Jeszcze jedno spojrzenie na Verva Street Racing (+nowe zdjęcia)

Tym razem swoje wrażenia z sobotniej imprezy w Warszawie opisał Mariusz Karolak
24.08.1021:27
Mariusz Karolak
4127wyświetlenia
Swego czasu PKN Orlen był mocno krytykowany przez fanów Roberta Kubicy za to, że nie zainteresował się polskim kierowcą i nie wspierał finansowo rozwoju jego kariery w początkach XXI wieku, jeszcze nim trafił on do Formuły 1. Jednakże sobotnią imprezą pod nazwą Verva Street Racing koncern Orlen chyba przekonał do siebie liczne grono fanów motorsportu. Była to kolejna duża impreza w tym roku w Polsce po lipcowym Renault Roadshow w Poznaniu.

Tym razem w samym centrum Warszawy zgromadzonych zostało mnóstwo samochodów wyścigowych i rajdowych oraz motocykli. Byli reprezentanci Verva Racing Team, czyli Kuba Giermaziak i Robert Lukas. Był też i Krzysztof Hołowczyc, którego śmiało można nazwać ikoną rajdowego składu Orlenu. Byli też inni zawodnicy sponsorowani przez Orlen. Do tego gwiazdy polskiej telewizji i co istotne - mnóstwo kibiców w różnym wieku.

Od soboty upłynęły cztery dni, więc emocje już opadły i na spokojnie można spróbować ocenić tę imprezę. Prezentowanie aut, które tam można było zobaczyć w tym momencie mija się z celem, gdyż organizatorzy nie robili z tego tajemnicy i każdy praktycznie wiedział, czego się spodziewać. Znany był też harmonogram przebiegu imprezy i tutaj duży plus dla organizatorów, gdyż udało im się przestrzegać go, a przy tak dużej imprezie nie zawsze jest to możliwe. Verva Street Racing okazało się imprezą dla każdego. Były miejsca wyznaczone dla dzieci, były specjalne kładki nad torem ułatwiające poruszanie się, były trybuny, telebimy, nagłośnienie. Niby standard, jak na tego rodzaju imprezę, ale biorąc pod uwagę, że żyjemy w Polsce to naprawdę trzeba docenić staranność, z jaką wszystko to zostało wykonane.

Dokładny opis relacji sporządził już w niedzielę kolega redakcyjny Łukasz, więc nie będę tego powielał. Skupię się może na innych aspektach. Dla przeciętnego Polaka sobotnie pokazy na specjalnie przygotowanym do tego torze wyścigowym były raczej czymś wyjątkowym. Porsche czy Ferrari mknące po ulicach Warszawy nie są może bardzo rzadkim widokiem, ale jadący z dużą prędkością bolid F3 albo F1 to już coś wyjątkowego. Zapewne długo nam jeszcze przyjdzie poczekać na to, aż w kalendarzu F1 znajdzie się wyścig w Polsce, o ile w ogóle do tego dojdzie, zatem coś takiego, jak Verva Street Racing to super urozmaicenie. Oczywiście nie są to wyścigi w pełnym tego słowa znaczeniu, ale dają namiastkę tego, co można przeżyć będąc na wyścigach samochodowych.

Na tor wszedłem o godzinie 8.20. Wówczas odbywał się poranny trening. Najpierw jeździli kierowcy w samochodach Porsche, w tym reprezentanci Verva Racing Team, później pojawiły się dwa czerwone Mercedesy. Wokół toru było pusto. Poza obsługą toru było tam jeszcze kilka osób z ochrony. Przed godziną 9.00 udało mi się wejść na padok, choć też sposobem, jako że miejsce to było otwarte oficjalnie dopiero po godzinie 10.00. Na tor wyjechał dwuosobowy bolid F1 i wykonał kilka okrążeń, zabierając na pokład osoby znane raczej z ekranów telewizyjnych. W tym czasie na padoku było jeszcze cicho. Niemieccy mechanicy majstrowali przy Porsche i Dallarach F3. Kuba Giermaziak i Robert Lukas udzielali wywiadów do porannych programów realizowanych przez TVN.

Kiedy padok został już oficjalnie otwarty momentalnie zawrzało. Ludzie różnej płci i w różnym wieku zjawili się, by zobaczyć supersamochody, by poznać osobiście kierowców wyścigowych, żeby zdobyć autograf, zrobić zdjęcie. Widać było radość u ludzi, zainteresowanie, emocje. Kuba ochoczo rozdawał autografy, razem z Robertem pozował do zdjęć z kibicami i choć czasem ktoś nazwał ich „kierowcami rajdowymi”, to jednak nic sobie z tego nie robili, zresztą impreza ta miała na celu przybliżyć ludziom również rajdy.

Początkowo sądziłem, że obecność motocykli oraz prywatnych samochodów sportowych typu Ferrari, Lamborghini itp. na tego typu imprezie to nie jest dobry pomysł. Publiczność również była sceptycznie nastawiona. Pojawiały się głosy, że to nie jest impreza dla dzieci bogatych prezesów albo jakieś pokazy tuningu. Ostatecznie motocykliści popisali się niesamowitymi umiejętnościami, a widok grupy około 20 super samochodów robił wrażenie i był dobrym przerywnikiem pomiędzy wyścigami.

Hałas to kolejny element, który cały dzień towarzyszył Verva Street Racing i trudno się temu dziwić. Ze swojej strony chciałbym jednak zwrócić jeszcze uwagę na taki mały element, jak muzyka grająca w tle. Nie była ani za głośna, ani za cicha. Stanowiła uzupełnienie do rozgrywających się na torze zdarzeń. Energiczna, pełna werwy, porywająca. Naprawdę odpowiednio dobrana. Fantastycznie zaprezentował się też Augusto Farfus. Brazylijczyk okazał się wyjątkowo sympatycznym i pogodnym człowiekiem. Chętnie rozmawiał, pozował do zdjęć, a na torze pokazał, że w WTCC nie jest przypadkowo.

Podsumowując imprezę oceniam jako bardzo dobrą. Organizatorzy naprawdę włożyli w to nie tylko ogrom pieniędzy, ale i wysiłku. Niestety zawiodła trochę ochrona, która nie bardzo wiedziała w niektórych momentach, po co tu jest i co ma robić. Osoby ubrane w kamizelkę z napisem „Służba informacyjna” powinny raczej informować i służyć radą, a tak nie było - często wręcz utrudniały pracę dziennikarzom i fotoreporterom. Dużo lepiej wypadały tutaj panie, które starały się jakoś pomóc, natomiast co do męskiej części obsługi można mieć zastrzeżenia. Poza tym jednym mankamentem było jednak naprawdę fantastycznie. Była też okazja, by spotkać się z ludźmi z forum. Miejmy nadzieję, że nie była to ostatnia tego typu impreza w Polsce.

^galeria,311,118,60

KOMENTARZE

4
vivon
25.08.2010 05:47
@up- wcale nie bezcenne. niestety rzeczywiście drogie. Impreza fajna pod względem tego co działo się na ulicach, ale organizacja, kwestie bezpieczeństwa kierowców, jak i widzów, to totalna porażka.
aga2
25.08.2010 12:03
Nie zgodzę się z jednym stwierdzeniem w artykule. Harmonogram był PRAWIE idealnie przestrzegany. Podane w nim było, że o 12 odbędzie się rozgrzewka i przejazdy treningowe, a tymczasem nie działo się nic. Na torze pojawiłam się ok. 11:20-11:30 i chwilę po tym przejechał parę razy bolid. Potem do godziny 13 z minutami gdy rzeczywiście, tak jak w harmonogramie rozpoczęła się impreza, nic nie jeździło po torze. Nie wiem też co działo się wcześniej, np o 11, jednak o godzinie 12 mimo podanej informacji o rozgrzewce i treningach nic nie było... Ale impreza była wspaniała i czekam na więcej takich :). Usłyszeć warkot silnika F1 (czy F3) - bezcenne :).
TheStig
24.08.2010 10:53
Ja również trzymam za to kciuki. Zdecydowanie najlepsze jest zdjęcie nr 27 :)
Nitz
24.08.2010 09:09
Fajnie gdyby impreza stała się cykliczna i za każdym razem gościła w innym mieście :)