Sainz: Ta kara to jakiś żart

Hiszpan nie kryje rozczarowania decyzją sędziów ws. jego kolizji z Lawsonem.
31.08.2519:21
Maciej Wróbel
658wyświetlenia
Embed from Getty Images

Carlos Sainz przyznaje, iż jest poważnie zaniepokojony poziomem sędziowania w F1 po tym, jak otrzymał karę czasową w wyścigu o Grand Prix Holandii.

Kierowca Williamsa otrzymał w niedzielnym wyścigu w Zandvoort karę doliczenia dziesięciu sekund za spowodowanie kolizji z Liamem Lawsonem, do której doszło na początku 26. okrążenia, tuż po zakończeniu pierwszej neutralizacji.

Obaj kierowcy w wyniku tego zdarzenia przebili opony w swoich samochodach i kontynuowali rywalizację z okrążeniem straty do reszty stawki. Tuż po kolizji Sainz był w pełni przekonany o winie Lawsona, lecz stewardzi podjęli decyzję o ukaraniu kierowcy Williamsa, co ten przez radio skwitował słowami: To najbardziej niedorzeczna rzecz, jaką w życiu usłyszałem.

Hiszpan, który ostatecznie ukończył niedzielne zmagania na trzynastym miejscu, po wyścigu podtrzymał swoje wcześniejsze stanowisko. To dość jasne, jak wiele mieliśmy przypadków, kiedy dwa samochody pokonywały pierwszy zakręt koło w koło bez kontaktu - powiedział Sainz.

Jest to zakręt, który pozwala dwóm ścigającym się kierowcom na przejazd bez żadnego niepotrzebnego kontaktu, ale z Liamem zawsze okazuje się to zbyt trudne.

On zawsze woli ryzykować kontakt, jednocześnie ryzykując także nieukończenie wyścigu czy przebicie opony, tak jak było to w tym przypadku, zamiast zaakceptować drugi samochód obok siebie. Pewnie to do niego dotrze w miarę, jak będzie zbierał doświadczenie, bo po prostu traci zbyt wiele punktów na takich manewrach.

Koniec końców, dostałem karę doliczenia dziesięciu sekund za coś takiego i, moim zdaniem, to kompletny żart. Naprawdę, muszę teraz iść do sędziów, żeby po prostu usłyszeć wyjaśnienia i zobaczyć, jaki jest ich punkt widzenia, bo to jest nie do zaakceptowania.

Myślę, że to naprawdę nie jest sędziowanie na poziomie F1, jeśli poważnie uznali, że należy mi się kara dziesięciu sekund. To dla mnie poważna sprawa, która dotyczny mnie jako kierowcy, jako dyrektora GPDA i jest to coś, czym z pewnością się zajmę.

Jest to coś, co jest bardzo niepokojące - kontynuuje Sainz. Staram się mówić spokojnie i elokwentnie, próbując jak najlepiej dobrać słowa tak, aby nikogo nie urazić.

Jednakże to, co dziś zobaczyłem i na czym dziś straciłem, sprawia, że martwię się nie tylko o siebie, ale też o innych kierowców i cały sport motorowy, jeśli naprawdę uważają, że tak należy karać gościa z zewnętrznej.

Sainz wyjaśnił też, że nie miał zamiaru wyprzedzać Lawsona na zewnętrznej w pierwszym zakręcie i po prostu ustawiał się do manewru na późniejszym etapie okrążenia.

Nawet nie starałem się aż tak bardzo ścigać z Liamem. Miałem po prostu lukę po zewnętrznej i powiedziałem sobie: «dobra, zacznę go trochę wytrącać z rytmu przed zakrętami 2-3». Potem nagle doszło do kontaktu, który całkowicie mnie zaskoczył.

Trzeba dobrze wybierać swoje bitwy, a Liam, prawdopodobnie w swoim pierwszym roku, decyduje się na podejście typu «kolizja albo mnie nie wyprzedzisz». Będę o tym pamiętał.

Tak też wygląda mój sezon. Znowu mamy za sobą wyścig, w którym mogłem dojechać na piątym miejscu, tam gdzie Alex. Dziesięć punktów. To coś, czego nie rozumiem. Ciągle wszystko nam się wymyka - zakończył Hiszpan.