Mekies: Chcieliśmy uniknąć kosztownej kary

Francuz odniósł się do sytuacji, w której Max Verstappen oddał pozycję Lewisowi Hamiltonowi.
14.09.2617:03
Karol Kos
65wyświetlenia
Embed from Getty Images

Max Verstappen ukończył Grand Prix Hiszpanii na drugim miejscu, ustępując jedynie Kimiemu Antonellemu. Red Bull nie uważa jednak, aby decyzja o nakazaniu Holendrowi oddania dwóch pozycji pozbawiła go szans na zwycięstwo. Laurent Mekies przekonuje, że zespół chciał przede wszystkim uniknąć potencjalnie znacznie bardziej kosztownej kary.

Verstappen wyprzedził Antonellego już na pierwszym okrążeniu, ale wcześniej doszło do kontrowersyjnej sytuacji w jego walce z Lewisem Hamiltonem. Holender rywalizował z kierowcą Ferrari o trzecie miejsce i ściął zakręt, po czym powrócił na tor przed Brytyjczykiem. Hamilton natychmiast zwrócił przez radio uwagę, że Verstappen powinien oddać mu pozycję. W międzyczasie sytuacja na torze zdążyła się jednak zmienić.

Kierowca Red Bulla wyprzedził już Antonellego, który sam miał chaotyczny początek wyścigu - ściął zakręt i musiał oddać pozycję Lando Norrisowi. W efekcie pomiędzy Verstappenem i Hamiltonem znalazł się właśnie kierowca Mercedesa. Oddanie miejsca Hamiltonowi oznaczało więc, że Verstappen musiał przepuścić także Antonellego.

Kiedy Gianpiero Lambiase przekazał kierowcy polecenie zespołu, Verstappen zdecydowanie zaprotestował. Jego zdaniem to Hamilton zmusił go do opuszczenia toru. O czym wy, do cholery, mówicie? On by we mnie uderzył. O czym wy w ogóle mówicie? Gdybym został na torze, wypadłbym z wyścigu - odpowiedział Verstappen przez radio.

Mimo sprzeciwu Holender zastosował się do polecenia i na czwartym okrążeniu przepuścił zarówno Antonellego, jak i Hamiltona. Laurent Mekies wyjaśnił po wyścigu, że Red Bull zdążył przeanalizować incydent i uznał, że nie warto ryzykować interwencji sędziów. Zespół wolał natychmiast pogodzić się ze stratą pozycji i pozwolić Verstappenowi odrabiać straty na torze.

To zawsze będzie bolesna i trudna decyzja, ale ludzie na stanowisku dowodzenia bardzo dokładnie przyjrzeli się sytuacji i szybko ją przeanalizowali, ponieważ również szybko musieliśmy podjąć decyzję. Oczywiście nie spodziewaliśmy się w tym momencie maila z podziękowaniami od Maxa siedzącego w samochodzie. Uznaliśmy jednak, że lepiej od razu ponieść konsekwencje i później spróbować odrobić straty - co Max jak zwykle zrobił znakomicie - niż czekać i ryzykować większą karę, która mogłaby nas później kosztować znacznie więcej - wyjaśnił Mekies.

Mekies zaznaczył, że polecenie nie pochodziło od dyrekcji wyścigu. Gdyby Verstappen pozostał przed Hamiltonem i Antonellim, incydent zostałby przekazany sędziom, którzy mogliby nałożyć na Holendra karę czasową. Sędziowie nigdy nie podejmują decyzji o nakazaniu oddania pozycji. W takim przypadku otrzymalibyśmy po prostu karę - pięciu albo dziesięciu sekund. To zależałoby od ich uznania. Jeżeli wyobrazimy sobie różne scenariusze wyścigowe, na przykład pojawienie się samochodu bezpieczeństwa albo inne okoliczności, taka kara może kosztować znacznie więcej niż jedną czy dwie pozycje.

Późniejsze wycofanie się Hamiltona z wyścigu dodatkowo skomplikowało ocenę całej sytuacji. Gdyby Red Bull zwlekał z decyzją do momentu odpadnięcia Ferrari, Verstappen nie miałby już możliwości fizycznego oddania Brytyjczykowi pozycji. Na szczęście Max oddał miejsca, zanim Lewis wycofał się z wyścigu, a później mógł kontynuować walkę. Oczywiście było to frustrujące, ale myślę, że drugie miejsce było absolutnym maksimum, jakie mogliśmy dzisiaj osiągnąć.

Po wyścigu sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Możemy wtedy porozmawiać z dyrekcją wyścigu, a także bezpośrednio z sędziami i poznać ich opinię. Jestem pewien, że zespół to zrobi, ponieważ zawsze wymieniamy się spostrzeżeniami i próbujemy czegoś nauczyć. W tamtym momencie nie było jednak czasu na konsultacje. Decyzję trzeba było podjąć natychmiast - podsumował Mekies.