Verstappen: Pirelli zrzuci winę na odłamki

Holender nie sądzi, że rozmowy z dostawcą opon doprowadzą do konstruktywnych wniosków.
06.06.2118:37
Nataniel Piórkowski
2102wyświetlenia
Embed from Getty Images

Max Verstappen jest pewien, że Pirelli uzna, iż za awarię opony w jego bolidzie odpowiadały odłamki włókna węglowego znajdujące się na torze.

Verstappen pewnie przewodził stawce po zjazdach do pit stopów, ale na pięć okrążeń przed metą w jego bolidzie doszło do eksplozji lewej tylnej opony. Holender natychmiast stracił kontrolę nad kierownicą i przy wysokiej prędkości uderzył w betonową barierę przy prostej startu/mety.

Wcześniej w podobnych okolicznościach z rywalizacji odpadł Lance Stroll z Astona Martina.

Nie czułem nic aż do chwili, gdy nagle zniosło mnie na prawo. Opona pękła i zeszła z felgi. Uderzenie nie należało do najmilszych. To dość niebezpieczne miejsce na pęknięcie opony przy takiej prędkości - mówił Verstappen w rozmowie z dziennikarzami.

Na pewno czekają nas rozmowy z Pirelli, ale już teraz znamy ich rezultat. Ciężko to zaakceptować. Powiedzą, że do pęknięcia doprowadziły odłamki. Coś w tym stylu. Jestem pewien, że będziemy o tym rozmawiać. Pirelli na pewno nie jest zadowolone z tego, co się dzisiaj stało. Niczego to jednak nie zmieni w losach wyścigu czy moim rezultacie.

Oczywiście jestem wkurzony z powodu tego, co się dzisiaj stało. Aż do tego feralnego momentu jechałem dość łatwy wyścig. Czasem, gdy zdarzają się tego typu sytuacje, ten sport jest bardzo szorstki. Gówniane uczucie.

Verstappen zaznaczył, iż wątpi, że do jego incydentu rzeczywiście mogły doprowadzić odłamki, skoro inne bolidy na każdym okrążeniu poruszały się dokładnie tą samą linią jazdy, korzystając ze strugi aerodynamicznej. Zaakcentował także, że uważał na stan ogumienia w swoim bolidzie.

Nie sądzę, abym obciążał opony. Czułem się komfortowo i przed incydentem nie doświadczyłem żadnych wibracji. Wszyscy jechaliśmy tą samą linią, bo każdy z nas chciał znajdować się w strumieniu aerodynamicznym. Dziwne, że przytrafia się mi coś takiego.

Wydaje mi się, że po kraksie Strolla nawierzchnia została oczyszczona, ale Pirelli prawdopodobnie powie, iż na torze były jakieś resztki z włókna węglowego. Tak było też przecież na Imoli [rok temu]. Fakty są takie, że teraz opona eksplodowała nie tylko u mnie, ale także u Strolla.

To niesamowicie frustrujące. Tylko dzięki szczęściu nadal jesteśmy na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej, ale nasza przewaga mogła być o wiele większa.