Felieton: Historia pisze się na naszych oczach?

Kilka słów o debiucie Micka Schumachera, który obserwowaliśmy na żywo
02.05.1516:46
Paweł Zając
10124wyświetlenia
Tak się złożyło, że realizując zupełnie inny wyścigowy projekt miałem okazję pojawić się w ostatni weekend kwietnia na torze Oschersleben. Główną serią na niemieckim obiekcie było ADAC GT Masters, które niektórzy kibice mogą kojarzyć z sezonów 2009 oraz 2010, kiedy jeździł tam Kuba Giermaziak. Tym razem nie chodziło jednak o ryk ogromnych silników w autach GT - oczy wszystkich na Oschersleben były zwrócone na niemiecką Formułę 4, gdzie swój debiut zaliczał Mick Schumacher. Syn Michaela.



Siła nazwiska sprawiła, że ciężko było nie dowiedzieć się o debiucie Micka - sprawa była szeroko dyskutowana w mediach, zwłaszcza po pierwszej wygranej, co z resztą zdążyło się już nie spodobać części kibiców oraz dziennikarzy. Ja z przyczyn osobistych życzę młodemu jak najlepiej, w końcu fajnie byłoby móc powiedzieć, że widziało się pierwszy wyścig mistrza świata F1 ;).

Wracając jednak do meritum na kilkunastu poniższych wersach nie będę wychwalał pierwszej wygranej młodego, która koniec końców odbyła się po starcie z odwróconej stawki, a więc po sztucznie otrzymanym drugim polu startowym. W mediach niewiele się też mówiło o tym, że młody dał ciała w kwalifikacjach i podczas pierwszych dwóch wyścigów musiał rzeźbić w guano startując z dziesiątej linii. O ile pierwszy wyścig był niezły i Mickowi udało się wskoczyć na dziewiąte miejsce po niezłej walce o tyle w drugim brakło już błysku w oku i nazwisko Schumacher przeminęło gdzieś w środku stawki niczym za czasów jego ojca w Mercedesie.

W tym wszystkim trzeba jednak przyznać, że gdy latorośl Michaela postawiono już na drugim polu startowym, to udało mu się wytrzymać presje i zrobić swoje. Najpierw Mick szybko oddalił się od rywali, by później stracić rezon na ostatnich okrążeniach i walczyć o utrzymanie prowadzenia do ostatnich metrów ze swoim kolegą zespołowym Joeyem Mawsonem. Po tym, co było widać na Oschersleben zaryzykowałbym stwierdzenie, że o sukcesie lub porażce kolejnego pokolenia Schumacherów nie zadecyduje talent tylko odporność na presję, a ta z każdym wyścigiem będzie rosnąć.



Podczas pierwszej rundy wyraźnie było widać, kto jest centrum wyścigowych wydarzeń, przez co na polach startowych wokół czarno-szarego auta zawsze był tłum fotoreporterów, podobnie zresztą, gdy Mickowi zdarzyło się opuścić zaciszny namiot swojej ekipy - myślę, że nawet w rodzinie Schumacherów ciężko jest się przygotować na to, że w wieku 16 lat trzeba uważać na każdy swój krok, bo gdzieś zawsze będzie przygotowany do strzału aparat, a na torze praktycznie krok w krok będzie za tobą kroczyć kilka zupełnie obcych osób. Koniec końców, nie chcą sobie wyobrażać, co by się działo na Oschersleben, gdyby Michael mógł pojawić się na torze i osobiście dopingować syna. Kibice na pewno też nie ułatwią życia, gdyż na niemieckiej ziemi miłość do Schumachera nadal jest bardzo żywa i przenoszona na młodego. Reakcja trybun po dobrych manewrach i wygranej była jednoznaczna, więc wygląda na to, że fani mają już swoją wymarzoną wersję wydarzeń.

Niestety nie wiem, co na to wszystko sam zainteresowany, gdyż na pytanie o wywiad usłyszałem stanowcze NIE wytłumaczone polityką rodziny i zespołu. Póki co mini Schumi się nie udziela, jednak w Van Amerstorf Racing mnie raczej znienawidzą, gdyż wygląda na to, że na GT Masters będę jeszcze minimum dwa razy i nie zamierzam odpuścić ;). Konferencji prasowych po wyścigach F4 niestety też nie przewidziano, więc w tej materii pozostaje póki co słuchać doniesień z Niemiec, gdyż spod mikrofonu oficjalnej telewizji Mickowi uciec się nie udało i po wygranej udzielał kilku wywiadów w swej ojczystej mowie.

Schumachera czeka jeszcze daleka droga nim okaże się czy ma choć krztę talentu ojca, albo chociażby wujka, choć niektóry żartują, że Helmut Marko ma pod ręką numer do Micka ;). Było już wielu synów znanych i kochanych kierowców, który po prostu nie dali rady lub też stwierdzili, że wolą realizować się w przemyśle muzycznym. Czy 26 kwietnia napisano początek do kolejnego rozdziału w historii wyścigów? Czas pokaże... Osobiście sądzę jednak, że dobrze byłoby zobaczyć syna w formie na tyle dobrej, aby próbować powtórzyć sukcesy ojca. Zwłaszcza w kontekście tego nieszczęśliwego wypadku, który przytrafił się Michaelowi...



Zdjęcia: Paweł Zając

KOMENTARZE

2
Grzesiek1713
02.05.2015 09:02
Ja myślę że to marzenie autora :) Nie ma sensu wywierać presji i ogólnie "podniecać" się młodym. Wygrał wyścig dzięki odwróconej kolejności startowej więc bez tego były daleko za czołówką i tego na razie trzeba się trzymać.
Carolius
02.05.2015 08:26
Na pewno kiedyś do F1 wejdzie ale nie szybciej niż Max z wiadomych powodów.