Robin Rogalski w rozmowie z "Wyprzedź Mnie!"

Poruszyliśmy temat m.in. ostatnich testów DTM, występu Kubicy czy wygranej w R8 Cup.
21.12.1910:57
Mateusz Szymkiewicz
2738wyświetlenia


Nie jest to codzienna sytuacja, kiedy kierowca z Polski pojawia się na testach serii DTM. Ale żeby od razu dwóch? Jeszcze kilka tygodni temu byłby to scenariusz rodem z science-fiction.

W ubiegłym tygodniu wszyscy żyliśmy sesją dla debiutantów niemieckiej serii na torze Jerez, gdzie na zaproszenie BMW przez dwa dni model M4 prowadził Robert Kubica. Z kolei w piątek w obozie największego rywala koncernu z Monachium - Audi, za kierownicą RS5 DTM znalazł się niejaki Robin Rogalski.

19-latek rozpoczął swoją przygodę ze sportami motorowymi dopiero trzy lata temu. W 2016 roku stawiał pierwsze kroki za kierownicą pucharowej Kii Picanto, by wkrótce dołączyć do Renault Clio Cup. Ostatnie dwa lata to markowy puchar Audi R8 LMS Cup, którego Robin jest tegorocznym mistrzem. To właśnie ten sukces otworzył mu drogę do wzięcia udziału w testach serii DTM na hiszpańskim Jerez.

Jak wyglądał przebieg sesji? Jak brutalną maszyną jest samochód DTM? Jak wypadł Robert Kubica? Między innymi o tym udało nam się porozmawiać z Robinem Rogalskim. Zapraszamy!



Na początku chciałbym zapytać cię o ogólne wrażenia z testów DTM. Jak wyglądał ich przebieg oraz jak wyglądał realizowany program?

Wrażenia są niesamowite. Jeździłem ostatniego dnia testów, w piątek od godziny trzynastej do siedemnastej. Od wtorku - kiedy dotarłem na tor - uczyłem się pracy z inżynierami, słuchałem jakie są im zadawane pytania, patrzyłem jak to wszystko wygląda. Bardzo mnie to ciekawiło, chciałem zebrać wiedzę jak współpracować z całym zespołem, a nie tylko jak jeździć szybko w kółko. Ogólnie z samych testów jestem bardzo zadowolony. Myślę, że bardzo produktywnie wykorzystałem ten czas i bardzo wiele się nauczyłem.

Co ci sprawiło największą trudność podczas testów auta DTM? Chyba nie ma się co oszukiwać, był to bardzo duży przeskok.

Bardzo duży, naprawdę. Tak na dobrą sprawę jeżeli ktoś przechodził z formuły, to miał o niebo łatwiej. Jeśli chodzi o porównanie do Formuły 2 czy Formuły 3, to te samochody są identyczne do auta DTM. Największą trudność sprawiały mi szybkie zakręty, tak by móc w nich wyczuć limit pakietu aerodynamicznego, ponieważ nigdy z czymś podobnym nie miałem do czynienia. Tylko raz w życiu testowałem samochód GT3 i to w ogóle nie jest zbliżone do DTM.

Myślę, że punkty hamowania nie sprawiały mi trudności, ponieważ jestem przyzwyczajony do późnego hamowania. Bardzo wymagające było przygotowanie do symulacji kwalifikacji, na przykład rozgrzanie opon, tak by móc pojechać jak najszybciej na jednym lub dwóch okrążeniach. Na trzecim kółku opony już na dzień dobry potrafiły być o sekundę wolniejsze.

A propos aerodynamiki. Pojawił się typowy problem nowicjusza? Samochód oczekuje większej prędkości w zakręcie, a rozsądek krzyczy „zwolnij”.

Może nie w tym sensie miałem problem, żeby pojechać szybko. Musiałem wyczuć gdzie jest ten limit przyczepności, kiedy aerodynamika już mnie nie przytrzyma. Czasem zdejmowałem nogę z gazu i wtedy samochód zaczynał być agresywny. W takich momentach powinienem był dodawać więcej gazu. Poza tym pojawiało się więcej przyczepności, co było dla mnie nienaturalne.

Zwróciłeś uwagę, że auto DTM ma bliżej do bolidu niż samochodu GT. Duży docisk aerodynamiczny, około 600 koni mechanicznych pod nogą, napęd na tył, ale za to silnik z przodu. Kierowcy F1 przechodzący do DTM zwracali uwagę, że silnik nieumieszczony centralnie kompletnie zmieniał specyfikę prowadzenia. Jak ty byś scharakteryzował ten samochód?

Silnik może nie miał aż tak dużego wpływu, ale ogólny styl jazdy, to jak prowadził się ten samochód było dla mnie dosyć kłopotliwe. Nigdy w życiu nie miałem z czymś takim styczności. Sądzę, że gdybym miał choć trochę doświadczenia z bolidów jednomiejscowych, to po prostu byłbym do tego przyzwyczajony i adaptacja trwałaby o wiele krócej. Moje czasy mogłyby być o wiele lepsze, chociaż jestem zadowolony ze swoich rezultatów. Kompletnie nie ukrywam, że przewyższyły moje oczekiwania, ponieważ podchodziłem do tych testów jako kompletna świeżynka. Nie miałem najmniejszych szans, a i tak dawałem sobie radę. Na dłuższych przejazdach byłem porównywalny do fabrycznych kierowców Audi, więc to był dla mnie duży plus. Złapałem dzięki temu dużo motywacji na przyszły sezon.

Co do głównych różnic czy podobieństw z moimi wcześniejszymi samochodami. Żadnego podobieństwa nie zauważyłem między GT4 a DTM. Tak jak już mówiłem, największa różnica to aerodynamika, moc, wszystkie systemy jak DRS czy push-to-pass, karbonowe hamulce i zmiana ich balansu przed zakrętami. Dla mnie to po prostu było coś nowego. W GT4 wsiadałem i ustawiałem sobie trakcję w trybie kwalifikacyjnym, po prostu była szybsza i na tym już zostawałem. Tutaj przed różnymi zakrętami trochę inny balans hamulców, kilka razy DRS, raz push-to-pass... Było tego sporo, a ja z tym nie miałem do czynienia i to dosyć wymagające zadanie jak na sam początek.



Wspomniałeś już o swoim tempie. Krążą informacje, że w symulacji wyścigu byłeś na poziomie etatowych zawodników Audi, a nawet ciut szybszy. Kłopoty miały pojawić się dopiero przy symulacji kwalifikacji. Jak to wyglądało?

W tempie kwalifikacyjnym nie miałem szans. Od Roberta [Kubicy] byłem prawie sekundę wolniejszy. To jest przepaść, ale sądzę, że przy moim trzyletnim doświadczeniu jest to nawet ok. Nie mogę od siebie oczekiwać, że na dzień dobry wsiądę i od razu będę najszybszy. To nie miałoby sensu, bo gdyby to było takie proste, każdy mógłby wskoczyć do samochodu i zostać mistrzem.

Co mieli do powiedzenia po testach inżynierowie oraz szefostwo Audi na temat twojej etyki pracy i osiągów na torze?

Konkretnego raportu nie otrzymałem. Z tego co wiem to byli zadowoleni. Usłyszałem od nich, że nie przypuszczali, że tak dobrze sobie poradzę, chociaż zostałem wypuszczony na sam koniec, bym przypadkiem nie rozwalił komuś samochodu. Chyba w ogóle mieli takie podejście. Myślę jednak, że podołałem i dobrze wykorzystałem czas na torze. Ogólnie byli zadowoleni oraz pod wrażeniem. Nie przypuszczali, że osoba po przesiadce z GT4 do DTM może jeździć z innymi jak równy z równym.

W kontekście przyszłości - przynajmniej tej najbliższej - raczej nie ma sensu pytać o DTM. Myślisz jednak, że testy z Audi w Jerez mogły przybliżyć cię do fabrycznego wsparcia w innej serii?

Jasne. Wydaje mi się tylko, że nie na przyszły rok, a za dwa lata. Wszystko powinno zacząć powoli układać się w logiczną całość. W przyszłym roku planuje starty w GT3, a jeżeli uda się dopiąć budżet to nawet w LMP2. Chcę zacząć przyzwyczajać się do szybszych samochodów, takich, które charakterystyką przypominają bolidy i mogłyby mi ułatwić jazdę w DTM.

Jak wygląda twoja aktualna sytuacja ze sponsorami? Jesteś już spokojny czy raczej ciągle musisz poszukiwać wsparcia finansowego?

Na razie nie mam żadnych sponsorów na przyszły rok. Z tego powodu może okazać się, że w ogóle nie będę jeździł. Wszystko zależy od tego, czy znajdę sponsorów do końca stycznia czy nie.

Napisałeś na Instagramie, że w Jerez był obecny pewien twój kibic z Polski - Robert Kubica. Jak twoim zdaniem wypadł podczas tych testów? Według nieoficjalnych informacji, ostatniego dnia był najszybszym kierowcą BMW.

Tak. Różnice między nimi nie były jakieś super duże, ale pokazał, że ma tempo i w ogóle nie jestem zdziwiony tym, że sobie poradził. Przejechał bardzo dużo okrążeń, więc miał trochę czasu na to, by nabrać wprawy. Uważam, że pokazał się BMW z dobrej strony. Nie mam na myśli tego, że rozkładał wszystkich na łopatki, ale naprawdę dał sobie radę. Bardzo go za to szanuję. Ma bardzo dużą wiedzę na temat spraw technicznych. Jak z nim później rozmawiałem, to mówił «No, ten samochód ma troszeczkę docisku». Dla mnie to była niesamowita aerodynamika. Jego porównanie «W tym zakręcie dało się pojechać trochę szybciej», podczas gdy ja byłem pod samym wrażeniem jak szybko samochód jedzie. Widać różnicę między nami w doświadczeniu i raczej nie ma co się dziwić, Robert jeździ dłużej niż ja żyję. Dlatego nie jestem w ogóle zdziwiony tym, że tak dobrze poradził sobie na testach.



Wróćmy do początku roku i serii, która otworzyła drzwi do testu w samochodzie DTM - Audi R8 LMS Cup. Zostałeś mistrzem, aczkolwiek z dorobkiem dziewięciu miejsc na podium, bez zwycięstwa. Mógłbyś przybliżyć nam jak wyglądały okoliczności zdobycia tego tytułu?

Zdarzają się mistrzowie, którzy nawet na podium nie stali! To wszystko było zaplanowane. Miałem podejście jak do gry. Chodzi mi głównie o to, że różnica między pierwszym a drugim miejscem to jeden punkt. Nigdy nie miałem okazji dojechać bez ryzyka na pierwszym miejscu. Gdyby obejrzeć kilka moich wyścigów z tego sezonu, to nigdy nie wdawałem się w jakieś zaciekłe walki i nie ryzykowałem. Mógłbym wypaść z toru i przez małą różnicę w punktach automatycznie stracić szansę na tytuł. Wolałem unikać sporów na torze, nie pchałem się w żadne konflikty.

Na Lausitzring ostro się ścigałem, ale poza tym nic nie pozostawiałem przypadkowi. Wolałem czasem odpuścić. Jechałem na pierwszych miejscach, ale kiedy rywal zaczynał mocno naciskać, to ja go po prostu puszczałem. Może to nie jest widowiskowe, ale mądre z mojej strony. Nigdy nie mam pewności, czy rywal mnie wystrzeli lub coś w tym stylu. Wolałem odpuścić i spokojnie zdobyć mistrzostwo niż spektakularnie wygrywać wyścigi i być drugi lub trzeci w klasyfikacji.

Czyli chłodna kalkulacja niczym Alain Prost!

Dokładnie. Teraz to było kluczowe, ponieważ gdyby nie testy DTM to zapewne nie wiedzielibyście, że istnieję. Wolałem pojawić się na testach jako mistrz R8 Cup bez żadnej wygranej, niż być kierowcą ze zwycięstwami ale bez tytułu i szansy na testy w DTM.

Teraz troszeczkę z innej beczki. Nie miałeś nigdy ochoty spróbować sił za kierownicą jednomiejscowego bolidu, na przykład Formuły 4 lub Formuły Renault?

Jasne, że chciałbym. To jest jednak droga sprawa i nie stać mnie na to. To jest bardzo prosta odpowiedź. Gdybym miał trochę za dużo budżetu, bardzo chętnie chciałbym sprawdzić się w takich okolicznościach. Czemu nie?



Bardzo późno rozpocząłeś starty w wyścigach, bo w wieku 16 lat. Nie masz żadnego doświadczenia z profesjonalnego kartingu. Czujesz w związku z tym na torze jakieś braki w walce koło w koło lub brakuje ci pewności, by wcisnąć się w lukę?

Teraz już nie, ale kiedyś bardzo czułem. Staram się wszystko nadrabiać na symulatorze. To tam nauczyłem się wyprzedzania, blokowania i innych podobnych manewrów. Oczywiście tempa na symulatorze nie zbuduję, ale jeśli chodzi o samą walkę na torze to tam udało mi się to nadrobić. Na samym początku była jednak ogromna różnica. Dam dobry przykład. Mój serdeczny kolega Bartosz Paziewski - który jeździł teraz Lamborghini z Karolem Baszem - zaczynałem z nim w Kii, a potem przeszliśmy do Clio Cup. W Renault nie wiem czy byłem w pierwszej dwudziestce, a Bartek był chyba szósty. Walczył o tytuł wśród debiutantów, a w R8 Cup już trzy ostatnie wyścigi byłem przed nim. Na początku różnica była bardzo widoczna, ale z czasem starałem się to jak najszybciej nadrobić i myślę, że z powodzeniem udało mi się to wykonać.

Na koniec przytoczę ci cytat kierowcy wyścigowego Jakuba Litwina. „Pamiętam jak jeszcze trzy lata temu uczyłem Robina ruszać wyścigową Kią Picanto oraz stawiał pierwsze kroki w Kia Cup pod moimi skrzydłami. Jutro ten chłopak przetestuje samochód DTM”. W trzy lata z Kii Picanto do Audi RS5 DTM. Chyba nie najgorzej?

Tak, z tego co kojarzę to było trzy lata temu. Bardzo szybko się to potoczyło. Nie miałem czasu na żadne przestoje. Maksymalnie wykorzystywałem każdy sezon. Bardzo dużo trenuję, codziennie. Mimo to myślę w trochę inny sposób niż moi konkurenci. Dużą uwagę przykładam do suplementacji i odżywiania, a także do odżywiania mojego mózgu, aby uzyskać jak najszybszą reakcję. Bardzo dużą uwagę przykładam do nauki języków obcych. Chcę aby wszystko zgrywało się z inżynierami, ponieważ jeżdżę za granicą. Teraz to procentuje.