Hill atakuje FIA w związku z kolejną aferą szpiegowską
Jego krytyka spotkała się jednak z bardzo szybką odpowiedzią ze strony FIA
15.11.0709:53
2261wyświetlenia

Damon Hill po raz kolejny zaatakował FIA. Mistrz świata z 1996 roku zarzuca Międzynarodowej Federacji Samochodowej między innymi brak stanowczości w podejmowaniu decyzji w sprawie kolejnych afer szpiegowskich, które nękają Formułą Jeden.
W ostatni czwartek FIA oskarżyła Renault o
nieautoryzowane posiadaniepoufnych dokumentów McLarena i wygląda na to, że szykuje się "Stepneygate" na bis. Angielsko-francuski team ma stanąć przed Światową Radą Sportów Motorowych 6 grudnia w podobnych okolicznościach, jak McLaren wcześniej w tym roku.
Jednak nie są to jedyne afery szpiegowskie, jakie miały miejsce w F1 w ostatnich latach. Wcześniej w tym roku dwaj byli inżynierowie Ferrari zostali uznani winnymi szpiegostwa przemysłowego po tym, jak zabrali ze sobą tajną dokumentacji do Toyoty w 2003 roku. Jednak co bardziej absurdalne. FIA nałożyła na McLarena karę w wysokości 100 milionów dolarów, podczas gdy Toyota nie poniosła żadnych konsekwencji.
W rozmowie z Daily Telegraph Hill wyraził swoje zdumienie:
Chciałbym móc zrozumieć, dlaczego sprawa między Ferrari i Toyotą, która skończyła się w sądzie, nie doprowadziła do nałożenia kar tak, jak to miało miejsce w aferze Ferrari - McLaren? Dlaczego ten zespół (Toyota) nie został ukarany? Odnoszę nieodparte wrażenie, że w przypadku McLarena chodziło o coś więcej niż tylko o to, co wynikło ze śledztwa. Sposób zasądzenia kary stawia wiele pytań typu: dlaczego FIA w ten sposób postąpiła wobec tych wykroczeń. Skoro pojawiły się podejrzenia, to powinny być one zbadane i powinna być zostać wymierzona odpowiednia kara. Jednak w tym przypadku pozostało wiele pytań dotyczących tego co tak naprawdę się stało, które nie doczekały się odpowiedzi.
Hill odniósł się także do faworyzowania Ferrari przez FIA, przywołując sprawę z użyciem nielegalnej podłogi przez Ferrari w wygranym przez włoski zespół wyścigu. Stwierdził też, że ujawnianie kolejnych afer podczas gdy Lewis Hamilton jest tak popularny mogłoby źle wpłynąć na oglądalność Formuły Jeden w Wielkiej Brytanii.
Dlaczego uszło to wszystko na sucho, a jedynym działaniem wobec zespołu, który de facto wygrał wyścig korzystając z nielegalnych rozwiązań, było zasugerowanie by nie używał dalej podzespołów tego typu? Widać przez to jakie problemy ze sprawiedliwością i stanowczością ma FIA.
Brytyjczycy są bardzo wyrafinowanymi kibicami sportowymi oraz widzami politycznymi. Jeśli coś się nie zmieni, grozi to możliwością utraty wielu widzów na Wyspach. Po ostatnich wydarzeniach można odnieść wrażenie, że takie afery nękają F1 już od dłuższego czasu. Nie wiadomo już w co wierzyć. Mój głos nie jest odosobniony. Jest wielu ludzi, którzy kochają ten sport i chcą coś z niego wynieść. Ostatni sezon był najciekawszy od wielu lat, ponieważ o tytuł walczyło aż czterech kierowców. Był ciekawy ze względów sportowych. Nie potrzeba nam więcej takich afer.- zakończył.

FIA dosyć szybko odpowiedziała na ataki Hilla. Jak nie trudno się domyśleć, przyjęła je bardzo krytycznie i twierdzi, że nie są one oparte na prawdzie. Przedstawiciel FIA powiedział dla portalu autosport.com:
W normalnych okolicznościach FIA nie odpowiedziałaby na komentarze Damona Hilla, jednak niestety ukazały się one w wielu doniesieniach prasowych i zostały potraktowane jako stwierdzenie faktu. Tym razem reakcja była konieczne, ponieważ z jego wypowiedzi wynika, że nie wie tak naprawdę jak sytuacja wygląda i nie zna przepisów F1.
Wyjaśniając sprawę
nielegalnejpodłogi Ferrari, rzecznik FIA powiedział:
Część ta przeszła wszystkie regulaminowe testy na elastyczność przed GP Australii. Była ona wtedy zupełnie legalna. Dopiero po dogłębnych badaniach zobaczyliśmy, że zastosowane rozwiązanie nie jest zgodne z duchem przepisów. Ferrari zostało wtedy poproszone o modyfikację tej części, ale z podobnych rozwiązań korzystał wtedy również zespoły McLaren i Red Bull.
Natomiast w odniesieniu do oskarżeń Hilla, że sprawa szpiegostwa w Toyocie nie doczekała się śledztwa przeprowadzonego przez ciało zarządzające, rzecznik odpowiedział:
FIA wkracza do akcji dopiero wtedy, gdy pojawią się dowody, że dane zdarzenie miało lub może mieć wpływ na rywalizację sportową. FIA nie może i nie będzie próbowała zastąpić normalnych sądów lub starała się nadzorować wszystkich aspektów postępowania zespołów. FIA nie otrzymała żadnych skarg i nie widzi powodu, by mieszać się w sprawy między Ferrari a Toyotą.
Źródło: SkySports.com, Autosport.com
KOMENTARZE