Russell: Kolizja z Sainzem była nie do uniknięcia

Kierowca Mercedesa przedstawił swoją perspektywę zdarzenia z pierwszego zakrętu.
26.10.2210:27
Nataniel Piórkowski
885wyświetlenia


George Russell podtrzymuje, iż nie był w stanie uniknąć kolizji z Carlosem Sainzem tuż po starcie niedzielnego wyścigu F1 w Teksasie.

Russell ustawił swój bolid na czwartym polu startowym. Sainz, który popisał się gorszym startem niż Max Verstappen, próbował wyprzedzić Holendra nabierając prędkości w pierwszym zakręcie. W tym samym momencie jednak Russell spróbował wykorzystać lukę, która powstała po wewnętrznej stronie wirażu.

Pomiędzy kierowcami doszło do kontaktu - podczas gdy Sainz musiał wycofać się z zawodów z uszkodzonym układem chłodzenia, na Brytyjczyka nałożona została 5-sekundowa kara czasowa.

Gdy atakowałem pierwszy zakręt i zobaczyłem, że Sainz jest po zewnętrznej w stosunku do Maxa, spodziewałem się, że będzie trzymał się swojej linii. Gdy uświadomiłem sobie, że spróbuje podciąć Maxa z drugiej strony, przeciął moją strefę hamowania i kontakt między nami stał się czymś nie do uniknięcia.

Gdyby trzymał się na zewnątrz od Maxa, wszystko byłoby w porządku. Walczyłem z Lewisem a nie z facetami, którzy jechali na czele. Szczerze mówiąc nie mogłem zareagować na to co się działo. Nie zamierzam się sprzeczać. Będąc kierowcą musisz mieć świadomość tego, że bolidy przed tobą mogą tak pojechać. Nie mam już zbyt wiele do powiedzenia na ten temat.

Zawodnik Mercedesa dodał, że po kolizji właściwości jezdne jego bolidu uległy zauważalnemu pogorszeniu. Nie sądziliśmy, że mogło dojść do większych uszkodzeń, ale teraz mogę już powiedzieć, że była to prawdopodobnie moja najgorsza niedziela w tym sezonie.

Tempo było naprawdę słabe. Mam nadzieję, że gdy przyjrzymy się dokładniej naszej konstrukcji, odnajdziemy więcej zniszczeń, niż początkowo sądziliśmy. Gdy tylko stało się dla mnie jasne, że nie mam szans na walkę z Checo i Charlesem, moim zadaniem stało się dojechanie do mety. Musiałem tylko trzymać się toru.

Brakowało nam balansu, ale w połowie wyścigu był okres, gdy miałem naprawdę konkurencyjne osiągi i trzymałem się blisko Checo i Charlesa. To dziwne - na pierwszym i ostatnim przejeździe walczyłem sam ze sobą a w trakcie środkowego miałem możliwość korzystania przez kilka okrążeń z DRS jadąc za Checo.