Marko: To oddala nas od tego, czym jest Formuła 1

Były doracda Red Bulla postanowił skrytykować nowy zestaw przepisów.
14.04.2617:13
Justyna Jagła
22wyświetlenia
Embed from Getty Images

Nowa era Formuły 1 spotkała się z mieszanym odbiorem. Zwiększonej intensywności akcji i liczbie wyprzedzeń towarzyszą skargi kierowców na "sztuczne" manewry oraz nienaturalny sposób prowadzenia samochodów.

Sedno konfliktu tkwi w ilości energii, którą trzeba zarządzać i odzyskiwać zarówno w kwalifikacjach, jak i w wyścigach. Zmusza to kierowców do odpuszczania gazu i swobodnego toczenia się (lift and coast), redukcji biegów na prostych oraz stosowania tak zwanego super clippingu, co uniemożliwia im pełne wykorzystanie potencjału nowych bolidów na dystansie okrążenia.

Po pierwszym spotkaniu, które odbyło się 9 kwietnia i dotyczyło potencjalnych korekt przepisów, wszyscy interesariusze spotkają się ponownie 20 kwietnia - po posiedzeniach grup sportowej i technicznej - aby zdecydować, jakie zmiany wprowadzić w obecnym i kolejnych sezonach.

Były doradca Red Bulla w F1, Helmut Marko, uważa, że problem zaczął się w momencie, gdy u podstaw nowych przepisów dotyczących jednostek napędowych postawiono podział mocy 50:50 między silnik spalinowy a napęd elektryczny, co miało na celu przyciągnięcie nowych i zatrzymanie obecnych producentów w Formule 1.

W efekcie F1 powitała Audi i Forda jako nowych producentów silników. Od 2029 roku do rywalizacji jako pełnoprawny producent jednostek napędowych ma dołączyć także Cadillac.

Jednak Helmut Marko uważa, że gdy dwa lata temu finalizowano przepisy, kładąc nacisk na elektryfikację zgodnie z ówczesnymi prośbami producentów, ich intresy zdążyły się od tego czasu zmienić, co sprawiło, że obecne zasady są wadliwe.

Z pewnością przeoczono kilka kwestii, ale przepisy zatwierdzono w czasie, gdy wciąz istniała nadzieja - lub pogląd - że napęd elektryczny będzie jedyną drogą - powiedział Helmut Marko, który opuścił struktury Red Bulla pod koniec ubiegłego roku.

W międzyczasie uległo to znacznej zmianie; silnik spalinowy powrócił do łask, mamy paliwo wolne od CO2, co oznacza, że z ekologicznego punktu widzenia zrobiono wszystko. Teraz musimy tylko zadbać o to, aby jak najlepiej naprawić te, powiedziałbym, niedociągnięcia w przepisach.

Podział 50:50 brzmi dobrze na papierze, ale nie sprawdza się w praktyce, ponieważ akumulator musi być ładowany. A jeśli nie ma wystarczającej liczby stref, w których można to robić...

Marko przytoczył równiez obawy dotyczące bezpieczeństwa, które należy rozważyć po incydencie z udziałem Olivera Bearmana i Franco Colapinto podczas Grand Prix Japonii. Kierowca Haasa został zaskoczony ogromną różnicą prędkości, gdy Colapinto odzyskiwał energię w momencie, gdy Bearman atakował, co spowodowało różnicę proędkości około 50 km/h.

Mamy sytuację, która przydarzyła się Colapinto i Bearmanowi. Ten drugi nadjechał z nadwyżką prędkości przekraczającą 50 km/h. To prawie tak, jakby jeden pojazd stał w miejscu, i tego należy unikać.

Kolejną kwestią jest to, że starty nie są powtarzalne, co prowadziło do niebezpiecznych sytuacji. Ale to nowy regulamin, dajmy mu szansę. Myślę, że większość rozwoju skupi się na obszarze oprogramowania.

Helmut Marko uważa, że nowe przepisy zmieniły fundamenty Formuły 1, co wywołało niezadowolenie wśród kierowców - przede wszystkim u czterokrotnego mistrza świata Maxa Verstappena, który rozważa swoją przyszłość w obliczu frustracji nowymi samochodami i zasadami.

Marko zgodził się także z oceną Lewisa Hamiltona, którego zdaniem w 2026 roku górą będzie ten, któ najlepiej zarządza zużyciem energii. Myślę, że Hamilton ma rację, ale to oddala nas od tego, czym jest Formuła 1, gdzie wygrywa najszybszy kierowca w dobrym lub najlepszym samochodzie - stwierdził Marko.

Tu nie powinno chodzić o to, by zespół inżynierów idealnie dopasował programowanie. Albo o to, by bolid z pełną baterią wyprzedzał ten z pustą. To nie jest prawdziwe wyprzedzanie. To nie jest walka, to po prostu przejeżdżanie obok. Jest to bardziej niż sztuczne i naprawdę nie powinno tak wyglądać.