Leclerc: Obawiałem się, że Grosjean zginął w wypadku

Monakijczyk widział pożar Haasa w swoich lusterkach, a także w dziewiątym zakręcie.
03.12.2017:36
Mateusz Szymkiewicz
1537wyświetlenia
Embed from Getty Images

Charles Leclerc przyznał, że obawiał się śmierci Romaina Grosjeana, widząc pożar jego samochodu w Grand Prix Bahrajnu.

Francuz tuż po starcie miał koszmarny wypadek, rozbijając swojego Haasa o barierę za zakrętem numer trzy. W wyniku uderzenia jego samochód został rozerwany na pół, a także doszło do wybuchu pożaru. Grosjean spędził w ogniu prawie pół minuty i został przetransportowany do szpitala z oparzeniami dłoni oraz stopy.

Widziałem wypadek w moich lusterkach, od samego początku miałem świadomość, że był on ekstremalnie poważny i spodziewałem się najgorszego - powiedział Charles Leclerc dla BBC. Minuty oczekiwania na wiadomość o Grosjeanie wydawały się być godzinami. Szczerze mówiąc widząc to w lusterkach nie miałem wielkiej nadziei, byłem bardzo zmartwiony w komunikatach radiowych. Niestety nie otrzymałem żadnej wiadomości do momentu opuszczenia samochodu. Dopiero wtedy dowiedziałem się, że wyszedł, w co nie mogłem uwierzyć, szczególnie po zobaczeniu płomieni w dziewiątym zakręcie.

Kierowca Ferrari dodał, że szykując się do restartu próbował wyprzeć wypadek Grosjeana ze świadomości. Tak jak zwykle próbowałem zamknąć się we własnej bańce i skupić się na pracy. Przed wyścigiem F1 wiele spraw przechodzi przez głowę, jak strategia, plan na atak w pierwszym zakręcie i inne podobne rzeczy. Po prostu skupiłem się na osiągnięciu jak najlepszego rezultatu, nie myśląc już o wypadku, głównie dlatego, ponieważ Romain był poza samochodem i samodzielnie dotarł do karetki.

Wysłałem mu później dwie wiadomości. Pierwszej prawdopodobnie nie widział, ponieważ musiał otrzymać setki powiadomień. Odpisał mi dopiero na drugą i prawdopodobnie odzyskał wtedy możliwość pisania po zdjęciu opatrunków. Nie widziałem go w szpitalu, ponieważ zakładałem, że jest tam wiele osób i nie chciałem go męczyć.