Leclerc: Nie wiem, po co Carlos mnie tak wcześnie zaatakował

Monakijczyk zasugerował, że jego partner chciał zabłysnąć przed rodzimą publicznością.
23.06.2419:23
Maciej Wróbel
785wyświetlenia
Embed from Getty Images

Charles Leclerc przyznał, że nie rozumie, dlaczego Carlos Sainz zdecydował się na tak wczesny atak na jego pozycję podczas niedzielnego wyścigu w Barcelonie.

Stajnia z Maranello ma za sobą przeciętne Grand Prix Hiszpanii, które zwieńczyła zdobyciem piątego i szóstego miejsca w niedzielnym wyścigu. Choć na finiszu Charlesowi Leclercowi zabrakło bardzo niewiele do czwartego George'a Russella, to jednak generalnie w Barcelonie forma Scuderii nie pozwoliła na walkę o najwyższe cele.

Ponadto, już na drugim okrążeniu wyścigu doszło do kontrowersji z udziałem obu kierowców Ferrari, gdy Carlos Sainz zdecydował się na niespodziewany atak na Charlesa Leclerca w pierwszym zakręcie. Pomiędzy duetem doszło do niewielkiego kontaktu, a niezadowolenia z takiego manewru ze strony zespołowego partnera nie ukrywał Charles Leclerc.

Po zakończeniu zmagań Monakijczyk stwierdził, że Sainz chciał zrobić coś spektakularnego dla swojej kariery, a także ujawnił, iż obaj otrzymali od zespołu polecenie, aby zarządzać ogumieniem. Zdaniem Leclerca, Sainz miał zignorować ten komunikat. Nasza strategia na początek wyścigu była jasna. Mieliśmy oszczędzać opony, by zaatakować później - powiedział Leclerc.

Carlos tego nie robił w zakręcie 14. i oczywiście zyskał okazję na wyprzedzenie mnie w pierwszym zakręcie. Szkoda, ponieważ na tej walce między sobą straciliśmy trochę czasu. Uszkodziłem moje przednie skrzydło, ponieważ Carlos skręcając nie widział mnie po zewnętrznej. To skomplikowało nam wyścig.

Nie rozumiem celu tego ataku, gdy mieliśmy jasno powiedziane, że na tym etapie po prostu zarządzamy oponami. To nie było potrzebne, ale rozumiem, że to był jego domowy wyścig, w ważnym momencie jego kariery, więc zapewne chciał zrobić coś spektakularnego. Tak czy inaczej, ja nie jestem odpowiednią osobą, by robić ze mną coś takiego.

Leclerc podkreślił również, że Ferrari brakowało tempa, by móc nawiązać walkę z Mercedesami o podium. Z tym stwierdzeniem zespołowego kolegi zgodził się Carlos Sainz. Nie było opcji, aby powalczyć o to podium, ale też wczesny postój i próba podcięcia z taktyką pośrednie-twarde nam się nie opłaciła - powiedział Hiszpan.

Nasze tempo na tych oponach było za słabe, a każdy, kto założył miękkie, a później pośrednie i znowu miękkie, był po prostu o wiele szybszy. To się nie opłaciło. Wydaje mi się, że w wyścigu zrobiłem to samo, co Russell, ale byłem o jakąś jedną czy dwie dziesiąte wolniejszy. Oczywiście Red Bull i McLaren są krok przed nami. To nie był więc nasz najlepszy weekend - dodał Sainz.