Sargeant: Nie jestem w miejscu, w którym chciałbym być

Amerykanin czuje jednak satysfakcję z postępów dokonanych w ostatnich miesiącach.
11.08.2316:44
Maciej Wróbel
860wyświetlenia
Embed from Getty Images

Logan Sargeant przyznał, że wciąż nie znajduje się w miejscu, w którym chciałby być, ale jednocześnie cieszą go postępy, jakich dokonał na przestrzeni debiutanckiego sezonu 2023.

Zawodnik z Florydy dołączył do Williamsa w tym roku, zostając pierwszym pełnoetatowym reprezentantem Stanów Zjednoczonych w F1 od czasów Scotta Speeda. Kierowca stajni z Grove po dwunastu rozegranych Grand Prix wciąż jednak czeka na premierowe punkty, a do tego regularnie przegrywa wewnętrzny pojedynek z Alexandrem Albonem.

Ostatnie weekendy były jednak względnie udane dla Sargeanta, który zajął trzynaste miejsce w Austrii, a także jedenaste w Wielkiej Brytanii, gdzie finiszował jedynie cztery sekundy za dziesiątym Carlosem Sainzem. 22-latek podsumowując swoje dotychczasowe starty nie ukrywał, że ma mieszane uczucia. Były i wzloty, i upadki. Nie jestem w miejscu, w którym chciałbym być - stwierdził Sargeant.

Po ostatnich kilku rundach mam wrażenie, jakbym był coraz bliżej. Czuję, że dokonałem sporych postępów i to jest najważniejsze. Myślę, że muszę jednak uporządkować kilka rzeczy. Wydaje mi się, że - jako zespół - możemy zająć się częścią z nich i na tym właśnie musimy się skupić przed wejściem w drugą połowę sezonu.

Amerykanin podkreśla, że potrzebował dużo czasu, aby dostosować się do trudnego w prowadzeniu FW43, który charakteryzuje się znacznie niższym poziomem docisku w porównaniu z konkurencją. Chodzi o naprawdę małe, niewielke detale, ale takie, które są jednak w stanie zrobić dużą różnicę. Były takie momenty w tym roku, kiedy po prostu wciskałem hamulec zbyt późno wchodząc w zakręt i za bardzo redukowałem minimalną prędkość.

Udało mi się z tym uporać. Oprócz tego wejścia w szybkie zakręty, powodowanie niestabilności i tak dalej. Tego jest mnóstwo. To po prostu pomniejsze cechy jazdy, które muszą zostać skorygowane. Pod kątem wyciągania maksimum z samochodu, niezależnie od tego, czy jest to symulacja wyścigu, czy kwalifikacji, idę wciąż naprzód pod wieloma względami.

Choć Sargeant utrzymuje, że stara się nie nakładać na siebie dodatkowej presji, próbując za wszelką cenę zrównać się z bardziej doświadczonym Albonem, to jednocześnie przyznaje, że frustruje go każda nieudana próba wyciągnięcia maksimum osiągów ze swojego samochodu. Nie powiedziałbym, że nakładam na siebie jakąś szaloną presję - kontynuuje kierowca Williamsa.

Oczywiście mam wobec siebie wysokie wymagania. Chcę jeździć dobrze i wielokrotnie w tym roku byłem sfrustrowany, ilekroć nie udawało mi się coś, co byłem w stanie zrobić. Do tego się to właśnie sprowadza - spodziewam się, że uda mi się dać z siebie wszystko.

Kilka razy zdarzyło się, że miałem wrażenie, że nie zdołałem osiągnąć celu. Chodzi potem o to, aby uporządkować to, złożyć wszystkie elementy i lepiej to rozegrać następnym razem. Czuję, że nadszedł kolejny krok, ponieważ mam wrażenie, że teraz mam w ręku wszystkie narzędzia, by to zrobić.

Zapytany przez Motorsport.com o to, czy uważa sezon 2023 w swoim wykonaniu za udany, Sargeant odpowiedział: Tak naprawdę nie mam wyznaczonego konkretnego celu. Sprowadza się to raczej do tego, czy udało mi się wycisnąć wszystko z danego weekendu.

Nie zawsze dysponujemy samochodem zdolnym do walki o punkty, więc bardziej chodzi o to uczucie - czy udało mi się zrobić wszystko, co było możliwe, czy wycisnąłem maksimum i czy lepiej połączyłem kropki. Gdziekolwiek by mnie to nie doprowadziło w dany weekend, to zrobienie tych rzeczy uważałbym za sukces - zakończył Amerykanin.