Rozmowa Berniego Ecclestone'a i Sebastiana Vettela
Dwie dominujące osoby w Formule 1 opowiadają o swoich przeżyciach i przyjaźni.
29.06.1120:37
3385wyświetlenia

Zobaczyć, że różnica sześćdziesięciu kilku lat nie jest wcale odczuwalna jest rzadkim doświadczeniem. Jednakże dokładnie tak właśnie dzieje się, gdy szef FOM - Bernie Ecclestone spotyka się z Sebastianem Vettelem - mistrzem świata z sezonu 2010. Nie ważne jest, na jaki temat toczy się dyskusja - obaj luźno przechodzą od tryktraka do prawdziwego biznesu.
Gerhard Berger powiedział kiedyś, że Niemiec ma być może 23 lata, ale wygląda na 19 i myśli jak 33-latek. Z kolei Ecclestone to hardy 80-latek. Niezależnie od ich wieku, po przeczytaniu tej rozmowy będziecie pewni, że razem stworzyliby w swojej firmie przyjazne relacje...
Bernie, czy pamiętasz kiedy złożyłeś Sebastianowi gratulacje po zdobyciu przez niego mistrzostwa?
BE:
Nie jestem pewien, czy w ogóle mu tego pogratulowałem. Myślę, że po prostu powiedziałem mu dobra robota.
SV:
To prawda. Dokładnie to była dobra robota, ale dostałem od Berniego linijkę.
Linijkę?
SV:
Tak. Ta linijka ma wygrawerowane nazwiska wszystkich mistrzów a pod nimi podpis: «na wypadek, gdybyś zapomniał, czego dokonałeś». Nie zapomniałem!.
BE:
I dostałeś ode mnie srebrny telegram, który otrzymują z mojej strony wszyscy mistrzowie...

Bernie, zawsze byłeś przekonany, że Sebastian może wygrać mistrzostwa. Dlaczego tak było?
BE:
Ponieważ nie można ukryć talentu. Staram się to cały czas zrobić ze sobą i nie mogę (śmiech).
Dlaczego obydwaj dogadujecie się ze sobą tak dobrze?
BE:
Jesteśmy w tym samym wieku (śmiech) i zawsze wyglądam facetów, których mogę pokonać w tryktraka…
SV:
...i dlatego, że jesteśmy przyjaciółmi (uśmiech).
BE:
To prawda, gdyż Seb na chwilę obecną ma przewagę, którą oczywiście ja muszę zniwelować.
SV:
A wracając do rzeczywistości, oczywiście znam Berniego z telewizji, gdy zaczynałem starty w Formule 1. Byłem zupełnie zaskoczony, gdy w końcu spotkaliśmy się, a on przyjął mnie z otwartymi ramionami i obdarzył mnie szacunkiem od pierwszej chwili. Niemal zostawił mnie bez słowa, jak również z ofertą, że mam przyjść do niego, gdy tylko czuję jakiś problem - dostałem ją od faceta, który dokonał w życiu więcej niż ja. Jednak pamiętam też sytuację, gdy otrzymałem super licencję w Stambule. On podszedł do mnie mówiąc: «Nie zmieniaj się chłopcze».
Bernie, zawsze powtarzasz, że mistrz świata jest pierwszym ambasadorem sportu i nie byłeś całkowicie zadowolony z tego, jak z tą rolą radzili sobie poprzednicy Sebastiana. A jak jest z nim?
BE:
No cóż, pierwszą rzeczą jest to, że nie podoba mi się, iż niektórzy kierowcy są całkowicie pod płaszczem swoich zespołów i sponsorów. Z Sebastianem jest inaczej. Nadal jest panem swojego losu, co jest też oczywiście zasługą tego, że Red Bull i Didi Mateschitz na to pozwalają.
SV:
To prawda.
BE:
Każdy kierowca Formuły 1 - zwłaszcza mistrz - zawdzięcza swój sukces, swoje pieniądze i popularność tej dziedzinie sportu. Dlatego powinien wnieść w nią coś od siebie - być otwartym i dostępnym. To dlatego narzekałem na Fernando Alonso, który moim zdaniem nie reprezentuje dobrze Formuły 1.
Bernie, byłeś ostatnio na Majorce, kiedy Sebastian pojawił się w dużym, sobotnim, niemieckim programie telewizyjnym. Czy zrobił dobrze, a może tak wygląda jego przyszła kariera?
BE:
Muszę powiedzieć, że nie miałem najmniejszego pojęcia co się dzieje, ale z tego co widziałem - z jego zachowania i reakcji publiczności - podobało mi się to, co zobaczyłem. Zobaczyłem właśnie to, czego spodziewam się po mistrzu.
SV:
Wiedziałem, że Bernie był na widowni, więc starałem się zachowywać! (śmiech) Jednakże choć całkiem fajnie jest zrobić coś dla odmiany, o tyle moje serce bije dla wyścigów. Formuła 1 jest najwyższym poziomem, gdzie mogę udowodnić innym, jak dobrym kierowcą jestem. Lubię wyzwania i ludzie mnie za to podziwiają. Czuję się ogromnie uprzywilejowany. Wierze więc, że po tym, co daje mi ten sport, powinienem mu coś zwrócić.

Jaka była twoja najbardziej wzruszająca chwila w wyścigach F1. Czy było to zdobycie tytułu w ubiegłym roku w Abu Zabi?
SV:
Szczerze mówiąc, na podium w Abu Zabi poczułem się trochę pusty i zagubiony. Tak naprawdę nie docierało do mnie, co się stało. Marzeniem było przetestować bolid Formuły 1, później pojawiło się większe, gdy już nim jeździłem - podium i wygrywanie w wyścigach, więc gdy tytuł był już mój, tego wszystkiego było dla mnie po prostu za dużo. Jednak instynktownie wiedziałem, że to bardzo wciągające i chciałbym tego więcej!
BE:
To sposób myślenia na wszystkie sprawy. Chyba nie powinienem tego mówić, ale jestem pewny, że Seb chciałby się ścigać bez wynagrodzenia. Nie znaczy to jednak, że chciałbym mu zaproponować ściganie się za darmo.
SV:
To jest jednak sedno sprawy. Z całym tym blichtrem, który nas otacza, niektórzy zdają się zapominać, po co tu jesteśmy. Staram się twardo stąpać po ziemi. Nie czuję się «większy» od moich przyjaciół ze szkolnych lat. Chciałbym tylko powiedzieć, że jestem uprzywilejowany tylko w jednej rzeczy i to, że znalazłem w moim życiu coś, co daje mi wiele satysfakcji. Bazując na tym - tak, prawdopodobnie wystarczyłaby mi sama jazda samochodem Formuły 1 bez wynagrodzenia.
BE:
Cicho... Możesz tak myśleć, ale nigdy o tym nie mów (śmiech).
SV:
Ale tak właśnie myślę, bo jeśli nie kochałbym tego co robię, to prawdopodobnie nie odniósłbym takiego sukcesu. Pieniądze nigdy nie stanowiły dla mnie motywacji.
Czy Bernie skarżył ci się już, że w tym sezonie jesteś zbyt dominujący?
SV:
Powinniście jego o to spytać.
BE:
Sebastian jest w podobnej sytuacji, jak Michael. Jest obecnie najlepszy i dlatego to on dominuje i to czyni widowisko tak interesującym dla fanów, ponieważ każdy weekend wyścigowy rozpoczyna się od wielkiego znaku zapytania - kto będzie w stanie pokonać Vettela? Dlatego fanom się to podoba.
Czy byłeś zaskoczony jego dominacją nawet po wygraniu mistrzostwa?
BE:
Nie, ponieważ Seb ma w sobie bezwzględną rządzę zwycięstwa i w dodatku ma wszystko w swoich rękach, aby tego dokonać.
Czy możesz powiedzieć, że obecnie nie ma sobie równych?
BE:
Nie, ale prawdopodobnie inni nie mają teraz pakietu, jakim dysponuje Sebastian.

Bernie, widziałeś wielu mistrzów. Który z nich jest najbardziej zbliżony do Sebastiana?
BE:
Seb przypomina mi Jochena Rindta. Zawsze zostanie opanowany - nie ważne jaki odniesie sukces. To kreuje prawdziwych mistrzów. W tym właśnie był dobry Jochen. Obaj również kiepsko przyjmowali przegrane.
SV:
To prawda! Nawet w tryktraka! (śmiech) Moje wypowiedzi są wtedy nieco podobne do tych, których udzielałem po przegranym wyścigu w Kanadzie.
Bernie, co pomyślałeś, gdy Schumacher był tak blisko Vettela po jednym z wyjazdów samochodu bezpieczeństwa?
BE:
Nic. Byłem trochę smutny, że Michael nie skończył tego wyścigu na podium.
SV:
Ja byłem całkowicie zrelaksowany, ponieważ wiedziałem, że przez dłuższy czas Michael utrzyma dystans pomiędzy mną a innymi bolidami. Wszyscy wiemy, jak bardzo szeroki może stać się samochód Michaela, gdy próbujesz go wyprzedzić (śmiech).
Czy chciałbyś jeździć kiedyś w Ferrari?
SV:
Powiedzmy to sobie wprost. Wygrywanie wyścigów nie jest czymś łatwym, wygrywanie mistrzostw jest jeszcze trudniejsze - bez względu na zespół. Czuję się całkowicie szczęśliwy w Red Bullu. Oczywiście Ferrari i Mercedes owiane są ogromnymi legendami, ale ja nie chcę na dziś brać udziału w tym micie. Dla mnie ważnym jest, że gdy wracam z toru i patrzę w lustro w moim hotelowym pokoju mogę sobie powiedzieć «tak to ja i jestem zadowolony z tego, co widzę». Po Abu Zabi dobrze jest wiedzieć, że nie mam sobie do udowodnienia nic więcej.
Niektórzy ludzie uważają, że Ferrari było tak dominujące, ponieważ miało w składzie Schumachera i podobnie jest z Red Bullem, ponieważ zespół ten ma na pokładzie Sebastiana…
BE:
To brednie. Jest odwrotnie. Rywalizacja Sebastiana jest znacznie większa niż ta w przypadku Michaela. To sprawia, że zwycięstwa Seba są jeszcze bardziej osobliwe. Nie widzę powodu, dla którego nie powinno być ery Red Bulla, tak jak była era Ferrari i Schumachera.

Czy widzisz Sebastiana i Lewisa (Hamiltona) jako kolegów z zespołu?
BE:
Sebastian nie musi się martwić o swojego kolegę z zespołu. Jest najlepszy.
SV:
Bardzo dziękuję (śmiech). Koniec końców - nie tracę zbyt wiele myśli na temat tego, kto jest moim partnerem w zespole. Chcę być najlepszy, więc muszę pokonać ich wszystkich - niezależnie od tego czy ktoś jeździ w takim samochodzie jak ja, czy też innym. Nigdy nie poproszę mojego zespołu, aby kolega z zespołu trafił w moje gusta. Jednakże od tego, kto ma w zespole drugi kokpit oczekuję dwóch rzeczy: uczciwości i szacunku.
BE:
Spójrz na dzisiejsze kontrakty kierowców. Niektóre mają 80 lub więcej stron. Dlaczego? Ponieważ nikt nie ufa nikomu, ani o jotę więcej. Dziś kierowcy przybywają na tor ze swoją własną świtą - menadżerem, sekretarką, psychologiem, fizjoterapeutą! To jest śmieszne. Kiedy prowadziłem swój własny zespół, kontrakty moich kierowców liczyły maksymalnie dwie strony. Jeśli jest zaufanie, to nie potrzebujesz więcej.
SV:
Mój liczy 50 stron...
A umowa między wami ile miałaby stron?
Obaj jednocześnie:
Nie byłoby żadnej umowy!
SV:
Oczywiście Bernie jest sprytnym biznesmenem, ale jednocześnie kocha to, co robi.
BE:
Dokładnie. W przeciwnym razie bym tego nie robił.
SV:
Bernie jest prawdziwym dżentelmenem. Wiedziałem to od pierwszej chwili, gdy się spotkaliśmy.
BE:
Ty tak samo!
Źródło: formula1.com
KOMENTARZE