Hamilton: Problemem jest mentalność Charlesa

Brytyjczyk odwołał się do czasów, gdy partnerem Monakijczyka był Carlos Sainz.
02.11.2610:01
Mateusz Szymkiewicz
154wyświetlenia
Embed from Getty Images

Lewis Hamilton postanowił uderzyć w Charlesa Leclerca po wyścigu o Grand Prix Meksyku, gdzie ich pojedynek kosztował Ferrari zwycięstwo.

Po starcie Brytyjczyk zdołał utrzymać się na prowadzeniu, jednakże walka zainicjowana przez partnera w czwartym wirażu doprowadziła do znalezienia się ich obu poza torem. Leclerc przestrzelił całą sekcję wiraży i otrzymał karę czasową za nieoddanie pozycji, natomiast Hamilton jadąc szeroko spadł za Maksa Verstappena, który finalnie wygrał zmagania w Mexico City.

Po restarcie spowodowanym wypadkiem Valtteriego Bottasa, Hamilton zdołał przebić się na drugie miejsce przed Leclerca, który z kolei po spłaszczeniu opon dojechał dopiero czwarty. W późniejszych wypowiedziach siedmiokrotny mistrz świata nie pozostawił suchej nitki na partnerze, wcześniej przez większość wyścigu nawołując Ferrari do reakcji.

Nie wiem co teraz musi się wydarzyć - powiedział Lewis Hamilton. Na pewno będziemy o tym rozmawiać, ale nie wiem jak chcę do tego podejść. Ten dzień na pewno jest frustrujący. Cieszę się z powodu Kimiego, który zdobył tytuł. Z drugiej strony jestem naprawdę wkurzony. Jako zespół straciliśmy wiele cennych punktów. Wchodziliśmy w czwarty zakręt na miejscach pierwszym i drugim. Gdybyśmy je utrzymali, wszystko mogłoby się wydarzyć w wyścigu.

Kiedy jednak partner działa przeciwko tobie, tracisz później pozycje. Na pewno porozmawiamy o tym poza kamerami. Nie mamy określonych żadnych zasad i nie wiem, czy jakkolwiek wpłynęłoby to na Charlesa. Dopiero się o tym przekonamy. Na pewno jednak potrzebna jest jakaś zmiana.

Hamilton przyznał, że dołączając do Ferrari analizował dynamikę w relacjach na torze między Leclerkiem a jego byłym partnerem Carlosem Sainzem. Zdaniem Brytyjczyka, problemem jest nastawienie 29-latka, które określił jako wszystko albo nic.

Zanim dołączyłem do zespołu, będąc jeszcze w Mercedesie, obserwowałem Charlesa i Carlosa. Wielokrotnie ścigali się ze sobą tak twardo, że kierowca przed nimi odjeżdżał i właściwie miał podarowane zwycięstwo. Co innego, gdy takie rzeczy dzieją się jadąc na czwartej i piątej pozycji, a co innego, gdy jest się na prowadzeniu. To ogromna różnica.

Chłopak ma 29 lat i nie wydaje mi się, by była to kwestia wieku. Bardziej jest to mentalność. Wszystko albo nic. Nie powinno być tak, że dla niego nie ma znaczenia, czy swoim manewrem zagwarantuje sobie zwycięstwo lub pozbawi go nas obu. Powinien patrzeć na to w taki sposób, że jedziemy właśnie na pierwszej i drugiej pozycji.

Na Silverstone mogłem podjąć atak w stylu kamikadze i wyrzucić z toru nas obu. Mimo to uszanowałem, że jako zespół mamy perspektywę na dublet lub pierwsze i trzecie miejsce. Mam nadzieję, że nasza współpraca w przyszłości zacznie się lepiej układać. Wydaje mi się, że Fred [Vasseur] dobrze wykonuje swoją pracę. Przyszedł do mnie i rozmawialiśmy przed wyścigiem. Wydaje mi się, że był poddenerwowany, chciał dobrego rezultatu ze strony obu kierowców.

Gdybym to ja podjął ryzyko i zaatakował będąc z tyłu, a potem byśmy na tym stracili jako zespół, to musiałbym jakoś na to zareagować. Zawiódłbym naprawdę wiele osób. Z drugiej strony jechałem na prowadzeniu i to wszystko było moim zdaniem niepotrzebne. Powinniśmy mieć dziś dublet, byłaby to ogromna nagroda dla zespołu i całej fabryki za ciężką pracę. Nie wiem co teraz się wydarzy, ponieważ do tej pory nie były podejmowane kroki - zakończył Hamilton.