Marko: Program Red Bulla nie został pozbawiony talentów

Austriacki koncern pokłada duże nadzieje w Tsunodzie, Vipsie i Haugerze.
21.01.2015:50
Mateusz Szymkiewicz
685wyświetlenia
Embed from Getty Images

Helmut Marko zaprzeczył, jakoby Red Bull nie miał już obiecujących kierowców w juniorskim programie, mogących stanowić jego przyszłość w Formule 1.

W ostatnich latach austriacki koncern mając ograniczone pole wyboru decydował się zatrudniać do swoich ekip byłych juniorów, jak Brendon Hartley oraz Alexander Albon. Z kolei Daniił Kwiat po rocznej przerwie otrzymał kolejną szansę od Toro Rosso, którą wykorzystał prezentując dobre wyniki w sezonie 2019.

Mimo to opiekun Red Bull Junior Team - Helmut Marko, zaprzeczył, jakoby program rozwoju młodych talentów znalazł się w poważnych tarapatach. Wciąż mamy kilku zdolnych zawodników w naszym programie, jednym z nich jest Yuki Tsunoda. Ma tylko 158 centymetrów wzrostu i jest faworytem niemal każdego. Oprócz niego mamy Juriego Vipsa, który nieszczęśliwie ukończył sezon w Formule 3 na czwartym miejscu. W tym roku będzie ścigał się w japońskiej Super Formula. Już teraz był najszybszy na testach i zawsze kręcił się wokół czołowej czwórki.

76-latek podkreślił, że bardzo duże wrażenie zrobił na nim Dennis Hauger z Norwegii, który w 2019 roku został mistrzem włoskiej Formuły 4, a w niemieckiej edycji zajął drugie miejsce. Wydaje mi się, że w zeszłym roku wygrał trzynaście lub czternaście wyścigów w Formule 4, a w kolejnym sezonie będzie startował w F3 z Liamem Lawsonem z Nowej Zelandii. Jack Doohan, syn Micka Doohana, także znajdzie się w Formule 3.

Marko podkreśla jednak, że mimo, iż Red Bull wspiera wielu zdolnych kierowców, spora ich część może nigdy nie dotrzeć do Formuły 1. Wielu naszych kierowców [którzy nie dotarli do F1] wciąż zarabia dobre pieniądze i są w stanie zamienić hobby w swoją profesję. Czy to nie jest piękne? Tak wyglądała nasza filozofia na początku: juniorski program stanowi bufor bezpieczeństwa, ponieważ wiemy jak drogi jest motosport.

Dietrich Mateschitz najpierw chciał wspierać talenty, by umożliwić im awans jak najwyżej. Wtedy nagle otrzymaliśmy do dyspozycji dwa zespoły Formuły 1. Nasze podejście stało się jasne, że wspieranie kogoś, kto po prostu odnosi sukcesy już dłużej nie wystarczy. Poszliśmy w innym kierunku. Nasza selekcja stała się coraz bardziej restrykcyjna, by pozostawić tylko tych, którzy mają potencjał do wygrywania Grand Prix.