Sainz: Fernando poskarżył się i załatwił mi karę

Bohater lokalnej publiczności otrzymał pięć sekund kary za kontakt z Fernando Alonso.
14.09.2617:05
Karol Kos
54wyświetlenia
Embed from Getty Images

Carlos Sainz nie krył niezadowolenia po Grand Prix Hiszpanii. Kierowca Williamsa otrzymał pięć sekund kary za kontakt z Fernando Alonso i zasugerował, że jego rodak swoim komunikatem radiowym celowo zwrócił uwagę sędziów na całe zdarzenie. Pierwsze Grand Prix Hiszpanii rozegrane na Madringu przyniosło napięcie pomiędzy dwoma największymi lokalnymi bohaterami. Przed rozpoczęciem wyścigu Sainz i Alonso byli w znakomitych nastrojach, ale sytuacja zmieniła się już na 14. okrążeniu, kiedy kierowca Aston Martina próbował odebrać rywalowi 17. pozycję.

Alonso przygotowywał się do ataku po prawej stronie przed szykaną w zakręcie numer 5. Sainz przesunął się jednak w prawo, aby ustawić samochód na optymalnej linii przejazdu. Ze względu na znajdującą się obok ścianę kierowca Aston Martina nie miał dokąd uciec i tylne prawe koło Williamsa uderzyło w boczny element jego przedniego skrzydła. Alonso natychmiast zgłosił sytuację przez radio, zwracając tym samym uwagę nie tylko zespołu, ale również dyrekcji wyścigu.

Na starcie uderzył w dwóch kierowców. Teraz przy hamowaniu docisnął mnie do ściany - mówił zdenerwowany Alonso.

Sainz rzeczywiście uczestniczył wcześniej w kontakcie z Yukim Tsunodą. Doszło do niego w zamieszaniu podczas dojazdu całej stawki do pierwszego zakrętu. Sędziowie odnotowali zdarzenie, ale ostatecznie uznali je za incydent wyścigowy. Znacznie surowiej oceniono późniejszą kolizję z Alonso. Sainz otrzymał pięć sekund kary. Kierowca Williamsa nie zgadzał się z decyzją sędziów. Jego zdaniem kontakt był w dużej mierze konsekwencją konstrukcji tej części Madringu, która pozostawia zawodnikom bardzo niewiele miejsca.

Taka jest charakterystyka tego zakrętu. Fernando poskarżył się przez radio i w ten sposób, jak zawsze, załatwił mi karę. Ten zakręt zawsze będzie prowadził do takich kolizji, ponieważ jest tam miejsce właściwie tylko dla jednego samochodu. Nie ma przestrzeni dla dwóch. Nie możesz przez cały czas patrzeć w lusterka, kiedy skręcasz i pokonujesz kombinację prawo-lewo. Musisz patrzeć przed siebie, więc w pewnym momencie trzeba po prostu skoncentrować się na własnej linii jazdy. Nie wydaje mi się, żeby Fernando był obok mnie - powiedział Sainz po wyścigu.

FIA przedstawiła jednak inną interpretację zdarzenia. Zdaniem sędziów Alonso zbliżał się do Williamsa i rozpoczynał manewr, gdy Sainz przesunął samochód w prawą stronę już po rozpoczęciu hamowania. Samochód numer 14 zbliżał się do samochodu numer 55 przed zakrętem 5 i znajdował się w trakcie ustawiania się obok niego, gdy samochód numer 55 przesunął się w kierunku prawej krawędzi toru już po rozpoczęciu fazy hamowania, co doprowadziło do lekkiego kontaktu - napisano w uzasadnieniu decyzji.

Sędziowie stwierdzili, że samochód numer 55 zmienił tor jazdy podczas hamowania i powinien pozostawić więcej miejsca samochodowi numer 14 po zewnętrznej. Standardową sankcją za zmianę kierunku podczas hamowania jest czarno-biała flaga. Ponieważ jednak doszło do kontaktu pomiędzy samochodami, sędziowie zdecydowali o nałożeniu kary czasowej.

Sainz ostatecznie nie dotarł do mety. Williams zdecydował się wycofać samochód po stwierdzeniu, że uszkodzenia podłogi powstałe podczas kontaktu na pierwszym okrążeniu powodują zbyt dużą utratę osiągów. Alonso ukończył domowe Grand Prix na 17. miejscu ze stratą dwóch okrążeń do zwycięzcy. Kierowca Astona Martina nie miał natomiast zastrzeżeń do kary nałożonej na Sainza.

Jeżeli sędziowie uznali, że taka kara jest wystarczająca, dla mnie w porządku. Żaden z nas nie zdobył punktów, ale uważam, że ta sytuacja była niepotrzebna. Po lewej stronie było mnóstwo miejsca. Jechałem przy samej ścianie po prawej stronie z prędkością 340 km/h. Naprawdę nie było takiej potrzeby - podsumował dwukrotny mistrz świata.