Wolff przeprasza Hamiltona i Russella za "nędzny" samochód

Zdaniem szefa Mercedesa, główną bolączką ekipy w Brazylii była nadmierna degradacja opon.
06.11.2310:17
Maciej Wróbel
1901wyświetlenia
Embed from Getty Images

Toto Wolff przyznał, że przykro mu, iż Lewis Hamilton i George Russell musieli w Brazylii prowadzić tak nędzny bolid Mercedesa.

Kierowcy stajni z Brackley - Lewis Hamilton i George Russell - zaliczyli udany start do wyścigu w Sao Paulo, awansując odpowiednio na trzecią i szóstą lokatę tuż przed wywieszeniem czerwonej flagi spowodowanej wypadkiem Kevina Magnussena i Alexandra Albona.

Na kolejnych okrążeniach duet Mercedesa zaczął coraz bardziej odstawać tempem od swoich rywali, zmagając się między innymi z nadmierną degradacją opon. Lewis Hamilton ostatecznie przekroczył linię mety dopiero na ósmej pozycji, podczas gdy George Russell był zmuszony wycofać się z wyścigu na 14 kółek przed metą z powodu przegrzewającej się jednostki napędowej.

Szef zespołu Mercedesa, Toto Wolff, nie ukrywał zaskoczenia tak niezadowalającymi osiągami W14 w Interlagos. To niewybaczalny występ - stwierdził Austriak w rozmowie ze Sky Sports F1. Nie mam na to słów. Samochód, który ukończył ostatni wyścig na drugim miejscu, podobnie jak poprzedni. Cokolwiek mu zrobiliśmy teraz, było czymś okropnym.

Lewis jakoś przetrwał, niestety George już nie. Mogę jedynie współczuć im, że musieli prowadzić tak nędzny samochód. To pokazuje, jak trudną maszyną jest W14. Musimy bardziej przyłożyć się do rozwoju w przyszłym roku, ponieważ nie może być tak, że w ciągu siedmiu dni od bycia na podium z drugim najlepszym zespołem nagle finiszujemy na ósmym miejscu.

Oprócz problemów z ogumieniem, Hamilton i Russell byli również stosunkowo łatwymi celami dla rywali na prostych - Mercedes zdecydował się wykorzystać w ten weekend większe tylne skrzydło, które gwarantowało wyższy poziom docisku. Zespół nie mógł jednak już zmienić tej decyzji ze względu na przepisy parku zamkniętego obowiązujące podczas weekendu ze sprintem.

Prędkości na prostych były kolejnym problemem, ale nie sądzę, by były główną bolączką - kontynuuje Wolff. Głównym problemem było to, że nie mogliśmy pokonywać zakrętów z tym skrzydłem z tempem, jakiego potrzebowaliśmy i po prostu zabijaliśmy opony, wręcz zjadając je w ciągu kilku okrążeń.

Zdecydowanie nie jesteśmy mistrzami świata podczas weekendów ze sprintami. Staramy się wykonać dobrą pracę, ale to nie tłumaczy, dlaczego to wszystko poszło źle. Mam na myśli to, że samochód zdawał się jechać na trzech, zamiast na czterech kołach.

Wolff potwierdził również, że Russella wyeliminowały z wyścigu problemy z przegrzewającą się jednostką napędową. George w końcówce miał problem z silnikiem, wszystkie wskaźniki temperatury przekraczały normę. To był ostatni wyścig tej jednostki, ale jest jak jest. I tak nie jestem pewien, czy udałoby się mu zdobyć choć punkt.