Marko: Red Bull nadal planuje zorganizować Grand Prix Austrii

Austriak popiera także decyzję o odroczeniu nowych przepisów technicznych.
24.03.2010:08
Maciej Wróbel
1134wyświetlenia
Embed from Getty Images

Helmut Marko potwierdził, że Red Bull nadal planuje zorganizować Grand Prix Austrii w pierwotnym, lipcowym terminie.

Po tym, jak organizatorzy GP Azerbejdżanu wycofali się z organizacji wyścigu w terminie 5-7 czerwca, odwołanych lub odroczonych zostało już osiem pierwszych eliminacji sezonu 2020. Niepewny jest także los Grand Prix Kanady, które zaplanowane jest na 14 czerwca.

Mimo to, Red Bull zachowuje optymizm w kwestii organizacji swojej domowej rundy. Dr Helmut Marko w wywiadzie dla osterreich.at przyznał, że plany austriackiego koncernu względem lipcowego wyścigu nie uległy zmianie: W połowie maja rozpoczynamy nasze działania marketingowe. Trzymamy się planu. Właściciel Red Bulla, Dietrich Mateschitz, potwierdził z kolei, iż trwająca pandemia koronawirusa nie wpłynie na pensje pracowników obsługi toru Red Bull Ring.

Marko przyznał również, że popiera decyzję o późniejszym wprowadzeniu nowych regulacji technicznych: To bardzo sensowne rozwiązanie. Wszystkie zespoły będą musiały zmierzyć się ze stratą dochodów. Przy pięciu odwołanych wyścigach wyniesie ona 100 milionów dolarów.

Przynajmniej mamy teraz stabilne regulacje. Jeśli to utrzymamy, koszty znacząco spadną, a zmiana przepisów nastąpi przy poszanowaniu limitu budżetowego. Nikt nie mógł przewidzieć takiego scenariusza. Trudno uwierzyć, by gospodarka wytrzymała zbyt długo, nawet z pakietami pomocowymi. Koronawirus pokazał nam, jak wrażliwy jest system gospodarczy na działanie globalizacji.

Doradca Red Bulla przyznał też, że nie obawia się o swoje zdrowie mimo trwającej pandemii - Jeśli przetrwałem na lotnisku w Dubaju, gdzie ludzie kaszlą i plują będąc ściśniętymi w ograniczonej przestrzeni, to ja, jako osoba z tak zwanej grupy podwyższonego ryzyka, nie pozwolę całkowicie się ograniczać. Czuję się świetnie.

Na całe szczęście mamy dobrą opiekę medyczną. Muszę tylko uważać, kiedy korzystam z piły łańcuchowej w lesie, żeby nie trafić do szpitala, który to w tej chwili jest najniebezpieczniejszym miejscem. Mam nadzieję, że po Wielkanocy sytuacja się uspokoi i wszystko wróci do normy - zakończył 76-latek.