopodobnie dzisiaj spisały się całkiem nieźle. Wiecie, przez cały weekend kombinowaliśmy ze wszystkim, a nasze tempo na pojedynczym okrążeniu pozostawało dalekie od ideału.

W trakcie wyścigu panują zupełnie inne warunki. Wszystko ma czas, aby odpowiednio się nagrzać i po prostu pracuje dłużej. Aby tak się działo, potrzebny jest zupełnie inny balans niż na kwalifikacje.

Wczoraj miałem spore problemy z podsterownością. Dzisiaj było cieplej, zarówno temperatura powietrza jak i toru były wyższe. Prawdopodobnie to mi pomogło. Dzisiaj nie narzekałem już na balans.

To był jeden z tych dni, gdy wszystko grało idealnie. Mogliśmy założyć którąkolwiek z mieszanek a bolid pracowałby doskonale. Równie dobrze moglibyśmy pokonać ostatni stint na miękkich oponach. Nie mielibyśmy z tym większego problemu.

Kluczowym momentem z perspektywy Verstappena był start wyścigu. Holender zaliczył idealne wyjście spod świateł i w pierwszym zakręcie wyprzedził ruszającego do walki z pole position Hamiltona.

To był naprawdę perfekcyjny dzień. Zaczął się od mocnego startu, po którym mogłem skupić się na zarządzaniu ogumieniem. Podczas każdego przejazdu powiększaliśmy prowadzenie a bolid miło się prowadził.

Gdy tylko puściłem sprzęgło, bolid ruszył do przodu. Nie było jak na Silverstone, gdzie zostałem w miejscu z obracającymi się kołami. Dojazd do pierwszego zakrętu był w porządku, skierowałem się ku wewnętrznej stronie i wiedziałem, że to ja będę dyktował warunki. Zrobiłem swoje także w kolejnym wirażu a później mogłem już powoli budować przewagę.