De la Rosa: Nie ma innej drogi niż wspólna praca
Nieobecność Newey'a w Chinach podsyciła spekulacje dotyczące jego przyszłości.
19.03.2616:01
101wyświetlenia
Embed from Getty Images
Były kierowca F1, a obecnie ambasador Astona Martina, Pedro de la Rosa, tonuje nastroje wokół zespołu i zapewnia, że stajnia z Silverstone nieustannie współpracuje z Hondą, aby przezwyciężyć obecne problemy.
Sytuacja w Astonie Martinie pozostaje niezmiennie napięta od początku roku 2026. Słaby początek sezonu z silnikami Hondy, problemy z osiągami i brak Adriana Newey'a w Szanghaju tylko podkręciły spekulacje wokół zespołu. Nieobecność jednego z najważniejszych ludzi w strukturze zespołu od razu wywołała pytania o jego rolę.
Tym bardziej, że Newey łączy funkcję głównego projektanta i szefa zespołu, co w F1 jest ewenementem. W padoku zaczęły pojawiać się plotki, że Lawrence Stroll może ograniczyć jego obowiązki związane z codziennym zarządzaniem. Zespół jednak tonuje nastroje i przekonuje, że wszystko przebiega zgodnie z planem.
Podobne stanowisko prezentuje sam zespół, który podkreśla, że Newey będzie dzielił czas między wyścigi a pracę w fabryce w Silverstone, gdzie odpowiada za rozwój techniczny. Mimo tych zapewnień spekulacje nie ustają.
W mediach zaczęły pojawiać się nazwiska potencjalnych następców, m.in. Andreasa Seidla. Tło całej sytuacji jest jednak jasne: fatalny początek współpracy z Hondą. Jednostka napędowa wyraźnie odstaje od konkurencji i jest głównym źródłem problemów zespołu.
Pojawiają się też sygnały o napięciach między Aston Martinem a japońskim producentem, ale Pedro de la Rosa stanowczo temu zaprzecza.
Kryzys odbija się również na Fernando Alonso, który w Chinach zmagał się nie tylko z brakiem tempa, ale też fizycznymi skutkami wibracji samochodu.
Na tę chwilę jednak przyszłość Alonso pozostaje niepewna.
Były kierowca F1, a obecnie ambasador Astona Martina, Pedro de la Rosa, tonuje nastroje wokół zespołu i zapewnia, że stajnia z Silverstone nieustannie współpracuje z Hondą, aby przezwyciężyć obecne problemy.
Sytuacja w Astonie Martinie pozostaje niezmiennie napięta od początku roku 2026. Słaby początek sezonu z silnikami Hondy, problemy z osiągami i brak Adriana Newey'a w Szanghaju tylko podkręciły spekulacje wokół zespołu. Nieobecność jednego z najważniejszych ludzi w strukturze zespołu od razu wywołała pytania o jego rolę.
Tym bardziej, że Newey łączy funkcję głównego projektanta i szefa zespołu, co w F1 jest ewenementem. W padoku zaczęły pojawiać się plotki, że Lawrence Stroll może ograniczyć jego obowiązki związane z codziennym zarządzaniem. Zespół jednak tonuje nastroje i przekonuje, że wszystko przebiega zgodnie z planem.
Mieliśmy jasno określony plan, kiedy Adrian ma być na torze, a kiedy nie- tłumaczy Mike Krack, pełniący obecnie funkcję dyrektora operacyjnego.
Od początku było wiadomo, że nie pojawi się na każdym wyścigu w tym sezonie. Dzięki dzisiejszym możliwościom komunikacji nie ma znaczenia, gdzie ktoś się znajduje. On i tak kontroluje sytuację.
Podobne stanowisko prezentuje sam zespół, który podkreśla, że Newey będzie dzielił czas między wyścigi a pracę w fabryce w Silverstone, gdzie odpowiada za rozwój techniczny. Mimo tych zapewnień spekulacje nie ustają.
W mediach zaczęły pojawiać się nazwiska potencjalnych następców, m.in. Andreasa Seidla. Tło całej sytuacji jest jednak jasne: fatalny początek współpracy z Hondą. Jednostka napędowa wyraźnie odstaje od konkurencji i jest głównym źródłem problemów zespołu.
Pojawiają się też sygnały o napięciach między Aston Martinem a japońskim producentem, ale Pedro de la Rosa stanowczo temu zaprzecza.
Jesteśmy w tym razem z Hondą i razem z tego wyjdziemy- podkreślił.
Nie ma innej drogi niż dalsza wspólna praca.
Kryzys odbija się również na Fernando Alonso, który w Chinach zmagał się nie tylko z brakiem tempa, ale też fizycznymi skutkami wibracji samochodu.
W sporcie sprawiedliwość zawsze przychodzi. Dla Fernando sprawiedliwością byłoby zakończyć karierę zwycięstwem - czy to w wyścigu, czy w mistrzostwach - i odejść jako wielki mistrz- kontynuuje de la Rosa.
Na tę chwilę jednak przyszłość Alonso pozostaje niepewna.
Nie wiemy, czy to jego ostatni sezon. Myślę, że on sam też tego nie wie. Musimy dać mu konkurencyjny samochód. Zostało jeszcze dwadzieścia wyścigów. Musimy wierzyć, bo sezon jest długi i wszystko może się jeszcze odwrócić- dodał były kierowca F1.