Marko: Czekamy na decyzję ws. silników do 15 listopada

Jean Todt deklaruje jednak, że FIA nie ugnie się pod groźbami Red Bulla.
29.10.2009:09
Mateusz Szymkiewicz
963wyświetlenia
Embed from Getty Images

Helmut Marko ujawnił, że Red Bull poczeka do 15 listopada na decyzję, czy FIA zgodzi się na zamrożenie rozwoju silników od 2022 roku.

Zespoły austriackiego producenta napojów pozostaną bez dostawcy w związku z decyzją Hondy o wycofaniu się z Formuły 1 po sezonie 2021. Mimo to Red Bull chce przejąć projekt układu japońskiego producenta, utrzymując status fabrycznego zespołu.

Warunkiem Red Bulla jest zamrożenie silników, chcąc uniknąć finansowania rozwoju skomplikowanego pakietu. Starania austriackiego koncernu ma wspierać Mercedes, jednakże swój sprzeciw rzekomo wyraziło Ferrari, dysponujące prawem weta.

Kwestię zakazu dalszego rozwoju jednostek omawiano w poniedziałek i jak potwierdził Helmut Marko, nie doszło do żadnych wiążących ustaleń. Wszystko zostało odroczone. Mimo to musimy znać decyzję do 15 listopada. Nie będziemy mogli dłużej czekać, to nasz ostateczny termin - powiedział konsultant Red Bulla.

Uważa się, że Red Bull naciska na zamrożenie rozwoju, grożąc wycofaniem swoich dwóch ekip z Formuły 1. Mimo to prezes FIA - Jean Todt, deklaruje, że nie ugnie się pod presją austriackiego koncernu. W maju usłyszeliśmy od Red Bulla, że pod żadnym pozorem nie możemy dopuścić do zamrożenia silników, ponieważ Honda zdecyduje się na odejście. Teraz to wszystko odbywa się w drugą stronę. To tylko pokazuje, jak szybko zmieniają się okoliczności w biznesie.

Szanuję wszystkie opinie oraz wnioski, ale nie pozwolę sobie na szantaż. Koncerny paliwowe także nas straszą odejściem. Będą gotowe pozostać tylko przy większej konkurencji i ważne jest dla nich, by zainwestować pieniądze w rozwój neutralnych paliw. Koniec końców największe znaczenie mają dla mnie argumenty, a nie groźby - powiedział Francuz.

Todt dodał, że kompromisem może być przyspieszenie wprowadzenia nowej formuły silnikowej już na 2023 rok, co może skłonić nowych producentów do zaangażowania się w F1. Jeżeli pojawi się taka możliwość, to czemu nie? Najważniejsze jest to, by nowe regulacje mogły zainteresować kolejne koncerny wejściem do sportu.