Hamilton: Straciliśmy zbyt wiele punktów

Zdaniem 41-latka, jest już 'za późno' dla Ferrari, by nadać priorytet któremuś z kierowców.
06.09.2619:32
Maciej Wróbel
139wyświetlenia
Embed from Getty Images

Lewis Hamilton uważa, że jest już o wiele za późno na ewentualną decyzję Ferrari by potraktować priorytetowo jednego z kierowców, jako że tytuł jest już poza ich zasięgiem.

Siedmiokrotny mistrz świata ukończył niedzielny wyścig o Grand Prix Włoch na rozczarowującej, szóstej pozycji. Jak się okazało, zmodyfikowana przed tym weekendem jednostka napędowa Ferrari nie pozwoliła na podjęcie równorzędnej walki z ekipą Mercedesa. Ponadto, Brytyjczyk był zmuszony pokonać większość wyścigu na mocno zużytych oponach, ponieważ zespół zdecydował się nie wzywać go na postój podczas wirtualnej neutralizacji.

Sam początek wyścigu również nie był udany dla Hamiltona. Brytyjczyk tuż po starcie stoczył walkę o pozycję z zespołowym partnerem, co skończyło się wywiezieniem go przez Monakijczyka poza tor. W wyniku tego zdarzenia Hamilton musiał przez pewien czas kontynuować jazdę tuż za punktowaną dziesiątką.

41-latek nie krył później frustracji przez radio, zaś sam incydent ponownie wywołał pytania o jakość zdolności operacyjnych Ferrari podczas wyścigów, zwłaszcza w kwestii priorytetowego traktowania pozycji Hamiltona w mistrzostwach kosztem Leclerca po tym, jak nie udało się im zamienić pozycjami w Zandvoort.

Dopytywany o tę kwestię Hamilton przyznał po wyścigu na Monzy, że na podejmowanie tego typu decyzji jest już stanowczo za późno. Uważam, że dziś straciliśmy za dużo punktów. Jest zdecydowanie zbyt późno, na podejmowanie takich decyzji. O wiele, wiele tygodni za późno - stwierdził Brytyjczyk.

Jedyne, co mogę zrobić, to nakręcić się ponownie. Jutro rano znów wstanę i będę dawał z siebie wszystko. Dziś czuję się bardzo rozczarowany i smutno mi z powodu tifosich, którzy przybyli tu dla nas. Chłopaki z fabryki naprawdę dają z siebie absolutnie wszystko. Wczoraj nie wszystko zrobiliśmy jak należy i myślę, że dziś było podobnie.

Nie jest łatwo, ponieważ daję z siebie wszystko, ale czasem to nie wystarczy. Potrzeba wszystkich pozostałych elementów, by złożyły się w spójną całość. Wszystko jest możliwe, dopóki piłka w grze. Ale przy takiej stracie i tempie, jaki oni [Mercedes] mają, będzie to bardzo trudno zniwelować.

W rozmowie ze Sky Sports Hamilton podkreślił raz jeszcze, że Mercedes znajduje się już poza zasięgiem jego zespołu. Odnosząc się zaś do problemów zespołu od strony operacyjnej, Brytyjczyk dodał, że ekipa ciągle otrzymuje te same rezultaty, sugerując, że zmiany muszą nadejść z samej góry.

Koniec końców, wszystko idzie od góry. To spływa w dół, te decyzje. A wszystko zaczyna się od Freda [Vasseura]. Tylko tyle można powiedzieć. Wczoraj powiedziałem, że musimy się przyjrzeć temu, w jaki sposób się komunikujemy. Bo jeśli będziemy nadal podążać tą samą ścieżką, to wciąż będziemy otrzymywać takie same rezultaty.

I właśnie to się dzieje. Musimy coś zmienić, ponieważ nie pomagamy sobie w tym, aby pójść naprzód. Myślę, że są na to otwarci.

Dopytywany o to, czy fani Ferrari powinni się martwić o ewentualne pogorszenie jego relacji z Charlesem Leclerkiem po dzisiejszym wyścigu, Hamilton odparł: Nie ścigam się nieczysto. Zawsze ścigałem się czysto, uczciwie i zostawiałem przestrzeń. Nie sądzę więc, by fani musieli się martwić o mnie.

Przyszedłem do zespołu i starałem się szanować przestrzeń, a już na pewno nie chciałem narażać starań zespołu na szwank. Podtrzymuję to i to wszystko, co mogę powiedzieć z mojej strony.

Musielibyście porozmawiać z Fredem i drugą stroną i zapytać o podejmowane tam decyzje. Ja jednak nadal będę naciskał i starał się uzyskać więcej od zespołu, samochodu i inżynierów - dodał 41-latek.