Montoya domaga się kary dla Verstappena za krytykę przepisów
Zdaniem Kolumbijczyka, kierowca RBR posuwa się zbyt daleko w swojej krytyce.
06.05.2617:59
923wyświetlenia
Embed from Getty Images
Juan Pablo Montoya uważa, że Formuła 1 powinna surowo ukarać Maksa Verstappena za jego głośną i częstą krytykę obecnych przepisów.
Przed Miami Grand Prix kierowcy ostro krytykowali „sztuczny” charakter ścigania w nowej erze przepisów. Wskazywali oni między innymi na to, że decyzje o wyprzedzaniu bywają narzucane przez strategie zarządzania energią - jak w przypadku Lando Norrisa i Lewisa Hamiltona podczas Grand Prix Japonii.
Do najmocniejszych krytyków należeli Charles Leclerc i Max Verstappen. Monakijczyk jako pierwszy porównał tegoroczne ściganie do gry Mario Kart, zaś lider Red Bulla żartował, że zamiast treningu na symulatorze
Tego typu podejście nie przypadło jednak do gustu byłemu kierowcy F1, Juanowi Pablo Montoyi.
Zapytany, jakie konkretnie konsekwencje miałby na myśli i czy Verstappen powinien zostać ukarany finansowo, Montoya odpowiedział:
Gdy mistrz świata z 1996 roku, Damon Hill, zareagował zaskoczeniem i nazwał tę propozycję
Na weekend w Miami wprowadzono szereg zmian mających poprawić widowisko i bezpieczeństwo - zwłaszcza na starcie oraz w warunkach deszczowych. Choć większość kierowców uznała je za krok w dobrą stronę, kilku - w tym Verstappen i Norris - pozostało przy swojej krytyce.
Jeszcze przed weekendem Lance Stroll również ostro ocenił regulacje, nazywając je
Prezentując odmienne zdanie niż Montoya, Hill stwierdził:
Na koniec Montoya podsumował:
Juan Pablo Montoya uważa, że Formuła 1 powinna surowo ukarać Maksa Verstappena za jego głośną i częstą krytykę obecnych przepisów.
Przed Miami Grand Prix kierowcy ostro krytykowali „sztuczny” charakter ścigania w nowej erze przepisów. Wskazywali oni między innymi na to, że decyzje o wyprzedzaniu bywają narzucane przez strategie zarządzania energią - jak w przypadku Lando Norrisa i Lewisa Hamiltona podczas Grand Prix Japonii.
Do najmocniejszych krytyków należeli Charles Leclerc i Max Verstappen. Monakijczyk jako pierwszy porównał tegoroczne ściganie do gry Mario Kart, zaś lider Red Bulla żartował, że zamiast treningu na symulatorze
ćwiczył na Mario Kart.
Tego typu podejście nie przypadło jednak do gustu byłemu kierowcy F1, Juanowi Pablo Montoyi.
Trzeba szanować ten sport- powiedział Kolumbijczyk w podcaście BBC F1 Chequered Flag.
Rozumiem, że można nie lubić przepisów, ale sposób, w jaki kierowcy mówili o sporcie, z którego żyją, powinien mieć konsekwencje.
Zapytany, jakie konkretnie konsekwencje miałby na myśli i czy Verstappen powinien zostać ukarany finansowo, Montoya odpowiedział:
Odstawić go. Dodać siedem, osiem punktów karnych do superlicencji.
Gdy mistrz świata z 1996 roku, Damon Hill, zareagował zaskoczeniem i nazwał tę propozycję
drakońską, Montoya kontynuował:
Cokolwiek zrobisz później - i tak zostaniesz odsunięty. Gwarantuję, że wtedy komunikaty byłyby zupełnie inne. Nie mówię, żeby nie krytykować przepisów wcale - każdy ma do tego prawo.
Na weekend w Miami wprowadzono szereg zmian mających poprawić widowisko i bezpieczeństwo - zwłaszcza na starcie oraz w warunkach deszczowych. Choć większość kierowców uznała je za krok w dobrą stronę, kilku - w tym Verstappen i Norris - pozostało przy swojej krytyce.
Jeszcze przed weekendem Lance Stroll również ostro ocenił regulacje, nazywając je
fundamentalnie wadliwymii dodając:
Jesteśmy bardzo daleko od tego, gdzie powinniśmy być.
Prezentując odmienne zdanie niż Montoya, Hill stwierdził:
Myślę, że kibice lubią, gdy kierowcy mówią otwarcie. Istnieje relacja między fanami a kierowcami i chcą słyszeć ich szczere opinie.
Na koniec Montoya podsumował:
I to jest w porządku - można mówić otwarcie. Nie mówię, żeby tego nie robić, ale nie nazywajcie samochodu F1 'Mario Kart'.
Maciej Wróbel