Ricciardo odpowiedział na krytykę ze strony Villeneuve'a

Przed weekendem Kanadyjczyk kwestionował sens dalszych startów kierowcy RB w F1.
09.06.2402:44
Maciej Wróbel
1106wyświetlenia
Embed from Getty Images

Daniel Ricciardo postanowił po zajęciu piątego miejsca w kwalifikacjach do GP Kanady odpowiedzieć na krytyczne komentarze ze strony Jacquesa Villeneuve'a, jakie ten wygłosił przed startem weekendu.

Doświadczony Australijczyk dotychczas notował dość trudną kampanię, w czasie której regularnie przegrywał wewnętrzny pojedynek z Yukim Tsunodą, a swoje jedyne w tym sezonie punkty zdobył nieco ponad miesiąc temu, w sprincie w Miami.

Niezadowalające osiągi Ricciardo owocowały kolejnymi doniesieniami na temat rychłej utraty posady na rzecz Liama Lawsona, rezerwowego kierowcy Red Bulla i RB. Także teraz przyszłość Australijczyka pozostaje niepewna, w związku z ogłoszeniem przedłużenia umowy Yukiego Tsunody z zespołem z Faenzy.

Przed weekendem wyścigowym w Montrealu Daniela Ricciardo w dość ostrych słowach skrytykował Jacques Villeneuve, który w Kanadzie pracuje dla Sky Sports jako jeden z ekspertów. Mistrz świata z 1997 roku otwarcie zakwestionował sens obecności Australijczyka w stawce kierowców F1.

Dlaczego on ciągle jest w F1? Słyszymy tę samą śpiewkę przez ostatnich pięć lat. «Musimy zbudować dla niego lepszy samochód, biedaczek». Nie. Jesteś w F1. Może taki wysiłek ma sens w przypadku Lewisa Hamiltona, który zdobył wiele tytułów.

Nie podejmuje się takich wysiłków dla kierowcy, który nie jest w stanie tego zrobić. Jeśli nie dajesz rady, idź do domu. Znajdzie się ktoś na twoje miejsce. Uważam, że to jego wizerunek utrzymuje go w F1 w większym stopniu, niż jego wyniki - powiedział były kierowca F1.

W sobotniej czasówce Ricciardo uzyskał jednak piąty czas, przegrywając o jedynie 0,178 sekundy ze zdobywcą pole position, George'em Russellem. Podczas rozmowy z mediami po zakończeniu sesji kierowca RB zdecydował się odpowiedzieć na krytykę ze strony Villeneuve'a w równie dosadny sposób. Nadal nie wiem, co takiego powiedział, ale wiem, że gadał jakieś głupoty. Jak zwykle - stwierdził 34-latek.

Myślę, że kilka razy zbyt mocno uderzył się w głowę. Nie wiem, czy gra w hokeja na lodzie, czy cokolwiek innego. Nieważne. Nie będę mu poświęcał więcej uwagi... Oni wszyscy mogą zjeżdżać! Chciałbym powiedzieć więcej, ale to wystarczy. Dajmy sobie z nim spokój.

Oczywiście byłem bardzo zmotywowany, by dać z siebie więcej, niż dawałem do tej pory w tym roku - kontynuuje Ricciardo. Miami było oczywiście takim trochę pojedynczym wystrzałem. Wiem, jak takie dobre wyniki smakują i dlatego to robię - by czuć te wzloty.

Podchodząc do tego weekendu, miałem wrażenie, że wszystko jest w porządku. Jestem naprawdę szczęśliwy mogąc wrócić na ten tor i jeździć na nim, ponieważ go kocham. Dziś mija dziesięć lat od mojego pierwszego zwycięstwa, które zmieniło moje życie. Towarzyszy mi więc tutaj mnóstwo miłych emocji i czułem, że jestem gotów dać czadu!