FIA podjęła decyzję w sprawie procedury startowej na 2027 rok
Nikolas Tombazis uważa, iż pięciosekundowe opóźnienie procedury zdało egzamin.
19.08.2616:30
89wyświetlenia
Embed from Getty Images
Problemy ze startami pojawiły się już podczas zimowych testów w Bahrajnie. Kilka zespołów miało trudności z odpowiednim przygotowaniem jednostek napędowych, co szybko doprowadziło do dyskusji na temat zmian w procedurze startowej. Wiele ekip domagało się dodatkowego czasu na rozpędzenie turbosprężarki i uzyskanie odpowiednich obrotów przed zgaszeniem świateł. Przeciwne takiemu rozwiązaniu było Ferrari, którego mniejsza turbosprężarka zapewniała zespołowi przewagę podczas ruszania.
Ostatecznie wypracowano kompromis w postaci tzw. procedury pre-start. Gdy po okrążeniu formującym wszystkie samochody zajmują już swoje pola, na starcie pojawia się dodatkowe pięciosekundowe ostrzeżenie sygnalizowane migającymi niebieskimi światłami. Fred Vasseur zaznaczał po wprowadzeniu rozwiązania, że jest to maksimum, na jakie Ferrari zamierza się zgodzić.
Dyrektor FIA ds. bolidów jednomiejscowych podkreślił, że obecnie rozwiązanie nie jest już bezpośrednio związane z bezpieczeństwem.
Tombazis odnosił się do rozwiązania opracowanego przez FIA po niebezpiecznym zdarzeniu podczas inaugurującego sezon Grand Prix Australii. Liam Lawson ruszył wówczas ze swojego pola wyjątkowo wolno, a jadący za nim Franco Colapinto zdołał uniknąć kolizji w ostatniej chwili. Federacja rozpoczęła następnie prace nad systemem awaryjnym, który ma ograniczyć ryzyko powtórzenia podobnej sytuacji.
Rozwiązanie określane jako low power start detection wykrywa sytuację, w której samochód po zwolnieniu sprzęgła przyspiesza zdecydowanie wolniej, niż powinien. W takim przypadku automatycznie uruchamiane jest dostarczanie energii przez MGU-K, aby zagwarantować minimalny poziom przyspieszenia i umożliwić kierowcy bezpieczne opuszczenie pola startowego.
FIA podkreśla przy tym, że system nie może zostać wykorzystany do poprawienia jakości startu. Jego zadaniem jest wyłącznie zapobieganie niebezpiecznym sytuacjom. Jak wcześniej tłumaczył Tombazis, może on zmienić katastrofalny start w jedynie słaby, ale nie pozwoli zamienić słabego ruszenia w konkurencyjne.
Wprowadzenie tego zabezpieczenia rozwiązało najpoważniejszy problem związany z bezpieczeństwem. FIA nie widzi jednak powodu, aby równocześnie rezygnować z pięciosekundowej procedury przedstartowej, dlatego wszystko wskazuje na to, że pozostanie ona częścią Formuły 1 również w 2027 roku.
Problemy ze startami pojawiły się już podczas zimowych testów w Bahrajnie. Kilka zespołów miało trudności z odpowiednim przygotowaniem jednostek napędowych, co szybko doprowadziło do dyskusji na temat zmian w procedurze startowej. Wiele ekip domagało się dodatkowego czasu na rozpędzenie turbosprężarki i uzyskanie odpowiednich obrotów przed zgaszeniem świateł. Przeciwne takiemu rozwiązaniu było Ferrari, którego mniejsza turbosprężarka zapewniała zespołowi przewagę podczas ruszania.
Ostatecznie wypracowano kompromis w postaci tzw. procedury pre-start. Gdy po okrążeniu formującym wszystkie samochody zajmują już swoje pola, na starcie pojawia się dodatkowe pięciosekundowe ostrzeżenie sygnalizowane migającymi niebieskimi światłami. Fred Vasseur zaznaczał po wprowadzeniu rozwiązania, że jest to maksimum, na jakie Ferrari zamierza się zgodzić.
Myślę, że te pięć sekund jest już ustaloną procedurą i nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy ją zmieniać w trakcie obecnego cyklu regulaminowego- powiedział Nikolas Tombazis.
Dyrektor FIA ds. bolidów jednomiejscowych podkreślił, że obecnie rozwiązanie nie jest już bezpośrednio związane z bezpieczeństwem.
Chodzi po prostu o to, że poszczególne samochody docierają na pola startowe w różnym czasie, a kierowcy muszą mieć możliwość odpowiedniego przygotowania się do prawidłowego startu. Nie powiedziałbym, że jest to przede wszystkim kwestia bezpieczeństwa. Pod tym względem ważniejsza jest część elektryczna- dodał.
Tombazis odnosił się do rozwiązania opracowanego przez FIA po niebezpiecznym zdarzeniu podczas inaugurującego sezon Grand Prix Australii. Liam Lawson ruszył wówczas ze swojego pola wyjątkowo wolno, a jadący za nim Franco Colapinto zdołał uniknąć kolizji w ostatniej chwili. Federacja rozpoczęła następnie prace nad systemem awaryjnym, który ma ograniczyć ryzyko powtórzenia podobnej sytuacji.
Pracowaliśmy przede wszystkim nad bezpieczeństwem podczas startów. Od czasu rozmów dotyczących pakietu z Miami pod koniec kwietnia rozwijaliśmy rozwiązanie awaryjne wykorzystujące układ elektryczny, które ma pomóc samochodowi w przypadku bardzo wolnego startu i ograniczyć ryzyko jego zatrzymania- powiedział Tombazis.
Rozwiązanie określane jako low power start detection wykrywa sytuację, w której samochód po zwolnieniu sprzęgła przyspiesza zdecydowanie wolniej, niż powinien. W takim przypadku automatycznie uruchamiane jest dostarczanie energii przez MGU-K, aby zagwarantować minimalny poziom przyspieszenia i umożliwić kierowcy bezpieczne opuszczenie pola startowego.
FIA podkreśla przy tym, że system nie może zostać wykorzystany do poprawienia jakości startu. Jego zadaniem jest wyłącznie zapobieganie niebezpiecznym sytuacjom. Jak wcześniej tłumaczył Tombazis, może on zmienić katastrofalny start w jedynie słaby, ale nie pozwoli zamienić słabego ruszenia w konkurencyjne.
Wprowadzenie tego zabezpieczenia rozwiązało najpoważniejszy problem związany z bezpieczeństwem. FIA nie widzi jednak powodu, aby równocześnie rezygnować z pięciosekundowej procedury przedstartowej, dlatego wszystko wskazuje na to, że pozostanie ona częścią Formuły 1 również w 2027 roku.