Mosley: Nigdzie się jeszcze nie wybieram
"Jeśli pozostanę zdrowy na umyśle, nie odejdę przed październikiem 2009 roku"
20.02.0816:58
1607wyświetlenia

Max Mosley zdradził ostatnio, że może zdecydować się na ponowne ubieganie się o stanowisko prezydenta FIA po zakończeniu jego obecnej kadencji w październiku przyszłego roku. Dla 67-letniego Brytyjczyka byłaby to już piąta kadencja jako głowy ciała zarządzającego sportami motorowymi.
Rok 2007 był dosyć trudny dla Mosleya, gdyż z jednej strony FIA była atakowana za marginalizowanie afery szpiegowskiej, a z drugiej sam był krytykowany za swoją wypowiedź z października, kiedy to powiedział, że Ferrari jest najważniejszym zespołem w stawce.
Pomimo tego, a także licznych spekulacji na temat przyszłości Mosley powiedział jednak ostatnio, że nie widzi powodów, dla których miałby odejść przed końcem obecnej kadencji, lub dla których nie miałby się ubiegać o pozostanie prezydentem FIA na kolejne cztery lata.
Jeśli pozostanę zdrowy na umyśle, nie odejdę przed październikiem 2009 roku, a co potem? Nad tym będę musiał się jeszcze dobrze zastanowić.- powiedział gazecie Sunday Times.
Jest tendencja do pozostawania zbyt długo na danym stanowisku, zwłaszcza gdy wszystko idzie w miarę dobrze. Jednakże to jest sport, w którym najlepszym wyjściem wydaje się być taka sytuacja, kiedy jedna osoba jest w stanie podejmować decyzje. Osoba obiektywna, zdolna do zrozumienia problemów, mająca dobrych doradców i gotowa do wysłuchania wszystkich bez podejmowania pochopnych osądów.
Nie przeszkadza mi wysłuchiwanie krytyki - pochodzę z rodziny, w której byliśmy krytykowanie przez całe życie - ale zdaję sobie sprawę z tego, że innym ludziom mogłoby to przeszkadzać. Kocham wręcz czytać blogi, które pałają do mnie nienawiścią, bo to bardzo dobra rozrywka, ale o dziwo jest też jeden zupełnie odmienny, który broni mojej osoby. Jednakże Formuła Jeden po prostu nie może pozwolić sobie na nie podążanie z duchem czasu.
Mosley dodał również, że jego celem pozostaje wprowadzenie serii reform do F1, które mają na celu uniemożliwienie marnowania przez zespoły ogromnych ilości pieniędzy w celu osiągnięcia sukcesu. Jedną z propozycji jest ograniczenie budżetów zespołów w skali roku, co zmusiłoby je do lepszego gospodarowania swoimi pieniędzmi.
Jeden z czołowych producentów powiedział, że jeśli uda nam się zmniejszyć budżety tak, by zamiast 200 milionów euro mogli wydawać 50 milionów lub jeszcze mniej, to zostaną w Formule Jeden na zawsze.
Jednak jeśli wydatki nie spadną, to przy obecnym poziomie usprawiedliwiało będzie je jedynie wygrywanie, a jak wiadomo nie wszyscy mogą wygrywać. Absurdem jest, że zespoły marnują ogromne pieniądze na drobniusieńkie poprawki. Całodobowe wykorzystywanie tuneli aerodynamicznych pochłania olbrzymie ilości energii, by móc poprawić osiągi o dziesiąte części sekundy i jest to nie do usprawiedliwienia. To jest obecnie najsmutniejsze w całej Formule Jeden.
Tymczasem projektowanie twórczych rzeczy za niewielkie pieniądze jest w końcu jedną z umiejętności inżynierów. Najatrakcyjniejsza dla mnie w cięciach budżetów jest możliwość pełnej swobody działania bez konieczności posiadania największego budżetu.
Źródło: Crash.net
KOMENTARZE